Gdy Kaczyński ujawnił dziś w radiowych "Sygnałach Dnia", że widział oryginały donosów "Bolka", wybuchła burza. Zaatakowali go praktycznie wszyscy, włącznie z samym Lechem Wałęsą.
"To kłamstwo", "Kaczyński jest niezrównoważony", "Kaczyński jest psychiczny" - to tylko część inwektyw pod adresem prezesa PiS. Pojawiły się też pytania, czemu Jarosław Kaczyński, wiedząc o esbeckich papierach "Bolka", tego nie ujawnił.
"Nikt by mi nie uwierzył" - odpiera zarzuty Kaczyński.
"Natychmiastowa reakcja nic by nie dała i zostałby natychmiast zdezawuowana. A tak, to jednak doszło do przejęcia przez nas władzy, co prawda na krótko - mówię o rządzie Jana Olszewskiego - i doszło to tego, że te sprawy stały się znane publicznie" - tłumaczył w katolickiej rozgłośnił, nawiązując do powstania "listy Macierewicza".
Kaczyński dodał, że nie wie, czemu Milczanowski zaprosił go do siebie i pokazał doniesienia TW "Bolka".
"Być może chodziło o zadzierzgnięcie jakiegoś ścisłego związku. My byliśmy wtedy w dobrych stosunkach, proszę o tym pamiętać. To było dawno temu i te relacje między ludźmi były inne niż dzisiaj. Może to było uzgodnione z Wałęsą, po prostu Wałęsa, obawiając się, że jakąś inną drogą i tak się dowiem, chciał mnie sprawdzić" - zastanawiał się były szef Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy.
Kaczyński podkreślił też, że sam nie był w stanie stwierdzić autentyczności doniesień TW "Bolka", ale zapewnił go o tym Milczanowski.
Oryginalne dokumenty dotyczące agenta SB "Bolka" zaginęły. Były prezydent i jego ówcześni współpracownicy twierdzą, że w teczce, którą z Urzędu Ochrony Państwa wyciągnął dla Lecha Wałęsy ówczesny minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski, były tylko kserokopie.
Kaczyński zapewnia, że dokumenty, które widział, to doniesienia TW "Bolka". "Ja widziałem teksty, które pan Milczanowski przedstawił mi jako oryginalne, sprawdzone grafologicznie" - mówił szef PiS.
Przeszłość Lecha Wałęsy i jego kontakty z SB stały się tematem numer jeden po wydaniu książki Instytutu Pamięci Narodowej, w której autorzy otwarcie oskarżają byłego prezydenta o donoszenie na swoich kolegów za pieniądze.
Lech Wałęsa wszystkiemu zaprzecza i grozi wytoczeniem procesów sądowych.
To przysięgnij człowieku a potem zabierz się do roboty. Jest tyle ważnych spraw do załatwienia w naszym kraju wielkiej niemocy! Litość bierze czym panowie na górze się zajmują. Oddajcie mi mój podatek!!!!!!