Oba kraje chcą wspólnie rozwijać politykę obronną Unii. Dzięki temu Europa będzie mogła podejmować misje wojskowe, którymi nie byłyby zainteresowane NATO i Ameryka. Sarkozy zamierza także wejść na grunt, który do tej pory był zastrzeżoną dla USA domeną współpracy z Polską, i zbudować w naszym kraju nowoczesny system obrony powietrznej w zastępstwie patriotów.
Francja nie ma ani wystarczającego potencjału wojskowego, ani śmiałości politycznej, aby zastąpić Waszyngton w roli najważniejszego sojusznika Polski. Jeszcze przez wiele lat tylko Ameryka będzie gotowa obronić nasz kraj przed ewentualnym atakiem ze Wschodu.
Jednak przykre doświadczenia Polski ze współpracy z USA w Iraku czy w sprawie tarczy antyrakietowej pokazują, że nie możemy polegać tylko na Waszyngtonie. Współpraca obronna z Francją i szerzej, w ramach UE, może w długiej perspektywie okazać się dodatkową polisą bezpieczeństwa dla naszego kraju. A Amerykanie, widząc, że mają konkurencję, być może także zaczną bardziej interesować się polskim sojusznikiem.
Ważne jest że Polska zaczęła poważnie myśleć o zaangażowaniu się w budowę struktur wojskowych UE. Zgoda że sama Francja nie ma takiego potencjału wojskowego jak USA, jednak jeśli mówimy o UE to już dysproporcje nieco się zmniejszają. Jeśli współpraca polsko-francuska to początek czegoś nowego, to w dłuższym czasie należy sie spodziewać wzrostu znaczenia militarnego Unii. Dlatego nie można statycznie porównywać tego co jest ale patrzeć, jakie są perspektywy rozwoju. Wielkość budżetu wojskowego Unii ustępuje jedynie amerykańskiemu a przewyższa zdecydowanie budżety Rosji, Chin i Japonii. Jeśli da się ten budżet ujednolicić i scentralizować (a w przyszłości tego nie można wykluczyć), to wyniki mogą być bardzo ciekawe.