sobota  20 marca 2010 r.  Imieniny: Eufemii, Kiry, Klaudii
 
To view this object you need Flash
Poleć znajomemu
|
Umieść na Facebooku Dodaj do Blipa Dodaj do Twittera Wykop artykuł Dodaj dośledzika Wersja mobilna
|
Wydrukuj
|

Komentarze (11)

e-mail: 

Internauci pytają, Zbigniew Hołdys odpowiada

Hołdys: Miłość Marcinkiewicza jest piękna

Hołdys: Miłość Marcinkiewicza jest piękna

O Dodzie, kłamstwie w polityce i o tym, ile zarabia, w szczerej rozmowie z DZIENNIKIEM opowiada Zbigniew Hołdys. Muzyk przyznaje też, co sądzi o oskarżeniach posła Palikota pod adresem prezydenta Lecha Kaczyńskiego w związku z jego domniemanym problemem alkoholowym. - To głupie, szmirowate pomówienia, które sprowadzają naszą politykę do parteru - mówi legenda polskiego rocka.

Z jakimi emocjami obserwuje pan naszych polityków?

Zbigniew Hołdys: Jestem już starszym panem i przyglądam się temu od 50 lat. Widziałem różne fazy i wiem, jakie myśmy mieli nadzieje. Większość mojego życia upłynęła w czasach komunizmu więc nasze marzenia były niezwykle proste: że jak on upadnie, to będzie pięknie, że kanalie są u władzy i jeśli one znikną kiedykolwiek jakimś cudem, to ludzie którzy do tej władzy dojdą, będą nas reprezentować, będą szlachetni, wielcy, wybitni.

A co dziś z kanaliami u władzy? Są?
Gatunek ludzki sam w sobie niczym się specjalnie nie różni od innych ssaków, czyli od małp albo wilków. Zawsze jest jakiś samiec alfa, który przy pomocy różnych środków opanowuje stado. Czy interes stada na tym zyskuje? Różnie z tym bywa. Samiec zyskuje. W stadzie wilków tylko jeden wilk ma prawo prokreacji, wszystkie inne muszą pracować na niego, nawet jako nianie samce wychowujące małe wilczki.
Zachowanie ludzi jest zdecydowanie rozczarowujące. Zauważyłem, że standardy zachowań ludzkich zjechały poniżej parteru. Kłamstwo stało się normalnym zachowaniem, powinno właściwie zniknąć z kategorii grzechu. To jest teraz normalna, taktyczna kategoria, można skłamać każdemu. Pytanie, z jakim skutkiem to się kończy dla ludzi, bo jeżeli facet okłamuje swoją żonę w sprawach wierności, majątku, tego z kim się spotkał, to jeszcze sobie można to wyobrazić jako dramat lokalny, ale jeżeli polityk okłamuje w żywe oczy cały naród, a jednocześnie kłamstwem obrzuca drugiego polityka - co się dzieje z pełną wzajemnością między wszystkimi ugrupowaniami w Polsce - to właściwie dowiaduje się pani, kto jest podlejszy, na podstawie informacji, które też są kłamstwem. Nie dowiaduje się pani w ogóle, kto jest lepszy. Kłamstwo zwycięża. A ludzie jak pijane dzieci we mgle muszą wybierać po omacku: może PO, może jednak PiS, a może SLD? Macamy i w ogóle nie jesteśmy wstanie zobaczyć, kto mówi prawdę i kto ma jakąkolwiek wiedzę. Także jest kłopot.

Ordynacja nie pomaga nam w tych wyborach?

Cała ta ordynacja jest właściwie śmiechu warta. To już jest rodzaj arogancji połączony z kpiną. Stworzono ordynację wyborczą, która uniemożliwia wybranie ludzi spośród siebie. Głosujemy na człowieka, który w naszym okręgu nigdy nie mieszkał, ale wybieramy go dlatego, że namaścił go prezes partii. Czyli de facto czterech ludzi w Polsce mówi nam, na kogo wolno głosować. I tych czterech ludzi wyznacza innych ludzi, używając do tego gigantycznego aparatu politycznego, naszych pieniędzy.
I my mamy wybierać spośród tego chłamu, spośród jakichś dziwnych zrzutów m.in. sportowców, którzy nigdy nie będą wiedzieli, na czym polega ekonomia Unii Europejskiej? I oni nam każą głosować? Gdyby przyjechał do mnie na wieś człowiek, powiedzmy, z rzeszowskiego, to co ja mam z nim zrobić? Taka jest obowiązująca ordynacja, zresztą obmyślona bardzo skutecznie przez pana Jarosława Kaczyńskiego. Ja nie jestem zwolennikiem forsowania jednej opcji, bo wszystkie już mi zalazły za skórę, ale ta ordynacja mówi ludziom: "Nigdy nie wybierzecie spośród siebie przedstawiciela, choćby to był geniusz, który ma koncepcję. To, geniuszu, zbierz tam 100 tys. podpisów, nie mając żadnych pieniędzy, a ja ci powiem, że choćbyś tyle uzyskał, to i tak mój człowiek, który dostał 100 tys. głosów mniej, wejdzie z powodu tego, że jest na naszej liście, a ty nie". To chore.

