piątek  20 listopada 2009 r.  Imieniny: Janusza, Konrada, Oliwiera
 
To view this object you need Flash
|
|
|

Skomentuj

e-mail: 

Homilia Józefa Glempa

Prymas Polski: "Dokonał się sąd na podstawie świstków"

Oto pełen tekst homilii prymasa Józefa Glempa wygłoszonej podczas mszy dziękczynnej w Archikatedrze Warszawskiej. Prymas wspiera w niej abp. Stanisława Wielgusa.

"Dzisiejsza niedziela nazywa się niedzielą Chrztu Pańskiego. Kończy ona okres Bożego Narodzenia i wprowadza nas w liturgiczny ciąg mszy świętych i liturgii, które będą mówiły o pracy Jezusa Chrystusa nad formowaniem Kościoła w czasach swego ziemskiego bytowania.

 Ale nadto, niedziela ta nazywa się niedzielą Sługi Bożego. Ten sługa Boga ukazuje się najpierw w pierwszym czytaniu i jest to prowadzony przez Boga i ukształtowany człowiek, który umie i rozumie intencje Boga i tak postępuje, aby trzciny nadłamanej nie złamać, żeby knota tlącego nie zgasić, żeby promować prawo Boże i to z odwagą i na całym świecie, i aby skłaniać do wypełniania Przykazań Bożych.

 Taka to wizja Sługi Pana ukazuje się w Starym Testamencie, a gdy wsłuchamy się w czytanie Ewangelii Świętej to widzimy, że zarysem takiego sługi Bożego jest Jan Chrzciciel, ale to nie on jest właściwy, tym właściwym sługą Boga jest sam Syn Boży - Jezus Chrystus. On daje się ochrzcić w Jordanie, tak jak inni grzesznicy
po to, żeby usłyszany był głos z nieba: " To jest syn mój umiłowany, w nim mam upodobanie."

 Oto treść bardzo głęboko wprowadzająca nas w istotę Kościoła i w posługę dla Kościoła ludzi, którzy mają uświęcać siebie i przez swoje uświęcenie uobecniać Boga w świecie i głosić Jego prawo do świata, a jednocześnie przybliżać to wszystko, co jest niebieskie, co jest nadprzyrodzone, co jest ciągle od Boga, źródła miłości
przybliżane ku ziemi. Takie to ideały można odczytać z dzisiejszych czytań liturgicznych.

 Ale my jesteśmy w konkretnej sytuacji dzisiaj, pozdrawiam księdza kardynała i wszystkich arcybiskupów i przewodniczącego Konferencji Episkopatu, wszystkich zacnych duchownych licznie zebranych, pana prezydenta Rzeczypospolitej i wszystkich dostojników, którym spoczywa na sercu i sumieniu odpowiedzialność za dzieje i postęp ojczyzny. I oni także w tej wizji Sługi Pana odczytują i swoje powołanie. Zwłaszcza, że ten rok jest rokiem, w którym dominuje hasło: "Przyjrzyjcie się powołaniu waszemu." A powołań jest tyle, ile funkcji społecznych, ile jest osobistych charyzmatów.

 To są te okoliczności, które nas tu dzisiaj sprowadzają do modlitwy w tej czcigodnej archikatedrze warszawskiej, aby jak zamierzaliśmy, mógł arcybiskup podjąć pracę ku dalszemu uświęceniu. Warszawa nie jest miastem łatwym. Wiadomo, stolica i zawsze nurty myśli, uczuć wyprzedzają często inne ośrodki. Gdy pomyślimy o przeszłości, to nie brak tu przykładów wielkiego heroizmu, ale także i przykłady zagubienia się, osłabienia, trudności.

 W tym wszystkim bierze udział Kościół. Nie ma takiej sytuacji, kiedy Kościół był opuszczony przez wiernych, albo żeby Kościół opuścił wiernych, a właściwie naród. Zburzenie tej katedry, to jest ostatni fragment dziejów, do którego sięgamy pamięcią. Przecież był zniszczony razem z Warszawą. Tutaj przechodził front, tu lała się krew, tu były gruzy, ale pod tymi gruzami w piwnicach ciągle jeszcze były grobowce z czasów dawnych, które przetrwały i które były jakby znakiem tego trwania, które musi tutaj pozostać.

