Jednak sytuacja finansowa tylko pozornie przekłada się na wyniki sprzedaży na targach średniego formatu, do jakich zaliczają się Art Forum. Było to widać po doborze prac - dominowało przewidywalne, konwencjonalne malarstwo typowe dla sztuki dwóch ostatnich dekad oraz skromne rzeźby-instalacje, w sam raz nie tylko do salonu w lofcie czy restauracji o minimalistycznym wystroju. Banalność większości prac musiała zdumieć nawet przywykłego do tego widza, bo Art Forum to targi przede wszystkim dla niemieckiej "upper middle class", a ewentualny wpływ kryzysu finansowego na poziom sprzedaży należy uznać za efekt samospełniającej się przepowiedni.
Dawid Radziszewski z poznańskiej Galerii Pies mówi: "Jeżeli ktoś traktuje sztukę jak inwestycję, to zakładam, że inwestuje także na innych polach. A jeżeli długofalowe inwestycje w ogóle tracą sens, to najłatwiej zrezygnować z inwestycji w sztukę. Z drugiej strony inwestowanie w sztukę może się okazać dużo bezpieczniejsze, niż w akcje. Tak czy inaczej na kryzysie najwięcej stracą małe galerie, bo potentaci i tak się utrzymają. A miejsce na targach to koszt rzędu kilkunastu tysięcy euro" - ocenia. Z uzbieraniem tej kwoty nie miały problemu trzy polskie galerie: krakowski Zderzak, warszawska Le Guern i berlińsko-krakowska Żak/Branicka. Dwie ostatnie postawiły na klasykę i wystawiły m.in. dwie monumentalne prace Zofii Kulik, które trafiły do dobrej kolekcji w Belgii. Poza tym dominowało malarstwo: w Zderzaku Jarosław Modzelewski, w Le Guern Tomasz Partyka (którego prace niebezpiecznie przypominają Sasnala), a u Żak/Branickiej prace Jarosława Flicińskiego i Kasi Fudakowski.
Ale Art Forum trawiły także problemy wewnętrzne. Targi zostały zbojkotowane przez kilkadziesiąt największych berlińskich galerii, które zorganizowały w maju konkurencyjne targi ABC. Uwodziły one atmosferą "targów bez targów" i zostały sprzedane jako wydarzenie niemalże kuratorskie: galerie zrezygnowały z malarstwa, a często nawet z obecności swoich pracowników. Równolegle odbywały się liczne wernisaże, gdzie malarstwa było w bród… W konsekwencji Art Forum mogły jawić się tylko jako nudna, zachowawcza impreza bez polotu i bez najważniejszych graczy. Jednak Piotr Bazylko, współautor blogu ArtBazaar, przekonuje, że Art Forum to ciekawa impreza. "Berlin ma coś, czego nie mają inne miasta: niebywałą ilość ambitnych galerii i artystów. Paradoksalnie, to co było słabością berlińskich targów w dobie boomu na sztukę najnowszą (brak wielkich nazwisk i wielkich galerii), dziś jest jego siłą. Tu kolekcjonerzy mogą wyszukać artystów i galerie, które nie mają szansy przebić się przez sito najdroższych targów" - mówi Bazylko. "Kryzys mogą odczuwać te galerie, które zazwyczaj sprzedają wszystko w pierwszych godzinach targów. Przekonaliśmy się, że Berlin jest miejscem, w którym nasi artyści są dobrze odbierani i rozumiani" - dodaje Agata Smoczyńska z galerii Le Guern.
Jednak w tym roku ekskluzywny szampan Moet & Chandon sprzedawany na otwarciu po kilka euro za kieliszek z pewnością nie smakował tak dobrze jak zwykle. Na 13. targach Art Forum nie dopisała nawet pogoda. Ostatniego dnia października siąpił deszcz, a do monumentalnego holu Palais am Funkturm goście wpadali przemoczeni, wygładzając długo studiowane kreacje. Również w tym wypadku trzeba było robić dobrą minę do złej gry. Zaś nazwa tegorocznych targów - "Pożądanie" - brzmiała jak słaby dowcip. Teraz wszyscy czekają na grudniowe targi Art Basel Miami Beach. To one będą prawdziwym papierkiem lakmusowym dla światowego rynku sztuki.
Niedawno czytałam na Artbazaar, ze Zak Branicka pokazała Kasię Kozyrę na targach ABC. Z Pana tekstu wynika, ze tu i tam nie można. Dobre są obrazy tej Fudakowski? Nie pisali o niej w notesie dla kolekcjonera. Inwestowac? Ktoś doradzi?