W zamian żąda patriotycznej postawy i gotowości do stawienia się na każde wezwanie ojczyzny. Np. by oblegać wrogą ambasadę albo zetrzeć się z marszem opozycji. Ale dopiero po powrocie do domów.
Nad znajdującym się w połowie drogi między Moskwą a Petersburgiem Seligerem panuje sielanka. Dziewczyny, opalając się, czytają konstytucję albo najnowsze dzieła zebrane kremlowskiego ideologa Władisława Surkowa, inni pływają w jeziorze lub w klubie im. Władimira Putina ćwiczą boks i sztuki walki.
Patriotycznymi elementami są portrety Putina i Dmitrija Miedwiediewa, wizyty kremlowskich oficjeli i… butik projektantki Antonii Szapowałowej, oferujący np. bikini z napisem "Wowa, jestem z tobą" (to o Putinie). Można kupić także T-shirty promujące postawy prorodzinne przy pomocy pary królików, która przekonuje, że "rozmnażanie jest przyjemne i pożyteczne", choć oficjalnie w obozie panują surowe zasady - "seksu niet, alkoholu niet". Tylko 20 par, które w tym roku wzięły ślub nad Seligerem, mieszka w strefie małżeńskiej, gdzie ograniczenia nie obowiązują. Wprawdzie namioty są ustawione co pół metra, ale młodym to nie przeszkadza. "To dodatkowy dreszczyk" - mówią.
Są też akcenty międzynarodowe. Nieopodal wejścia mieszka świnia Ilves, nazwana tak na cześć prezydenta Estonii, Toomasa Hendrika Ilvesa, który ośmielił się skrytykować Rosję za brak demokracji. By nie było wątpliwości, o kogo chodzi, nad chlewem powiewa estońska flaga. Obok w klatce siedzi chomik Chodor, który jak informuje napis, nie płacił podatków.
Kreatywność młodych aktywistów kwitnie, ale impet organizacji wyraźnie słabnie. Młodzieżówka powołana trzy lata temu w reakcji na pomarańczową rewolucję na Ukrainie powoli traci rację bytu. Była potrzebna, by przed wyborami demonstrować poparcie dla Putina, Miedwiediewa i Jednej Rosji albo piętnować wrogów.
Dzisiaj "pomarańczowa zaraza" już Rosji nie grozi, wybory wygrał ten, kto miał wygrać, a władze nie mają pomysłu, co zrobić z naszystami. "Wiadomo, że nie zwiną interesu od razu, ale Kreml będzie na nich wydawał coraz mniej pieniędzy" - mówi DZIENNIKOWI publicystka Jekaterina Sawina. Zresztą Nasi zawsze mogą się przydać, np. do demonstracji pod ambasadą Gruzji, z którą Rosja ma ostatnio na pieńku.
Zwracam uwagę, że na jeziorze Seliger w 1939-40 mieścił się (w zabudowaniach klasztornych na wyspie) obóz dla internowanych policjantów polskiej Policji Państwowej. Policjanci od kwietnia 1940 byli systematycznie mordowani w Twerze (Kalininie) w siedzibie NKWD i grzebani w mogiłach zbiorowych w Miednoje. Może by redakcja Dziennika skierowała (oddelegowała) p. Justyne Prus np. do Ostaszkowa i na jezioro Seliger w celu skojarzenia tych dwóch faktów i sporzadzenia artykułu na temat nacionalizmów stalinowskiego i putinowskiego nb. w prostej linii wywodzącego się z tego pierwszego. Na szczeblu władz centralnych należałoby żądać conajmniej wyjaśnień odnośnie usytuowania obozu Naszych w takim akurat miejscu. Czy to zbieg okoliczności czy świadome działanie ? Jako wnuk zamordowanego więźnia Ostaszkowa stawiam publicznie takie pytanie i oczekuję reakcji ze strony redakcji i władz.