 I pozostaje takim najbardziej czytelnym przykładem chwilowe niezrozumienie, jakie miało miejsce w czasach powstania styczniowego. A właściwie krótko przed powstaniem, kiedy arcybiskupem Warszawy został mianowany Zygmunt Szczęsny-Feliński, który był wykładowcą w Petersburgu. Otóż z Petersburga przyjeżdżał
kapłan jako arcybiskup. Budziło to ogromnie wiele sprzecznych uczuć, dlatego że stan emocjonalny tamtych czasów był znacznie wyższy, a patriotyzm był rozważany jako rzecz zupełnie nadrzędna.

 Otóż ten arcybiskup, a to był święty arcybiskup, mimo początkowej, odruchowej niechęci tak ukochał ten lud, że gdy stanowczo przeciwstawił się carowi, car akurat w środku powstania styczniowego wezwał go do siebie i kazał do Warszawy więcej nie wracać osadzając go za Uralem i tak już pozostał nie wracając już
nigdy do swej biskupiej stolicy, do śmierci.

 Mogę także przypomnieć kardynała prymasa Stefana Wyszyńskiego, bo jakże nie przypomnieć tej wielkiej figury Sługi Bożego, który tutaj przez tyle lat głosił Słowo Boże, ale także i potrafił cierpieć, który nadał, kochając Warszawę, blask swojej duchowości na to co wśród nas jest dobre, szlachetne, co w Warszawie się
budzi jako chęć dobra, piękna, rzetelności.

 Starałem się iść drogą Jego, wielkiego poprzednika, a były to czasy trudne. Przejście z ustroju PRL do Polski wolnej, o ustroju demokratycznym, to są także dzieje i zmagania się, nie moje albo nie tylko moje. Wszystkich, a szczególnie duchowieństwa,  a szczególnie osób świeckich oddanych Kościołowi, rozumiejących
Kościół. To był ustawiczny, stopniowy wzrost zrozumienia działania Opatrzności Bożej, która często doświadczając, doświadczania wykorzystuje ku naszemu wzmocnieniu, ku wzrostowi naszej godności.

 Biskup Wielgus także wpisuje się w te charaktery, które rozumiemy jako Sługi Pana. Tak, arcybiskup Wielgus jest Sługą Boga. To, że perypetie różne przechodził, to są doświadczenia, które powinny służyć ku budowaniu człowieka, żeby zrozumieć głębiej jego zależność od Boga, a jednocześnie potrzeby dogłębnego widzenia zła.

 Z życiorysu arcybiskupa Wielgusa wiemy, jak bardzo kochał naukę, jak bardzo kochał naukę teologii, a więc naukę Kościoła. I na obszarze tej nauki robił takie postępy, że zainteresowały się nim siły Służby Bezpieczeństwa. Co to były Służby Bezpieczeństwa?. To była organizacja czy instytucja w Polsce Ludowej, która miała czuwać nad poprawnością charakterów. To znaczy: żeby nie było przerostu burżuazji, żeby nie było odchyleń ideologicznych, żeby nie było nadmiaru dewocji, żeby ludzie byli ukształtowani wedle modelu, jaki został narzucony z ideologii marksistowsko-leninowskiej.

 To była ogromna organizacja, która penetrowała wszystkie warstwy społeczne, może w sposób szczególny duchowieństwo, jako najbardziej niezależne, jako najbardziej pielęgnujące patriotyzm. Otóż tak ideologia, która jak walec szła przez sumienia i starała się je spłaszczać, po to żeby wyrównać wszystko do poziomu
ówczesnego socjalizmu.

 W Polsce ten walec miał pewne dylatacje, nie był to walec tak miażądżący jak w innych państwach, ale wszelako był wszechobecny i dlatego penetrował ludzi bardziej zdolnych i wszystkie wysiłki wkładał, aby ich podporządkować. My nie znamy dzisiaj ani strategii, ani sposobów działania, jeżeli znamy, to z opowiadania,
ale z systematycznego badania i wykładu.

 Otóż w takie zawirowania dostał się ksiądz arcybiskup jako kapłan, bardzo gorliwy kapłan, który się nie podobał i za wyrzucanie mu tego, że był zbyt gorliwy, dostawał nagany. Dzisiaj łatwo powiedzieć, że został włączony w te zawirowania, ale nie znamy sposobów, presji, jakie zostały wywarte, na to, żeby taki akt zaistniał, nieważny z mocy prawa, bo w grę wchodziły zastraszenia, groźby i krzyki. Dzisiaj o tym nie wiemy, dziś wiemy, że to było.

