O powadze sytuacji świadczą już choćby nerwowe posunięcia moskiewskiego Banku Centralnego, który interweniował, by ratować słabnący kurs rubla. Rosyjska waluta osiągnęła bowiem najniższy od pół roku kurs względem dolara i euro. Szef Banku Rosji Siergiej Ignatiew przyznał, że z kraju wyparowało w ciągu ostatniego miesiąca 5 mld dol. Jednak cytowani przez "Financial Times” analitycy największych banków twierdzą, że suma ta sięga nawet 21 mld. Na skutki ucieczki inwestorów nie trzeba było długo czekać. W ciągu kilku ostatnich dni indeksy na moskiewskiej giełdzie spadały o 4 proc. dziennie.
Zdaniem ekspertów konflikt z Gruzją nie był przyczyną, a tylko katalizatorem takiego stanu rzeczy. "Kłopoty zaczęły się wcześniej. Zachodni biznes działa racjonalnie i uważnie obserwował, co działo się w putinowskiej Rosji. Zrozumiał, że wzięcie pod but Jukosu czy cofnięcie licencji na eksploatacje surowców British Petroleum nie ma nic wspólnego z wolnością gospodarczą" - mówi DZIENNIKOWI badacz Rosji z uniwersytetu w Birmingham Philip Hanson. Jego zdaniem inwazja na Gruzję przelała jednak czarę goryczy. Ratingi Rosji zleciały na łeb na szyję, a poziom ryzykowności inwestycji - zawsze ocenianego w Rosji jako wysokie - stał się dla wielu zachodnich firm zbyt wielkim hazardem. W tej sytuacji Unia Europejska nie musiała nawet nakładać formalnych sankcji ekonomicznych. "Wystarczyło, że po ataku na Gruzję niemiecka kanclerz czy francuski prezydent kilka razy powtórzyli, iż <konflikt w Gruzji oznacza zmianę unijnej polityki wobec Moskwy>, a już z Rosji odpłynęły miliony" - uważa Hanson.
>>>Zobacz, co zdecydowała UE na szczycie w Brukseli
Ucieczka inwestorów to nie koniec kłopotów władz na Kremlu. "Wydarzenia na Kaukazie to kolejny dowód, że Unia potrzebuje wspólnej polityki energetycznej, by uniezależnić się od rosyjskiego gazu" - głosi opublikowany wczoraj raport paryskiej Międzynarodowej Agencji Energetycznej. W podobnym tonie zaczynają mówić już nawet politycy starej Europy, którzy dotychczas uważali straszenie Gazpromem za przejaw rusofobii nowych krajów UE. Rośnie też poparcie dla poszukiwania alternatywy wobec rosyjskiego gazu. Szef zarządu rurociągu Nabucco uważa, że dzięki temu poparciu wojna nie opóźni budowy tego sztandarowego projektu UE, który od 2013 r. ma dostarczać Europie gaz z Azerbejdżanu i Turkmenistanu, a w przyszłości może także Iraku czy Egiptu.
>>>Przeczytaj, co o uniezależnieniu się od rosyjskiej ropy mówi premier Wielkiej Brytanii
Takie uderzenie w rosyjskie interesy wpłynie na Kreml dużo skuteczniej niż konfrontacja polityczna i formalne sankcje UE. "Putin budował swoje imperium na koninkturze gospodarczej. Jednak gdy dolary i euro przestaną płynąć, sami Rosjanie zmuszą go do wejścia na bardziej racjonalny kurs" - mówi DZIENNIKOWI niemiecki pisarz i znawca Rosji Boris Reitschuster.
A propos, jak ma się giełda gruzińska ?