WITOLD GŁOWACKI, ARTUR GRABEK, PIOTR GURSZTYN: Panie ministrze powiedział pan, że nie będzie wicepremierem. Czy ta deklaracja nadal obowiązuje?
MICHAŁ BONI: Po pierwsze to premier wyznacza organizację i strukturę działania Rady Ministrów. Ja mam powierzone obowiązki szefa Komitetu Stałego i nie mam ambicji ani aspiracji być wicepremierem. Chyba czas przeciąć spekulacje. Jest model w którym premierem jest szef głównej partii koalicyjnej a wicepremierem jest szef drugiej partii, która jest w koalicji. I to jest dobry model. Jeżeli kiedyś premier uzna, że trzeba go zmienić, to będzie podejmował odpowiednie decyzje.
Nie dostał pan takiej propozycji?
Nie było propozycji ani nawet dyskusji na ten temat, bo nie było takiej potrzeby. Ja mam swoje zadania.
Czy na pewno nie ma takiej potrzeby? Poprzednie rządy przyzwyczaiły nas do tego, że mamy kilku wicepremierów.
Faktycznie były sytuacje gdy mieliśmy 8, 9 czy nawet 10 wicepremierów. Nie wiadomo było wtedy, czy dublują oni funkcje ministrów. Dziś mamy inny model. Jest silny premier, ministrowie mają swoje zadania.
Skąd decyzja, że to pan w Sejmie wyjaśniał kalendarz przygotowań nad ustawą medialną?
Premier poprosił mnie o przygotowanie informacji jak ten proces wyglądał. Uznaliśmy, że Sejm będzie potrzebował merytorycznych wyjaśnień, więc jako autor tego dokumentu to ja go prezentowałem.
A jak pan ocenia wersję wydarzeń Mariusza Kamińskiego, który do kalendarium dodaje nowe spotkania, np. 25 sierpnia kiedy to miała zapaść decyzja o postawieniu mu zarzutów?
Rozumiem, że w Polsce są ludzie dla których ważniejszy jest klimat z książek Johna Le Carre (autor powieści szpiegowskich red.), ale oprócz tego liczy się jednak faktografia. Dlatego prześwietliliśmy cały proces prac nad ustawą, aby móc sobie powiedzieć czy gdzieś zostały popełnione błędy. Tam gdzie znaleźliśmy słabości w pracach rządu, będziemy wprowadzać program naprawczy.
PO CO NAM HAZARD?
Zapowiedział Pan, że ustawa hazardowa zacznie obowiązywać od przyszłego roku, czy to wciąż jest możliwe?
To zależy od prac w parlamencie, ale moim zdaniem tak. Mamy jeszcze blisko 70 dni.
Ta suma 500 mln zł, to jest realny dochód dla państwa?
Z mojej wiedzy wynika, że jest to kwota wirtualna. Ale dochód dla budżetu z tej branży moim zdaniem jest potrzebny, choć nie to jest najważniejsze.
Z drugiej strony pojawiają się zarzuty, że wprowadzenie tych rozwiązań może spowodować zniknięcie branży automatów. I nie będzie już żadnych wpływów do budżetu.
W 2007 było 27 tys. automatów, w 2008 r. 38, a teraz jest 48 tys. Bez wątpienia jest to wciąż rozwijający się sektor, który dobrze sobie radzi i żadne nowe rozwiązania podatkowe tego procesu nie zatrzymają. Skoro jest to branża rozwijająca się, spowodujmy, aby jej opodatkowanie nie było zaniżane. W Europie opodatkowanie jednego automatu to przeciętnie ryczałt w wysokości 400 euro, w Polsce 180. I powinno być nawet więcej - czyli 2000 zł, a to by znaczyło że przeliczając to na podatki - mogłoby być zdecydowanie powyżej 30%.
Dlaczego nie można ich opodatkować tak samo jak tych z wysokimi wygranymi. Czyli podatkiem 45 proc. Dlaczego nie można ujednolicić tych przepisów?
Skala obrotów w tej branży jest nieprzewidywalna - jest element sezonowości. Więc ryczałt daje większa gwarancję ściągalności podatku. Problemem jest jego wysokość. Ale poza podatkami o wiele ważniejsza jest kwestia społeczna i moralna. Kluczowe jest pytanie, jak ten sektor ma funkcjonować. I czy to jest dobre, że młody człowiek na przystanku autobusowym może wchodzić w okowy uzależnienia, jakim jest hazard? Czy my posługując się zasłoną dymną, jaką w tej sprawie jest rozwój biznesu nie przekroczyliśmy jakiejś granicy etycznej ? Pan Premier w rozmowach na temat tego projektu na to zwracał naszą uwagę najmocniej. Państwo w niewielu obszarach powinno ingerować w sferę wartości, ale sprawa nadmiernie łatwego dostępu do gier hazardowych wymaga interwencji i mądrej decyzji. To jest tak naprawdę najważniejszy wybór do rozstrzygnięcia przy tej ustawie.
Czytaj dalej...
Co ta POpaprana swołocz z tą WOJNĄ???