czwartek  18 marca 2010 r.  Imieniny: Edwarda, Narcyza, Narcyzy
 
Poleć znajomemu
|
Umieść na Facebooku Dodaj do Blipa Dodaj do Twittera Wykop artykuł Dodaj dośledzika Wersja mobilna
|
Wydrukuj
|
e-mail: 

W piątek premiera "Angel"

Ozon: "Nie nadaję się do Hollywood"

Od piątku na ekranach polskich kin będzie można oglądać "Angel" Francois Ozona, jednego z najwybitniejszych francuskich reżyserów młodego pokolenia.

Historia życia autorki romansów, która ponad szarą codzienność przedkłada barwny i emocjonujący świat własnej wyobraźni, wzbudziła wiele kontrowersji i spotkała się z mieszanymi reakcjami - zarówno ze strony widzów, jak i krytyków. W rozmowie z "Dziennikiem" Francois Ozon opowiada m.in. o tym, dlaczego nie zdecydował się na realizację swojego filmu w Hollywood.

Masz opinię jednego z największych nowatorów europejskiego kina, uwielbiasz zabawę formą, mieszanie gatunków. I nagle kręcisz smętny melodramat rodem z lat 40...

Przecież to ciąg dalszy mojej, jak powiedziałaś, zabawy formą, kolejny eksperyment, w którym tym razem spróbowałem połączyć zarzucony już zupełnie przez kino gatunek - klasyczny melodramat z elementami jego pastiszu. Ta próba wskrzeszenia melodramatu była fascynującym doświadczeniem. Mam nadzieję, że celowy zabieg deformacji, przerysowania najbardziej charakterystycznych cech konwencji, jest dla widzów czytelny.

Nie jestem pewna... Film przyjęto raczej chłodno. Nie wiem więc, czy dotarło do widzów, że ta kiczowatość formy była zamierzona.

No cóż, zdarza się, że intencje twórcy bywają mylnie interpretowane, choć ja póki co nie miewałem podobnych problemów. I szczerze mówiąc, jestem zaskoczony, bo sądziłem, że operując niemal w każdym filmie tym na wpół żartobliwym tonem, przyzwyczaiłem kinomanów do tego, że nie powinni odczytywać moich filmów nazbyt dosłownie. Przywykłem do tego, iż w lot łapali moje formalne sztuczki. Jak widać w przypadku "Angel", z jakiegoś powodu nie jest to wystarczająco czytelne. Choć uczestniczyłem także w wielu spotkaniach z publicznością, która film przyjęła entuzjastycznie.

W "Angel" wszystko jest inne niż w twoich wcześniejszych filmach. Odszedłeś od prostoty, która była twoim znakiem rozpoznawczym.

To był następny eksperyment. Dotąd byłem nader oszczędny w serwowaniu scenograficznych szczegółów. Tutaj wszystkiego jest mnóstwo: kolorów, rekwizytów, postaci, tak samo zresztą jak emocji, często całkiem sprzecznych. Jedyne, co w tym filmie proste i jednoznaczne, to zakończenie. Ale i to w moim przypadku nowość. Zwykle przecież moje historie pozostają niedopowiedziane.

Uwielbiasz badać ciemne strony ludzkiej psychiki, niepokoić widza, wyciągać na światło dzienne wstydliwą prawdę. Krytycy z upodobaniem określają cię mianem enfant terrible francuskiego kina.

Na początku wściekałem się, kiedy słyszałem takie określenia, bo odczytywałem to jako przypinanie mi łaty skandalisty, który chce szokować dla samego szokowania. A takie intencje są mi zupełnie obce. Poza tym w tym roku stuknie mi "40". Jak długo więc mogę być owym kłopotliwym dzieckiem? W tej chwili przestałem się już przejmować takimi epitetami. Zobaczysz, że już wkrótce zaczną pisać o mnie jako o podstarzałym nudziarzu, i dopiero wtedy będę miał powód, by się wściekać.

Producenci z Hollywood wyrazili chęć sfinansowania "Angel", chcieli nawet obsadzić w głównych rolach największe gwiazdy. Dlaczego im odmówiłeś?

Chyba jestem zbyt wielkim indywidualistą jak na wymagania bossów z fabryki snów. Rzucili pomysł i postawili warunki, na jakie za nic w świecie nie mógłbym się zgodzić. Przede wszystkim miałem przerobić scenariusz wedle wskazówek hollywoodzkiego speca od melodramatów i - tu uważaj - dopisać happy end! Wówczas była szansa na to, że zapłacą mi furę kasy, a w roli Angel obsadzą jakąś Scarlett Johansson. Wyobrażasz sobie happy end jako zwieńczenie dramatu kobiety, która przegrała własne życie?

Podobne tematy:
Bieżące wydarzenia:
» GWIAZDA ROZEBRANA
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14