wtorek  9 lutego 2010 r.  Imieniny: Apolonii, Eryki, Nikifora
 
Poleć znajomemu
|
Umieść na Facebooku Dodaj do Blipa Dodaj do Twittera Wykop artykuł Dodaj dośledzika Wersja mobilna
|
Wydrukuj
|

Komentarze (3)

e-mail: 

Wyprawa na Sri Lankę

Nie ma lepszego miejsca na wakacje

Cejlon - wyspa szczęśliwych niespodzianek

Wprawdzie podróż jest długa i trzeba polować na promocje, by nie zrujnowała, ale naprawdę warto tu przyjechać. Kiedyś Cejlon, teraz Sri Lanka to idealne miejsce na wypoczynek: są tu plaże ocienione palmami i hotele na każdą kieszeń. Ale prawdziwe bogactwa kryją się wewnątrz wyspy.

Nad oceanem delikatne podmuchy wiatru kołyszą palmami kokosowymi, a na werandzie hotelowej trwa raban, czyli akrobatyczny popis tancerza, który przy wtórze bębnów wprawia w wirowanie grube talerze na tykwach.

Cejlon kusi bajeczną naturą
Uśmiechnięty kelner w sarongu podaje do picia kokos przybrany kwiatami, a jego koleżanka w sari zawiesza mi naszyjnik z lotosów i pozdrawia: „ayu bowan” (żyj długo). Za chwilę w restauracji z widokiem na lagunę zamawiam talerz ryżu i kilka miseczek z pikantnymi przystawkami. W ramach sjesty spacer nad oceanem.

Sri Lanka jest wymarzonym miejscem na błogi wypoczynek: są tu piękne piaszczyste plaże ocienione gajami palmowymi, urokliwe zatoczki, tradycyjne wsie rybackie, hotele na każdą kieszeń, atrakcje sportowe, farmy ajurwedy. Ale prawdziwe bogactwa kryją się wewnątrz wyspy.

PORA NA HERBATKĘ

Jadąc z Negombo na wschód, dość szybko można odczuć zmianę klimatu. Powietrze staje się chłodniejsze, a ciemne chmury niemal przecinają wierzchołki gór. Serpentynowe drogi wiją się z jednej strony nad zielonymi przepaściami, z drugiej dotykają ścian skalnych oplecionych gąszczem tropikalnej roślinności.

Dziewicza dżungla sąsiaduje z polami ryżowymi i uprawami bananowców. A dookoła rozciągają się plantacje herbaty. Ceylon tea swą sławę zawdzięcza Jamesowi Taylorowi. W 1865 r. ten szkocki podróżnik i badacz posadził w swym ogrodzie sadzonki z północnych Indii. Przyjęły się doskonale. I to był strzał w dziesiątkę: plantatorzy obliczali właśnie straty po pladze, jaka zniszczyła pola kawowe, zabrali się więc za interes herbaciany. Ruszył on lawinowo, gdy na wyspę przyjechał znany dziś nie tylko koneserom herbaty Thomas Lipton.

Powstawało coraz więcej plantacji i fabryczek. Wiele z nich nadal pracuje na pełnych obrotach, produkując 200 tys. ton herbaty rocznie. Niemal tymi samymi metodami co sto lat temu sortuje się tu liście herbaciane, suszy, fermentuje i klasyfikuje. Dzięki starym metodom, ręcznym zbiorom, górskiemu położeniu i łagodnemu klimatowi tutejsze herbaty smakują wybornie.

Wszystko zaczyna się na plantacjach, gdzie kobiety tamilskie zrywają po 2 – 3 najmłodsze listki i nierozwinięty pączek z każdego pędu i wrzucają je do worków przerzuconych przez ramię. Listki transportowane są do fabryczki, gdzie trafiają na bambusowe maty, by wyparowała z nich woda. Maszyny skręcające i miażdżące młode listki, suszarnie, taśmociągi, mechaniczne rondle i wirujące sita robią niemiłosierny huk, który w połączeniu z silnym aromatem fermentującej herbaty jest nie do zniesienia na dłuższą metę. Pracownicy przywykli, a turyści po takiej wizycie z ulgą przechodzą do pijalni herbaty i sklepiku.

W KOLONIALNYM ŚWIECIE

Najpiękniej położone pola herbaciane znajdują się w górskim rejonie wokół Nuwara Eliya. Tutejsze hotele i pensjonaty pamiętają czasy kolonialne, wiele z nich to niegdysiejsze rezydencje plantatorów angielskich, np. Grand Hotel – posiadłość zbudowana przez gubernatora Cejlonu sir Edwarda Barnesa. Pobyt tutaj to podróż w czasie. Służba w XIX-wiecznych uniformach i białych rękawiczkach, stare meble, bilard, ogród w stylu angielskim i bar z epoki wiktoriańskiej zapełniający się na tradycyjny five o’clock, nawet goście jakby przeniesieni z minionej epoki: starsze Angielki z fryzurami a la Margaret Thatcher i dżentelmeni. Za chwilę panie włożą kapelusze, panowie dogaszą cygara i pójdą na wyścigi konne albo rozgrywki rugby.

Swobodniejsza atmosfera panuje w hotelu St. Andrew’s – XIX-wiecznej rezydencji, której wnętrza oczarowują elegancją i wyrafinowanym smakiem. Każdy pokój wygląda inaczej, skrzypi stara podłoga, dookoła antyczne meble, grafiki, fotografie, książki, piwniczka z winami kryje trunki z czasów pierwszych mieszkańców posiadłości, dania serwowane są na autentycznej stuletniej porcelanie angielskiej, a przy recepcji płonie ogień w kominku, choć to przecież centrum tropikalnej wyspy.

