piątek  20 listopada 2009 r.  Imieniny: Janusza, Konrada, Oliwiera
 
To view this object you need Flash
|
|
|
e-mail: 

Posłanka PO dla "dziennika"

Pitera: CBA do gruntownego zreformowania

Platforma Obywatelska od dawna przekonywała, że w Polsce musi istnieć instytucja, która w sposób systemowy zajęłaby się zwalczaniem korupcji. Od początku byliśmy jednak przeciwni temu, by była to jeszcze jedna służba specjalna z uprawnieniami policyjnymi, tak jak to jest w przypadku Centralnego Biura Antykorupcyjnego - pisze w DZIENNIKU posłanka PO, Julia Pitera.

Sprzeciwialiśmy się także takiemu jego kształtowi, który umożliwia upolitycznianie działań biura i do takiego upolityczniania stwarza pokusę. To nie znaczy, że po wyborach będziemy wylewać dziecko z kąpielą i zmierzać do likwidacji CBA. Z pewnością jednak tej służbie należy się gruntowna przebudowa.Już sama nazwa analogiczna do Centralnego Biura Śledczego jest niefortunna. Sprzeciwiam się w ogóle nazywaniu instytucji państwa nomenklaturą "zbrojną" sugerującą używanie środków przymusu.

Wydaje się, że lepszym rozwiązaniem byłaby cywilna instytucja nazwana komisją czy izbą do przeciwdziałania korupcji. Ideałem byłoby powołanie jej w kształcie zbliżonym do Najwyższej Izby Kontroli: niezależnego organu państwa pozostającego pod kontrolą Sejmu, z szefem wybieranym przez Sejm na kadencję dłuższą niż parlamentarna. Być może wystarczyłoby zresztą na początek wyodrębnić taki departament w samej NIK. Przede wszystkim jednak koniecznie należy odejść od rozwiązania wymyślonego przez PiS, że szefa służby antykorupcyjnej powołuje premier. To automatycznie powoduje upolitycznienie działań antykorupcyjnego aparatu.

Problem z CBA zasadza się na podstawowej sprawie: większość polityków wciąż nie rozumie, czym jest korupcja. Że ona rodzi się z niewydolnego systemu państwowej administracji, z ociężałości rozmaitych organów państwa i ze złego prawa stawiającego obywatelom bariery nikomu do niczego niepotrzebne. Zatem zwalczanie korupcji nie może polegać na permanentnej kontroli czy ściganiu i stosowaniu represji, jak to czyni CBA, lecz na uzdrowieniu samych systemowych podstaw administracji. Z takiego postawienia sprawy jasno wynika, że predestynowani do tych działań będą profesjonalni cywilni urzędnicy, a nie uzbrojeni funkcjonariusze z "abecadłem" na kurtkach.

Przykład? Jedną z najczęściej posądzanych o łapówkarstwo grup zawodowych są od lat lekarze. Dlaczego? Bo muszą funkcjonować w ramach molocha - publicznej służby zdrowia - który dysponuje ogromnymi publicznymi pieniędzmi, nie mając jednocześnie zdrowych podstaw systemowych. O reformie systemu służby zdrowia dużo się mówi od wielu lat, ale kolejni ministrowie przegrywają w starciu z tym molochem. Tak długo jak rozwiązania będą tu złe - lecznictwo publiczne będzie monopolem nadzorowanym przez polityków, dysponującym pieniędzmi wedle niejasnych kryteriów - tak długo lekarze będą mieli pokusę, by brać. Zakuwanie jednego czy drugiego w kajdanki na oczach pacjentów niewiele tu zmieni, bo nie o kajdanki tu chodzi, lecz o przemyślaną reformę prawa. Tym właśnie powinna się zajmować profesjonalna instytucja mieniąca się "antykorupcyjną".

Analogicznie dziurawe - niewydolne, a przez to korupcjogenne - są zasady regulujące działanie organów administracji publicznej, nadzór nad funkcjonowaniem administracji czy wreszcie procedury zamówień publicznych. Instytucja wzorowana choćby na rozwiązaniach singapurskich - bo Singapur od wielu lat jest w ścisłej czołówce krajów bez korupcji - miałaby prawo nadzorowania wszystkich największych przetargów. Obserwując ich przebieg, analizowałaby, które prawne rozwiązania sprzyjają korupcji i proponowałaby ich zmianę.

Zapewne często chodzić będzie przede wszystkim o usuwanie niektórych zapisów prawa, bo okazują się one niepotrzebną barierą skłaniającą do obchodzenia jej nielegalnymi ścieżkami. Co za tym idzie, idealnym byłoby przyznanie takiemu ciału inicjatywy ustawodawczej. Taka antykorupcyjna służba powinna mieć także możliwość koordynowania działań innych służb w państwie.  Warto też być może utworzyć w jej ramach pion prokuratorski. Sama nie posiadając środków przymusu, mogłaby reagować na sygnały o podejrzeniu korupcji, wskazując instytucję, która powinna interweniować: kontrolę skarbową, policję gospodarczą, czy może Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Wreszcie jej wyspecjalizowani prokuratorzy po przeanalizowaniu dokumentów mogliby kierować do sądu akty oskarżenia. Takie działanie z zewnątrz i z ponad normalnych organów administracji może się okazać jedynym skutecznym rozwiązaniem, kiedy np. w danej gminie w proceder zaangażowany jest burmistrz, Regionalna Izba Obrachunkowa i prokurator na dokładkę. Do takiej służby potrzeba prawników - praktyków, a nie panów z CBA zwerbowanych zgodnie z porzekadłem "nie matura, lecz chęć szczera".

Wystarczy spojrzeć na ich sztandarową akcję w Ministerstwie Rolnictwa. Jeśliby ktoś znał procedurę administracyjną i chciał taką prowokację przeprowadzić profesjonalnie, znalazłby grunt w sposób oczywisty nienadający się do odrolnienia - np. w strefie ochronnej jakiegoś rezerwatu - i go na koszt państwa kupił. Przeszedłby procedurę wszystkich kolejnych odmów - w gminie, w urzędzie wojewódzkim - i z takim pakietem poszedł z "łapówką kontrolowaną" do Ministerstwa Rolnictwa. A CBA wymyśliło grunt, spreparowało papiery, po czym szczerze się zdziwiło, że wójt spalił całą "koronkową" akcję, znalazłszy w gminie podrobione papiery.

To potwierdza moją diagnozę: panowie z CBA nie mają zielonego pojęcia, czym tak naprawdę jest korupcja. Im się wydaje, że to takie samo przestępstwo jak zabójstwo: trzeba ścigać i karać. Jeżeli zaś służbę antykorupcyjną kreuje się na bezwzględnych egzekutorów, zastraszając obywateli, nie można liczyć, że ci obywatele doniosą o przypadkach korupcji. A właśnie w tej dziedzinie obywatel jest podstawowym sprzymierzeńcem służb i trzeba go w tej roli wspierać i chronić. PiS wciąż nie zrozumiało, że państwo, które zwalcza jakąś patologię siłą, jest państwem słabym.

Podobne tematy:
Bieżące wydarzenia:
Najczęściej komentowane