Oskarżony o zbrodnie wojenne i ludobójstwo polityk kreuje się w nich na męża stanu. Wiedząc o tym, że niebawem zawiśnie, chce przejść do historii jako wielki reformator w świecie arabskim.
Początek stycznia 2004. Niecały rok po amerykańskim ataku na Irak i zdobyciu przez oddziały US Army Bagdadu. Pilnie strzeżone więzienie nadzorowane przez służby specjalne na obrzeżach międzynarodowego portu lotniczego w irackiej stolicy. Wokół jedna z największych baz wojskowych USA na świecie. Właśnie tutaj agent specjalny George Piro - zaledwie jeden z kilku w FBI znających język arabski - przesłuchuje pojmanego w grudniu 2003 r. Saddama Husajna. Chichotem historii jest to, że jeszcze do niedawna zamienione na bazę i więzienie lotnisko nosiło właśnie imię - jak to w swoich dokumentach określa FBI, więźnia wysokiej wartości nr 1 - Saddama Husajna. Amerykańska cela to teraz jego ostatni przystanek w drodze na stryczek. W niej wyzna część sekretów na temat swoich mitycznych arsenałów broni masowej zagłady, opowie o tym, jak jego wywiad pomagał palestyńskim terrorystom uderzać w "małego szatana" - Izrael, zwierzy się ze swojej niechęci do fundamentalizmu w wydaniu Al-Kaidy, będzie pomstował na zdrajców i drwił z lansowanych przez media historii o tym, jak to miał kilkunastu sobowtórów. Podsumuje swoje życie. Wyspowiada się agentowi specjalnemu Piro.
Asceta z Tikritu
Takiego Saddama nikt wcześniej nie znał. Rozmawiając o naprawionej w jego celi klimatyzacji, dyktator zapewnia, że nie lubi wygód i ekstrawaganckiego stylu życia. Dopytywany, dlaczego zatem wybudował kilkanaście ociekających złotem pałaców, odpowiada: "pałace należały do ludu (...) poza tym groził nam Izrael i Stany Zjednoczone. Gdyby były tylko dwa pałace, w których można by dyskutować sprawy państwa, jego przywódcy byliby zbyt łatwym celem do wyeliminowania". Zresztą jak zapewnia sam Husajn, w pałacach rzadko przebywał. Jako człowiek wierny swojemu ludowi wolał "prosty dom". "Jezus Chrystus był wybrany spośród ludu, Maryja również, Chrystus żył wśród ludzi" - filozofuje Saddam. Chwilę później przekonuje, że za wszelką cenę starał się poznać potrzeby Irakijczyków, spotykając się z nimi i wypytując osobiście o codzienne problemy. Dowodem na wsłuchiwanie się w potrzeby ulicy ma być przypadek krewnego Saddama i zarazem szefa MSW Watbana Ibrahima Hasana Al-Madżida. Obywatele mieli zameldować Husajnowi, że Watban zniecierpliwiony staniem w korku wystrzelił ze swojej broni w światła na jednym z bagdadzkich skrzyżowań. Za ten czyn Husajn natychmiast kazał mu pakować swoje rzeczy i wynosić się z ministerstwa.
Ameryka nigdy nie była moim wrogiem
Zaskakujące są również wyznania dyktatora na temat Ameryki. Saddam opowiada, że oglądał wiele filmów hollywoodzkich, by poznać styl życia ludzi mieszkających w Stanach Zjednoczonych i ich kulturę. To nie koniec. Zapewnił, że chciał, by jego kraj utrzymywał normalne stosunki z Waszyngtonem. Tylko nie dano mu na to szansy. Stany nie były jego wrogiem i nie zadawał się z Al-Kaidą. Po 11.09 miał nawet napisać kilka komentarzy dla irackich gazet, w których krytykował zamach.
Rozmowy o Ameryce między agentem Piro i więźniem szły tak dobrze, że w końcu Saddam nawet zaczął czytać mu swoje pisane w celi wiersze. To był zresztą pretekst do tego, by poznać styl sprawowania władzy przez Husajna. Okazuje się, że dyktator był na tyle utalentowany literacko, że sam pisał sobie przemówienia. Jak wyznał: "płynęły one z serca" i uwielbiał, gdy były prezentowane w radio.
Husain zabil setki amerykanie i ich pomocnicy tysiace. Dlaczego Amerykanie nie rusza krula Arabi Saldyjskiej ktore jest wiekszym despotom niz Husain? Bo Arabia nie zagraza Izraelowi, a Husain mogl