Dla wielu turystów niemalże rytuałem jest odwiedzenie tutejszego pola golfowego założonego 118 lat temu. Na jego tyłach stoi stary cmentarz, na którym spoczywa m.in. Mayor Rogers, administrator, inżynier, budowniczy tutejszych dróg i mostów, a jednocześnie wątpliwej sławy rekordzista – zabił ponad 1,4 tys. słoni. Matka natura sama się zemściła: Rogers zmarł porażony piorunem podczas niewielkiej mżawki.

KONIEC ŚWIATA

Największe i najpiękniejsze kamienie szlachetne zdobiące korony i biżuterie brytyjskiej rodziny królewskiej pochodzą z okolic Ratnapury. Tu wydobywa się szafiry, rubiny, topazy, granaty, ametysty. Turyści odwiedzają szlifiernię i muzeum, oglądają film o sposobach wydobywania kamieni szlachetnych, słuchają wykładu, a potem już tylko doznają zawrotu głowy, podziwiając cudowną biżuterię, której cena podlega oczywiście negocjacjom.

Najcenniejszym bogactwem Sri Lanki jest jednak jej natura: bujne, tropikalne lasy, w których żyją słonie, lamparty, małpy, dzikie bawoły i świnie, szakale, krokodyle, tysiące ptaków i motyli, a na wybrzeżu żółwie morskie. Na wyspie uprawia się 15 odmian ryżu, przyprawy (cynamon, pieprz, imbir, gałka muszkatołowa, curry, chili, kardamon), owoce (ananasy, marakuje, mango, papaje, granaty, banany, liczi, rambutany, duriany), 500 gatunków ziół, kwiaty i rośliny tropikalne. W ogrodach Hakgala rosną drzewa chinowe (z ich kory produkuje się różne leki, m.in. przeciwmalaryczne), a w Peradeniya – figowce, jacarandy i 200 gatunków orchidei.

Panuje tu ciepły i wilgotny klimat, dzięki czemu ląd kipi wszystkimi barwami zieleni, co widać przede wszystkim w górach. Jedną z nich nazwano imieniem Adama (2243 m n.p.m.), który – jak mówi legenda – po wygnaniu z raju zostawił w skale odcisk swej stopy. Nieco inną wersję zdarzeń mają przedstawiciele pozostałych religii. Góra stała się niemalże ekumeniczną, pielgrzymują na nią hinduiści, buddyści, muzułmanie i chrześcijanie. Wspinaczkę najlepiej zacząć nocą, by po ok. 4 godzinach zobaczyć niezwykły widok rzedniejącej mgły, która niczym zasłona odkrywa szczyty, jeziora i doliny otulone pierwszymi promieniami słońca.

Mistycznych wrażeń doświadcza się też na Wyżynie Hortona, gdzie znajduje się World’s End, czyli Koniec Świata – prawie kilometrowa przepaść. Tu jednak wbrew nazwie świat się nie kończy – widać jego ciąg dalszy na sąsiednich wzniesieniach i rozpadlinach. Strome i błotniste ścieżki wokół dzikich torfowisk prowadzą do uroczego wodospadu Bambarakanda.

HISTORYCZNY TRÓJKĄT

Leży między trzema dawnymi stolicami, w których ocalało wiele starożytnych arcydzieł. Najstarsza stolica Anuradhapura z buddyjskimi sanktuariami znalazła się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO zaraz po piramidach egipskich. Na 20 km kwadratowych stoją okazałe ruiny pałaców i parków królewskich, świątyń, a także starożytne zbiorniki na deszczówkę. Najwięcej pielgrzymów przybywa tu w czasie pełni księżyca, by złożyć ofiary pod Bo – świętym drzewem, najstarszym na świecie. Pochodzi ponoć ze szczepu figowca, pod którym Budda doznał oświecenia.

Późniejsza stolica (od XI do XIII w.) Polonnaruwa zachwyca śladami niegdysiejszej świetności, są tu ruiny miasta, kanałów, basenów, łaźni i pałacu, okrągłej świątyni Vatadage z rzeźbionymi tarasami i trzy ogromne posągi Buddy wykute w granitowej skale. Nieopodal, w Dambulla, znajduje się klasztor i kompleks jaskiniowych świątyń z pięknymi malunkami przedstawiającymi sceny z mitologii buddyjskiej. Na zewnątrz harcują wszędobylskie makaki.

Trzecia stolica – Kandy, położona malowniczo pośród gór, ogrodów i jeziora – słynie z sanktuarium Świętego Zęba Buddy. Na przełomie lipca i sierpnia odbywają się tu uroczyste i kolorowe procesje z udziałem mnichów, połykaczy ognia, akrobatów, tancerzy i przystrojonych słoni.

Zwierzęta te często spotyka się na wyspie (w rezerwatach przyrody, a także udomowione w gospodarstwach, przy świątyniach, w sierocińcu Pinnawala). Ale królewskim symbolem Syngalezów jest lew. Jego rzeźba przez wieki strzegła fortecy Sigiryja (dziś pozostały przednie łapy z pazurami), którą wzniósł 200 m nad dżunglą samozwańczy król Kasjapa w V wieku. Pałac miał reprezentacyjne komnaty, spichlerze, system hydrauliczny, ogród wodny, wykute w skale stopnie (dziś żelazne schody) i fosę z krokodylami. Królewski harem składał się z 550 kobiet różnych ras. Pewnie to one pozowały do tutejszych fresków skalnych (do dziś przetrwało 20). Niektórzy oburzają się tą wersją, twierdząc, że to panny uwiecznione w pobożnej procesji. Jeśli tak, to dlaczego są obnażone?

Podobne tematy:
» POGODA