Alarm podniesiono, gdy na lotnisku w dalekowschodnim rosyjskim mieście wylądował samolot z Seulu. Syreny wyłączono, gdy okazało się, że źródłem promieniowania jest... pasażerka lotu.
Kobietę zatrzymano. Jej ciało emitowało promieniowanie 15 razy większe niż normalnie. Dlatego czujniki do wykrywania ładunków wybuchowych zwariowały. Wkrótce trzeba ją było jednak wypuścić.
Ochrona musiała przyznać się do błędu. Kobieta nie była terrorystką, a pacjentką koreańskiej kliniki. Była tam poddawana radioterapii. Leczono ją radioaktywnym izotopem jodu.
"Jod 131 ma krótki okres rozpadu. W ciągu miesiąca organizm kobiety powinien wrócić do normy" - cytuje agencja Interfax rzecznika służby celnej lotniska we Władywostoku.
Ruscy wszedzie widza wroga ... zupelnie niczym Amerykanie..