Opera Omnia 3. Energetyczna Intymność
Natalia LL
Galeria Ego, Poznań
do 29 kwietnia
____________________________________________
Jest rok 1972. Natalia LL mieszka we Wrocławiu, ma 35 lat, obraca się w środowisku neoawangardzistów. Przyjaźni się ze Zbigniewem Dłubakiem i Antonim Dzieduszyckim, pracuje z Andrzejem Lachowiczem. Można ją spotkać na przykład w Klubie Związków Twórczych na wrocławskim rynku. Kilka lat temu ukończyła Państwową Szkołę Sztuk Plastycznych w tym samym mieście, ma też dyplom Związku Polskich Artystów Fotografików, działa w niedawno założonej galerii Perfamo - nieformalnym związku artystów aranżujących wystawy i wydających swoje teksty. To właśnie moment, w którym Natalia wybiera radykalną, bezkompromisową artystyczną drogę, zdobywa reputację niepoprawnej buntowniczki i skandalistki. Wszystko dzięki najbardziej znanemu cyklowi prac - "Sztuce konsumpcyjnej". Składa się na niego między innymi wielkoformatowa fotografia (metr na metr), złożona z kilkunastu ujęć, w których oblizuje i zjada banana. Na zdjęciach widać infantylną stylizację - Natalia ma dwie dziewczęce kitki, jest naga, oglądamy fragment jej gołego torsu. Na innym zdjęciu z tej serii widać ją zajętą pochłanianiem twarożku. Cykl uzupełnia wideo - trochę inaczej uczesana Natalia oblizuje najpierw jednego, a potem dwa banany, wkłada do ust i wypluwa czekoladowe draże, oblizuje chrupiące, słone paluszki. Artystka do dziś najbardziej kojarzona jest z tym cyklem, wielokrotnie interpretowanym jako jasny manifest sztuki kobiecej, wyemancypowanej, performance obyczajowo ekstremalnej. Dziś, jak większość kultowych przekazów wizualnych, wideo ze "Sztuki konsumpcyjnej" wylądowało na YouTube, a zdjęcia z tej serii to komercyjny hit - nawet w samych początkach aukcji fotograficznych, podczas sesji w Rempeksie pięć lat temu były to jedyne fotografie osiągające ceny znacznie powyżej wywoławczych. Ponad 35 lat później Natalia Lach-Lachowicz startuje ze skomplikowanym, kilkuetapowym projektem "Opera Omnia". Pierwszą z wystaw tego cyklu było "Oddzielenie" - pokaz w ramach 18. Festiwalu Mediów "Człowiek w zagrożeniu" w łódzkim Muzeum Kinematografii, zorganizowany jeszcze w zeszłym roku. Teraz w galerii Ego w Poznaniu trwa druga część wystawy pod skomplikowanym tytułem "Opera Omnia 3. Energetyczna intymność". Na październik Natalia LL szykuje kulminacyjne zakończenie akcji w Muzeum Narodowym w Szczecinie.
Materiał zamiast bon motów
72-letnia artystka organizuje pokaz "Dzieł wszystkich" i już choćby z tego powodu jest ciekawie i interesująco. Ale nie ma co patrzeć na tę wystawę jak na podsumowanie wieloletniej twórczości podstarzałej skandalistki. Natalia LL nie pokazuje znanych prac, ale zgodnie ze swoją strategią z początku lat 90. (kiedy rzutowała "Sztukę konsumpcyjną" i późniejszy cykl "Sztuka antykonsumpcyjna" na płótno, a także aranżowała ze starych zdjęć nowe slideshowy) kompiluje je i sampluje. W "Opera Omnia" mniej z buntowniczego manifestu, a więcej z projektu dekonstruowania swojego mitu i własnej ikoniczności. Rzecz niezwykła, bo Natalia LL znana jest ze skłonności do kanonicznych tekstów i długich, literackich komentarzy (wystarczy wymienić "Stany skupienia" i "Słowo o ciele"). Autorka znanych bon motów o sztuce ("Sztuka jest poszukiwaniem wolności. Wolność jest celem samym w sobie, sztuka zaś ten cel realizuje", "Sztuka potrzebuje paliwa. Napędem paliwa jest wiara, nadzieja i miłość" etc.) tym razem wybiera lakoniczność i sporo pracy na materiale.
