W oświadczeniu rozesłanym do mediów Protas przyznaje, że do rezygnacji skłoniły go ponawiane przez prasę podejrzenia, że do takiego konfliktu interesów może dochodzić. "Mimo że nie ma najmniejszych podstaw do takich podejrzeń, ponieważ nie zrobiłem niczego niezgodnego z prawem ani etyką, a wszystkie obowiązki wykonuję w najlepszej wierze, to jednak nie chcąc służyć za pretekst do atakowania BCC, SEA i MON, a także nie godząc się na wikłanie mojego nazwiska w negatywny kontekst, postanowiłem w dniu dzisiejszym zrezygnować" - stwierdził.
>>>Bogdan Klich ratuje się PR-owcem
W poniedziałkowym artykule napisaliśmy, że minister Bogdan Klich próbuje ratować swój wizerunek. Sprawy PR resortu powierzył więc Protasowi, wiceprezesowi BCC, jednocześnie dyrektorowi Instytutu Interwencji Gospodarczych w tej organizacji.
W publikacji zacytowaliśmy opinię Eryka Mistewicza, eksperta zajmującego się sprawami wizerunku polityków. Przestrzegał on przed korzystaniem z takiej pomocy. Stwierdził, że może ona być "samobójem" Klicha. "Pan Protas nie jest prawdziwym PR-owcem, reprezentuje BCC, organizację lobbingową. Dochodzi do bardzo niebezpiecznego styku polityki z biznesem. Zwłaszcza w czasie kryzysu komunikacją powinni zająć się pracownicy resortu. Tam jest od tego cała armia ludzi" - podkreślał ekspert.
Jeszcze w poniedziałek Protas zapewniał, że jego współpraca z MON nie rodzi konfliktu interesów, nie ma on bowiem wpływu na zamówienia. Podkreślał, że wynika ona z jego wcześniejszych zainteresowań - w przeszłości był m.in. doradcą ministra obrony Janusza Onyszkiewicza (1997 – 2000).
Oliwy do ognia dolały kolejne doniesienia mediów. Według nich Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie, w którego zarządzie zasiada Protas, zaoferowało MON organizację akcji promocyjnej, pokazującej, co polskie wojsko robi dla obywateli Afganistanu. Kosztorys opiewał na ponad 390 tys. zł. Protas przyznał, że uczestniczył w omawianiu "wstępnej fazy projektu".
sprzęt wojsku kupić a nie na pierdoły kasę wydawać