poniedziałek  22 marca 2010 r.  Imieniny: Bogusława, Katarzyny
 
To view this object you need Flash
Poleć znajomemu
|
Umieść na Facebooku Dodaj do Blipa Dodaj do Twittera Wykop artykuł Dodaj dośledzika Wersja mobilna
|
Wydrukuj
|

Komentarze (1)

e-mail: 

Reportaż DZIENNIKA z Dublina

Irlandia decyduje o losach całej Unii

Nawet pogoda starała się pomóc zwolennikom traktatu lizbońskiego. Po zimnej i deszczowej środzie wczoraj - w dniu referendum - zaczęło wychodzić słońce. Ładna pogoda ma sprzyjać zwolennikom Lizbony, bo wyższa frekwencja to większe szanse na przyjęcie dokumentu - czytamy w DZIENNIKU.

"Jeśli frekwencja sięgnie 40 - 45 proc. to traktat powinien przejść. Jeśli przekroczy 50 proc. - zostanie przyjęty na pewno" - mówił w rozmowie z DZIENNIKIEM Gail McElroy, politolog z Trinity College w Dublinie. "Głosujący na <nie> są jednak bardziej zdyscyplinowani" - twierdził.

Partie popierające traktat - zarówno rządząca Fianna Fail i opozycyjna Fine Gael - jeszcze wczoraj wysyłały SMS-y i dzwoniły do wyborców, by zachęcić do głosowania. To jednak może nie wystarczyć - według wstępnych szacunków frekwencja będzie poniżej 50 proc., czyli znacznie mniej niż np. podczas zeszłorocznych wyborów parlamentarnych, gdy do urn poszło dwie trzecie uprawnionych. Irlandczycy zresztą znacznie mniej niż reszta Europy przejmowali się tym, iż to oni decydują o losach Unii. Choć w całym Dublinie nie ma chyba ani jednej latarni czy słupa, na którym nie wisiałyby referendalne plakaty, a premier Brian Cowen wciąż straszył konsekwencjami odrzucenia traktatu, głosowanie budziło emocje bardziej wśród polityków niż zwykłych wyborców.

"Ludzie się tym nie interesują i nie popierają traktatu, bo go nie rozumieją. To prawda, że jest on zbyt trudny i techniczny, za mało sexy, aby można go było dobrze sprzedać, ale też rząd nie zrobił wszystkiego, by przekonać do niego. W końcu nawet premier Cowen przyznał, że nie czytał traktatu" - uważa McElroy.

Jej opinię potwierdzają dublińczycy. Nawet ci, którzy głosowali za traktatem, przyznają, że uczynili tak bardziej z powodu dotychczasowych irlandzkich doświadczeń z Unią, a nie dlatego, że są przekonani do lizbońskich postanowień.

"Będę głosował na <tak>, bo nie podoba mi się kampania, którą prowadzą przeciwnicy traktatu. Jest oparta na obawach - cały czas czymś straszą: militaryzacją kraju, podniesieniem podatków, utratą znaczenia Irlandii. Tymczasem Unia to pozytywny projekt" - mówił Liam Maloney, który pracuje jako handlowiec.

"Nie czytałam traktatu, ale skoro trzy największe irlandzkie partie wzywają do tego, żeby poprzeć go, to chyba mają rację" - dodawała studentka z Dublina Aisling Keogh.

Ale takie podejście było raczej wyjątkiem, bo większość nieprzekonanych wolała wybrać bezpieczne status quo. "Rząd nie zrobił nic, aby wyjaśnić o co chodzi w tym traktacie. A skoro tego nie wiem, głosowałem przeciw" - wyjaśnia Jerry, kierowca miejskiego autobusu.

Przed lokalami wyborczymi nie trzeba było wczoraj stać w kolejkach. Długie godziny oczekiwania dla wszystkich zainteresowanych, czyli około półtora miliona Irlandczyków, którzy wzięli udział w referendum i prawie 500 milionów obywateli Unii Europejskiej, których wynik będzie dotyczył, zaczynają się dopiero teraz. Dziś rano rozpoczyna się liczenie głosów, a wyniki mają być ogłoszone w piątek przed południem.

Podobne tematy:
Bieżące wydarzenia:
  •  
    2008-06-14 18:09  Mądry i kochający Ojczyznę Naród Irlandii  ~S.D.