Skromną przestrzeń galerii Ego otwiera skromna instalacja - to 700-gramowy młotek owinięty w różowe piórka, jakby wyjęte z garderoby drag queen. Narzędzie zawieszono pod opisem wystawy, który jeszcze subtelniej odsyła nas do Natali LL emancypantki, Natalii LL twórczyni manifestów. Czytamy: "Zastanawia mnie szczególna energia, siła, rodzaj vis vitalis, która jest podstawą twórczości artystycznej. W moim przypadku jest to rozpoznanie, określenie i ograniczenie intymnego terytorium jako jedynej aktywności przeciwstawiającej się rozpadowi, entropii i zagładzie". Sformułowanie "w moim przypadku" pojawia się celowo, w dalszych częściach wystawy Natalia LL konkretyzuje i rozwija spojrzenie na siebie.
Między tarczą a siateczką
Na jednej z głównych ścian galerii zawisł napis "Natalia ist sex" - litery składające się na hasło ułożono z fotografii. W kadrach widać obrazy kopulacji, zbliżenia na członki, zetknięte ciała. Już to znamy? To posłuchajmy. Artystka posługuje się tym samym patentem, którego używa na wcześniejszej pracy - "Sfera intymna" z 1969 roku. Naprzeciwko napisu rodem z niemieckiej reklamy linii telefonicznej zawisła nowa praca Natalii LL - fotograficzna "Transfiguracja Odyna" w czterech odsłonach. Na czarnym, monochromatycznym tle umieszczono sylwetki obnażonych osób, w tym samej artystki. To sceny nie do końca sprecyzowane mitologicznie - oglądamy ujęcia przypominające klasyczną ikonografię: zafrasowanego siedzącego człowieka, kobiety opartej na włóczni i trzymającej tarczę. Nie zgadzają się dopiero szczegóły - tarcza wikinga sąsiaduje z siatkową zbroją jak z sex shopu. No właśnie, tarcza - tę samą obejrzymy w sali obok, na starszych fotograficznych pracach "Brunhilda". Motywów i tropów Natalia LL używa konsekwentnie i przez lata. "Opera Omnia" dowodzi, że ten patent działa.
Antyikona
Jedną z najciekawszych części poznańskiej wystawy jest cykl "Czaszka" z 1995 roku. To seria małych, kwadratowych płócien, na których widnieją czaszki na czarnym tle. Część z nich umajono kwiatami - to tak zwane języki teściowej, kwiaty, które według tradycji konotują zgryźliwość, starość i parę innych przywar. Ale to nie wszystko - obok czaszek znalazły się banany, z których artystka czyniła użytek kilka dekad wcześniej. Owoce zostały wsadzone czaszkom w usta albo po prostu banany lewitują na monochromatycznym tle obok czaszek. To dość czytelny żart z siebie, praca na własnym, ikonicznym wizerunku i zgrabne nawiązanie do projektu fotograficznego sprzed lat.
Pstrykanie akcji
Mitu Natalii LL i jego współczesnych odsłon nie byłoby, gdyby nie medium. Sztuka Natali LL to ekstremalny performance, ale formalnie zupełnie inny niż to, co w podobnym okresie robili Jerzy Bereś, Ewa Partum albo Przemysław Kwiek. W wypadku Natalii LL to nie eksperymenty, działania w konkretnym miejscu i przestrzeni są najważniejsze, ale ich fotograficzna dokumentacja. Sztuka artystki rozgrywa się na kliszy, dlatego po latach tak łatwo nią obracać i manipulować. Już w latach 70. Natalia LL pisała: "Wydawało mi się, że fotografia umożliwia zmianę zwykłej banalnej rzeczywistości w niepowtarzalne i tajemnicze zdarzenie, fenomen. Na pewno moje działania fotograficzne były próbą odnalezienia niezwykłości, niecodzienności w otaczającym świecie. Było dla mnie fascynujące, że zdawałoby się wiarygodną fotografią niezwykłość tę pokazywała w sposób bardziej pełny i bezpośredni niż np. grafika i malarstwo". Fotografia umożliwiała łapanie każdej chwili, w której, według artystki, rozgrywać się może sytuacja artystyczna. "Sztuka realizuje się w każdym momencie rzeczywistości, każdy fakt, każda sekunda jest dla człowieka jedyna i nigdy niepowtarzalna. Dlatego zapisuję wydarzenia zwykłe i trywialne jak jedzenie, sen, kopulację, odpoczynek, wypowiadanie" - twierdziła w innym z tekstów. Z wachlarza rzeczy trywialnych serwowanych przez Natalię LL późniejsze pokolenia najlepiej zapamiętały jedzenie banana. Teraz artystka wokół tego faktu konstruuje nową, twórczą retrospektywę.