Był pan chyba jedną z pierwszych publicznych osób, które przyznały się do problemu alkoholowego. Czy dziś oczekiwałby pan od polityków podobnej szczerości?

Teraz jest ten moment, kiedy należałoby sobie zadać pytanie, czy ludzie nie powinni wiedzieć, w jakim stanie są nasi politycy, kiedy coś mówią. Nie mielibyśmy nic przeciwko temu, żeby poseł był pijany, gdybyśmy wiedzieli, że jest pijany, i wtedy dokonywalibyśmy oceny i wyborów. To trochę jak ze sportem. Jesteśmy źli, kiedy mistrz działa na dopingu, więc ja bym chciał wiedzieć czy nasi politycy działają na dopingu, czy na zamulaczu, czy mają pełnię jaźni, czy też ewentualnie mają jakieś zwidy i wszystko im się wydaje. Czy ich agresja jest spowodowana ich naturą rzeczywistą czy może niewłaściwym dozowaniem substancji, które przyjmują? Przecież to ja jestem z pokolenia piwa i alpagi, a oni są z pokolenia kokainy i amfetaminy, także to różnie może być ze świadomością. Warto się więc temu przyglądać dlatego, że chodzi o losy ludzi. Chcielibyśmy, żeby pijany pilot prowadził beoinga? A Polska jest trochę większa niż beoing.

Mam nadzieję, że nasz pilot nie jest pijany...
Te supozycje Palikota są co najmniej nietaktowne. On by musiał ode mnie zażądać wyjaśnień, bo ja mam w domu ze 100 różnych butelek, a nie piję od ponad 20 lat i co wchodzimy do sklepu, to zawsze jeszcze coś wybieramy, żeby moi członkowie rodziny spróbowali. Ja jestem typem alkoholika, który nie dotyka alkoholu od 21 lat. Więc supozycje Palikota są jak pytania: "Hołdys kupuje. Ciekawe, co on z tym robi?" To rzucenie oczernienia. To po prostu pomówienia, głupie szmirowate, i one właśnie sprowadzają politykę do parteru. Z prezydentem Kwaśniewskim problem był jasny...

To znaczy?
To znaczy, że wszyscy widzieliśmy. Tumańskie było mówienie, że to jest taka czy inna choroba albo że wiatr wiał, dmuchnął i on się zachwiał. To jest tumaństwo. Trzeba mieć klasę, trzeba powiedzieć: "Byłem niedysponowany". Trzeba spróbować zagrać w otwarte karty. Powiedzieć: "Słuchajcie to był ciężki lot, nie powinienem". I wypić to piwo. Jeszcze jedno. Natomiast tuszowanie to narażanie się na kpiny. Ale, widzi pani, żyjemy w czasach, kiedy prezydent Clinton mówi, że nie uprawiał seksu z Moniką Lewinsky i przysięga to przed sądem. I właściwie ma rację, bo znalazł się przepis Sądu Najwyższego, który mówi, że seks jest wtedy, kiedy następuje kontakt między organami płciowymi obu partnerów, tymczasem tam w grę wchodziły usta Moniki Lewinsky oraz cygaro jako narzędzie ze strony prezydenta Clintona. A więc uznano, że to nie jest seks, choć wszyscy wiedzieli, co to jest. Żyjemy w świecie, w którym kłamstwo jest permanentnym zachowaniem i to takie kłamstwo w żywe oczy. Ewidentne.

Nawiązując jeszcze poniekąd do polityki: jakie ma pan zdanie na temat miłości byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza do Isabel?

Widziałem już sporo takich - jak ja to nazywam - tuneli miłosnych. Widziałem artystów, którzy zatrudniali pokojówki i nagle się okazywało, że tworzą z nimi wspaniałe związki. Tak naprawdę w życiu ważna jest tylko miłość, a cała reszta jest tylko próbą zorganizowania sobie wszystkiego tak, aby ta miłość była możliwa. Nie są potrzebne nam pieniądze tylko po to, żeby je mieć. Musimy mieć kogoś, z kim będziemy mogli konsumować te pieniądze, żonę, rodzinę - to jest cel. I każdy robi wszystko, żeby się zakochać jak najpiękniej i żyć jak najszczęśliwej. Ja na przykład zarabiam na scenie, bo takie mam predyspozycje, ktoś inny idzie do polityki - to podobno bardzo podoba się kobietom, jeszcze inny kupuje luksusowe samochody i w ten sposób próbuje zaimponować kobietom. W każdym razie wszystko kręci się wokół seksu i miłości. Tak samo jest z miłością pana Marcinkiweicza. Stracił nad tym kontrolę. Zakochał się i się cieszy, i bardzo dobrze, że się cieszy. Ma udawać nadętego buca, skoro jest szczęśliwy i zakochany? Problemem było natomiast towarzystko, w którym się obracał. Wszyscy okazali się prostakami i skoczyli mu do gardeł, mówiąc, że się skończył i skompromitował. Jak to się skompromitował? Bo się zakochał?

Wiele emocji internautów budzi kwestia pańskich zarobków. Jeden z nich pyta: "Ile pan zarabia? Czy starcza panu na chleb i ser?"

Słowo zarabia jest trudne do zdefiniowania. W przypadku artysty zarabia jego dzieło. Każda skomponowana przeze mnie piosenka i puszczona w radiu oznacza pieniądze. W Polsce jest kilkaset stacji radiowych, ileś tysięcy dyskotek, stacje telewizyjne, produkowane filmy. Moja muzyka pojawia się wszędzie non stop. Każde takie wykonanie to jest mniej lub więcej pieniędzy dla mnie, bo ludzie, którzy wykonują moją piosenkę, zarabiają na niej, czyli wykorzystują mój talent, moją pracę do zarabiania przy pomocy swojego talentu. I honoraria autorskie z racji tego, że moja muzyka była i jest sprzedawana w ogromnych nakładach, są bardzo wysokie. Nie chcę drażnić tego pana, ale sądzę, że jeśli on średnio zarabia, to ja na pewno więcej płacę podatków niż on zarabia

To zmieńmy temat. Internauci chcą widzieć, co pan sądzi o Dodzie?

To jest mistrzyni w sprzedawaniu pustego powietrza.

Co jest tym pustym powietrzem?
To, co ona nazywa muzyką, której w wymiarze artystycznym zwyczajnie nie ma, ale to jest nowy dział show-biznesu, gdzie sprzedaje się osobę, jej wizerunek, postacie Supermena, Garfielda, Simpsona czy Kermita, które nie istnieją. Sprzedaje się osobę, która dostarcza atrakcji, na które ludzie czekają, i one nie są atrakcjami natury artystycznej, a raczej skandalizującej. I w tej dziedzinie ona jest świetna, robi w konia właściwie wszystkich. Zarabia dzięki temu kolosalne pieniądze. I za to jej się należy nagroda. Natomiast w konkursie piosenkarskim ocenianym fachowo musiałaby przegrać z wieloma ludźmi. Z wieloma, bo ona śpiewa bardzo przeciętnie i ma marne piosenki, nikt ich nie pamięta. Artystycznie to jest słabe, ale wizerunek się liczy. Są ludzie, którzy kupują buty, bo one są firmy Adidas i dadzą się za nie pochlastać, choć obok stoją identyczne z tej samej fabryki, tylko nie mają napisu "Adidas". To jest wizerunek. Ludzie chcą mieć markę i ona sprzedaje tę markę wybornie.

Coraz więcej będzie takich sprzedawców na rynku muzycznym. Nie boli to pana jako artystę?
To tak mnie boli, jak bolało moją babcię pojawienie się pornografii w ogólnym dostępie. Ktoś kto żyje w pewnej epoce, przyzwyczaja się do pewnych standardów i nie jest mu komfortowo, kiedy one się walą i nagle się pojawia coś, za co on by 5 zł nie dał, a to coś zachwyca cały naród. Jest to w jakimś sensie rozczarowujące. Nie wiem, co się stanie ze światem sztuki. Mówię otwarcie. Czasami wydaje mi się, że muzyka musi się skończyć, dlatego że ważniejszy od muzyki jest proces sprzedaży tego, co muzyką się nazywa. A proces sprzedaży wygląda tak, że trzeba stworzyć tanio dzieło i szybko je opylić, żeby trafiło do jak największej liczby konsumentów. To jest jak różnica między fenomenalnym, wykwintnym kucharzem, który przygotowuje obiad przez dwie godziny, a McDonaldem. Ludzie wybrali McDonalda. Czy nie jest nam przykro?

Czyli Doda jako fast food?
Tak. Ona jest fast foodem. McDonalds wymyśla coraz to nowe promocje, a Doda dzień w dzień myśli, czy powiedzieć, że się schodzi z Radkiem czy też, że się z Rakiem rozchodzi.

Podobne tematy:
Bieżące wydarzenia:
  •  
    2009-11-18 19:13  Re: Hołdys: Miłość Marcinkiewicza jest piękna  kielczanka
  •  
    2009-06-29 22:38  Re: Hołdys: Miłość Marcinkiewicza jest piękna  Jest łysy jak kolano i wszędzie zab
  •  
    2009-05-30 17:21  Pan Hołdys jest wielki ...  ~Baśka
  •  
    2009-05-06 04:23  Re: Hołdys: Miłość Marcinkiewicza jest piękna  koles
  •  
    2009-05-04 18:20  na milość boską skończcie już z tym  ~tores
» NAJNOWSZE
» NAJPOPULARNIEJSZE
Wybierz kategorie RSS
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
» SONDA
Adam Małysz i Simon Ammann walczą o tytuł mistrza świata w lotach narciarskich. Po dwóch seriach Szwajcar wyprzedza Polaka. Kto wygra?
WIG41611.6700-0.31 %down
WIG202441.3900-0.16 %down
mWIG402439.3500-0.81 %down
» POGODA