"Jestem względnie nowoczesnym człowiekiem, pracuję mniej za pomocą fotela, pieczątki i atramentu, a częściej przy pomocy maila, komputera oraz telefonu. W tym czasie naprawdę nie było jakiegokolwiek problemu z tego tytułu, że nie siedziałem tutaj, w Alejach Ujazdowskich" - powiedział premier.
Tak Tusk odniósł się do zarzutów PiS, który ostro krytykował go za to, że wypoczywa na nartach, zamiast wrócić do kraju i zaangażować się w rozwiązanie gazowego konfliktu między Moskwą a Kijowem. "Kiedy obejmowałem funkcję premiera, uprzedzałem, że w czasie każdego roku będę korzystał z urlopu wypoczynkowego: tydzień zimą i tydzień późnym latem i nie zmienię tej decyzji" - podkreślił Tusk.
Dodał, że gdy konflikt gazowy przybrał niepokojący obrót i pojawiła się potrzeba podjęcia inicjatywy międzynarodowej, natychmiast przerwał urlop i udał się do Bratysławy na spotkanie Grupy Wyszehradzkiej.
To cenny wkład premiera Tuska w nowoczesną formę zarządzaniem kraju: jeździ się na nartach a podczas wjazdu kolejką na górę zadzwoni się do Kancelarii Premiera z pytaniem co słychać. Tak samo Tusk będzie rządził Polską bycząc się na plaży na Balii czy Hawajach. Tylko po co nam taki premier?