 Dalej nie wiemy, jak opuścił szeregi, jak to pozbyto się niepotrzebnego sługi. O tym dokumenty milczą. Dzisiaj dokonał się nad arcybiskupem Wielgusem sąd. Cóż to za sąd? Na podstawie świstków, dokumentów trzeci raz odbijanych. My nie chcemy takich sądów! Jeżeli przeciw osobie ma się konkretne zarzuty, to trzeba je sformułować i on musi się do nich ustosunkować. Nad to, muszą wystąpić obrońcy, muszą być świadkowie, dokumenty muszą przejść ocenę prawidłowości, zgodności. Wszystkiego tego w osądzie biskupa Wielgusa zabrakło. To nie był sąd.

 Biskup Wielgus był przymuszony szykanami, krzykiem, wrzaskiem do tego, aby włączył się we współpracownika. Dlaczego ten współpracownik dzisiaj nie świadczy? Przecież możemy się doliczyć kilkudziesięciu tysięcy "ubowców", którzy dziś są rozlokowani na dobrych, myślę, posadach i nie mamy żadnego
świadka, który by wtedy świadczył.

 Trudno więc dzisiaj z całą powagą myśleć o IPN. O tym, że on jest wyrocznią i źródłem informacji o obywatelach dla całego państwa. To jest stanowczo za mało, bo to jest zbyt brudne i zbyt powierzchownie dotykane, a jest to ogromna plama na współczesnym pokoleniu, które musi się z tego wydobyć.

 Bracia i siostry! Nasze kryterium kościelne co do kwalifikacji sługi bożego nie opiera się tylko na kryształowej przeszłości. Przeszłość jest także domeną Pana Boga, którą on może żałującemu także przebaczyć i go rozgrzeszyć.  I to nie tylko chodzi o księży, bo przecież więcej mamy osób w innych kategoriach zawodów niż wśród duchowieństwa, którzy byli dotknięci temu podporządkowaniu się Służbie Bezpieczeństwa.

 Ale myślę o tym ogólnym stwierdzeniu, że Bóg w swojej strategii służby sobie, w powoływaniu Sługi Pana ma inne kategorie kwalifikacji, inne kryteria. Przypomnę jedno wydarzenie, które jest dla Kościoła charakterystyczne. Pan Jezus powołał św. Piotra głową Kolegium Apostołów i głową Kościoła. Św. Piotr to nie był
kryształ, to nie był ideał bez skazy. Przeciwnie, w jego życiu spotykamy słabości, czasem zawahania, czasem nawet złe doradztwo. Taki był św. Piotr, zwłaszcza, że sam zaparł się Pana Jezusa. Potem płakał. Ale Pan Jezus przychodząc do Piotra pytał się: "Czy ty mnie miłujesz?" To było kryterium! Św. Piotr odpowiada: "Ja cię miłuję. Ty wiesz, że cię miłuję." I wtedy zapada najwyższa decyzja, najwyższa nominacja. "Paś baranki moje".

 Tak więc bracia i siostry Kościół ma swoje widzenie, bo to nie tylko jest widzenie instytucji ziemskiej, chociaż i te kategorie są, ale jest to wizja ciała mistycznego Chrystusa. My jesteśmy żywymi członkami, przez które przepływa łaska. A łaska to jest bezmiar dobroci Bożej. I tak musimy kształtować siebie, to znaczy
jesteśmy jako kapłani z ludu wzięci. I na nas odbija się to, co na ludziach.

 Mamy swoich kolegów lekarzy, inżynierów, i techników, i adwokatów, jesteśmy z ludu wzięci, ale po to, żeby służyć ludowi przez Chrystusa. I dlatego nasze usilne przylgnięcie do Chrystusa w chwilach trudnych, bo jest inaczej paść "baranki moje" gdy one słuchają, a inaczej gdy czują niechęć. I to Kościół bierze pod
uwagę, ale przecież zasady podstawowe są zawsze takie same. Zwłaszcza zasada miłości. Im bardziej będziemy kochać Chrystusa i uczyć jego miłości, tym będziemy lepszymi kapłanami i lepszymi pasterzami.

Amen".

Bieżące wydarzenia:
Najczęściej komentowane