wtorek  9 lutego 2010 r.  Imieniny: Apolonii, Eryki, Nikifora
 
To view this object you need Flash
Poleć znajomemu
|
Umieść na Facebooku Dodaj do Blipa Dodaj do Twittera Wykop artykuł Dodaj dośledzika Wersja mobilna
|
Wydrukuj
|

Skomentuj

e-mail: 

Ilja Bojaszow balansuje na granicy kiczu

"Wędrówka Murriego" banalna jak Coelho

Wędrówka Murriego banalna jak Alchemik

Powieść Ilji Bojaszowa „Wędrówka Murriego”, zapowiadana jako pasjonująca alegoryczna podróż bośniackiego kota przez Europę lat 90., okazuje się niestety przechadzką, z której niewiele nowego wynika

WĘDRÓWKA MURRIEGO
(Put' Murri)
Ilja Bojaszow
przeł. Ewa Skórska
Prószyński i S-ka 2009
ocena: 2
26 PLN
______________________________________________________________________________

Zwierzęta robią ostatnio zawrotną karierę w charakterze literackich bohaterów. Wystarczy przypomnieć choćby sprytnego szczura o bibliofilskich zapędach z powieści „Firmin” Sama Savage’a czy owczego detektywa ze „Sprawiedliwości owiec” Leonie Swann. Tym razem w powieści Rosjanina Ilji Bojaszowa „Wędrówka Murriego” poznajemy sprytnego, pochodzącego z bośniackiej wioski Mesić kocura, którego wybuch wojny domowej w Jugosławii wygnał z ciepłego domu w nieznane. Murri jest wyjątkowo wyrachowany. W pręgowanej głowie tylko mu mleko i przytulny kąt. To naczelna myśl przyświecająca jego wędrówce, podczas której poznajemy innych bohaterów odbywających swoje małe i większe podróże: szejka zwariowanego na punkcie podniebnych szaleństw niczym Howard Hughes, staruszkę Elzę wspomagającą samotnych, młodego Tybetańczyka czy studentkę podróżującą z kierowcą ciężarówki. Ale kolejne spotkania kociego bohatera nie mają większego związku z jego wędrówką. Wszystko na dodatek poprzetykane jest tanią filozofią, która miała w zamierzeniu przybliżyć czytelnikowi znaczenie i istotę podróży.

Ten zabieg sprawia, że mimo olbrzymich aspiracji książka Bojaszowa nieustannie balansuje na granicy kiczu. Banalne stwierdzenia w stylu „Na tym świecie jest tak wiele bezsensu, więc jak tu nie zazdrościć tym, którzy wiedzą dokąd iść”, trącą fałszywym sentymentalizmem. A przecież temat jugosłowiański i tułacza metafora ludzkiego losu są literackim samograjem. Rosyjski pisarz jednak nie umiał tego atutu wykorzystać.

Na próżno też szukać siły w prostocie jego stylu. Nieskomplikowanej konstrukcji fraz Bojaszowa niebezpiecznie blisko do Paula Coelha i jego „Alchemika”. „Wędrówka Murriego”, jawi się więc jako alegoryczna przypowieść o poszukiwaniu samego siebie i uniwersalnych życiowych prawd. O tym, że warto być sobą, że lęki ograniczają nasze pragnienia, a ich pokonanie otworzy nam drogę do innego, lepszego życia. Odrobina podrasowanej marketingowo hochsztaplerki i już literacką telenowelą (obowiązkowo opatrzoną pieczątką „Sztuka Wysoka”) zaczęły karmić się miliony czytelników na świecie. Tak było z „Alchemikiem”, ale Bojaszowowi raczej ogólnoświatowa sława nie grozi. Nawet w porównaniu z powieścią Coelha to literatura wtórna, miałka i pusta.

Co ciekawe, Bojaszow w 2007 roku dostał Rosyjską Nagrodę Literacką, choć w szranki stanął z takimi literackimi tuzami jak Ludmiła Ulitskaja (nominowana w tym roku do prestiżowej nagrody Bookera), Dmitrij Bykow (autor słynnej powieści „Ortografia”, którego twórczość porównuje się do Umberta Eco) czy kontrowersyjny Władimir Sorokin. Nagrodzenie „Wędrówki Murriego” wywołało sporą konsternację. I trudno się dziwić, bo to powieść w najlepszym przypadku przeciętna, która sporo obiecuje, nie dając wiele w zamian.

Podobne tematy:
Bieżące wydarzenia: