Dyskusję o inwigilacji podgrzała ostatnio ojczyzna George’a Orwella - tamtejszy rząd planuje budowę ogromnej bazy danych, w której gromadzono by informacje o wszystkich obywatelach. Zresztą Wielka Brytania uchodzi w Europie za prymusa w dziedzinie kontroli. W ciągu trzech lat od zamachów na londyńskie metro Brytyjczycy zbudowali najbardziej rozbudowany system śledzenia na świecie. Każdy mieszkaniec Wysp jest filmowany przez system kamer średnio... 300 razy dziennie. Nad miastami lada dzień mają pojawić się bezzałogowe samoloty szpiegowskie, które do tej pory wykorzystywano w Iraku, Afganistanie i Kosowie. Zamontowane na nich kamery śledzące ruchy rebeliantów, teraz miałyby zdobywać informacje o wydarzeniach w niebezpiecznych dzielnicach albo pomagać policji w pościgach.
Śladem Zjednoczonego Królestwa podąża Francja. Do 2009 roku liczba urządzeń rejestrujących zachowania obywateli w miejscach publicznych ma wzrosnąć do ponad miliona. Do tego Francuzi podobnie jak Brytyjczycy testują użycie bezzałogowych samolotów szpiegowskich.
Pokusie śledzenia swoich obywateli ulegli nawet Niemcy, którzy do tej pory panicznie bali się wszystkiego, co w najmniejszym stopniu kojarzyło się z czasami Stasi. Dziś Federalna Policja Kryminalna (BKA) żąda nawet zgody na instalowanie programów przeczesujących twardy dysk komputerów (tzw. trojany) u obywateli, którzy mieli styczność z osobami podejrzanymi o terroryzm. Ostatecznie niemiecki sąd najwyższy uznał, że żądania takie idą za daleko i na trojany się nie zgodził. Jednak BKA "przy okazji" udało się zdobyć prawo do przechwytywania e-maili i śledzenia połączeń internetowych podejrzanych o związki z terrorystami bez pozwolenia sądu.
Zwolennicy inwigilacji próbują uspokajać: zawężenie sfery prywatności ma służyć bezpieczeństwu obywateli, nie zaś totalnej kontroli. "Wszystkie te posunięcia są jak najbardziej usprawiedliwione" - mówi DZIENNIKOWI Sven Lueders z niemieckiej organizacji praw człowieka Humanistische Union. Przeciwnicy podają swoje argumenty: Europa mimo wszechobecnych kamer i podsłuchów wcale nie staje się bezpieczniejsza. Na potwierdzenie podają przykład Londynu. Według tamtejszej policji, kamery pomagają rozwikłać jedynie 3 proc. przestępstw popełnianych w metropolii. "Policji i rządom udało się wmówić obywatelom, że w zamian za rezygnację z części swojej prywatności dostaną poczucie bezpieczeństwa" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM David Murakami Wood, znawca problematyki bezpieczeństwa z Uniwersytetu w Newcastle. "Bezmyślnie pozwoliliśmy, by zupełnie obcy ludzie mieli dostęp do sfery, którą w Europie od zawsze uznawaliśmy za prywatną. Znaleźliśmy się w pułapce, bo proces ten jest nieodwracalny" - podsumowuje.
a może jedno wielkie wiezienie o nazwie Europa! Tylko to pytanie i jedna odpowiedz:TAK!!!