"Dla mnie osobiście występ w Polsce był straszny. Nie byłem świetny" - przyznaje ze skruchą muzyk. - "To był jeden z naszych najlepszych koncertów na trasie, a ja przez cały wieczór popełniłem masę błędów technicznych. Nie czułem się z tym dobrze".
Zdaniem samokrytycznego gitarzysty, tamtego wieczora z jakiś powodów zabrakło chemii - nie zaiskrzyło i stąd jego gorsza dyspozycja.
Nawet, jeśli faktycznie 6 sierpnia rockman był w słabszej formie, fani nie dali mu tego odczuć. Przeciwnie. Obchodzący dwa dni po koncercie w Chorzowie 48 urodziny muzyk dostał w prezencie od zgromadzonego na Stadionie Śląskim tłumu tradycyjne "Happy Birthday", natomiast kumple z zespołu otworzyli na scenie szampana.
SPRAWDŹ TAKŻE:
Bono: Tej nocy nie da się zapomnieć >>>
Bono zapowiada: Jeszcze tutaj wrócę! >>>
Zobacz polską flagę w Chorzowie [wideo] >>>