wtorek  9 lutego 2010 r.  Imieniny: Apolonii, Eryki, Nikifora
 
To view this object you need Flash
Poleć znajomemu
|
Umieść na Facebooku Dodaj do Blipa Dodaj do Twittera Wykop artykuł Dodaj dośledzika Wersja mobilna
|
Wydrukuj
|

Komentarze (3)

e-mail: 

Do katastrofy doprowadziły insynuacje

Tak upadł wielki bank

W poniedziałek 10 marca pojawiła się plotka, że Bear Stearns przeżywa kłopoty finansowe. W rzeczywistości bank miał 18 miliardów dolarów rezerw gotówkowych. Wkrótce jednak spekulacje zaczęły żyć własnym życiem. Wówczas finansowy świat zobaczył zapowiedź kłopotów, które na dużo większą skalę wróciły do nas przed kilkunastoma dniami. Kto sprowokował niespodziewany upadek Beara? Kto na nim zarobił? I czy na obecnych bankructwach też ktoś zarabia? - czytamy w DZIENNIKU.

W poniedziałek 10 marca atmosfera na Wall Street była napięta, nie inaczej niż przez poprzednie miesiące. Rynek kredytów hipotecznych się załamał, Citigroup, Merrill Lynch i inne instytucje spisały na straty miliardy dolarów złych pożyczek. Kryzys kredytowy tak wystraszył banki, że prawie przestały pożyczać sobie pieniądze. Gdyby ten trend się utrzymał, oznaczałoby to katastrofę dla Wall Street, gdzie firmy pożyczają nawet 50-krotność posiadanej na kontach gotówki, by handlować skomplikowanymi instrumentami finansowymi.

Ale gdy Sam Molinaro jechał ze swojego domu w Connecticut do oddziału Bear Stearns na Manhattanie, nie spodziewał się kłopotów. Przeciwnie, 50-letni Molinaro, dyrektor finansowy piątego co do wielkości amerykańskiego banku inwestycyjnego, dostrzegał pierwsze promyki słońca po dziewięciu miesiącach kryzysu. Poprzedniego lata Bear zobowiązał się przeznaczyć 3 mld dolarów na ratowanie jednego ze swoich dwóch funduszy hedgingowych, które zaangażowały się w rynek kredytów hipotecznych podwyższonego ryzyka (subprime). 74-letni Jimmy Cayne, dyrektor generalny banku odsądzany od czci i wiary za to, że grał w brydża i golfa, gdy firma znajdowała się w kryzysie, w styczniu został usunięty. Jego następca, 58-letni Alan Schwartz, przebywał tego dnia na dorocznej konferencji prasowej Bear Stearns w Palm Beach.

Z początku nie działo się nic specjalnego. Molinaro siedział w biurze i nadganiał z robotą papierkową po tygodniowej podróży do Europy. Około godz. 11 coś się wydarzyło. Co dokładnie - tego do dzisiaj nie wie nikt. Akcje Beara zaczęły spadać. Molinaro zszedł do dealing roomu na dole i wtedy po raz pierwszy usłyszał plotkę, że Bear ma problemy z płynnością, co w języku Wall Street oznacza, iż firmie brakuje pieniędzy. "Jakie problemy z płynnością?" - zdziwił się Molinaro. Bear miał około 18 mld dolarów rezerw gotówkowych. W ciągu kilku godzin niewielka zmarszczka na wodzie urosła jednak do rozmiarów ogromnej fali, która zmiotła firmę znakomicie funkcjonującą na Wall Street od 1923 r.

To nie był zwykły upadek banku. Na Wall Street nigdy nie wydarzyło się nic podobnego: bankructwo dużego banku nie wywołane przez zarzuty kryminalne czy gigantyczną stratę kwartalną, lecz przez plotki i insynuacje. Co się stało? Czy śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych czy, jak podejrzewają niektórzy, było to morderstwo? Według niejednego weterana Wall Street śledztwo Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) wykaże, że Bear padł ofiarą gigantycznej "„zasadzki na zniżkę" - skoordynowanego ataku tzw. szorciarzy (short-sellers), sępów z Wall Street, którzy grają na to, że akcje danej spółki spadną.

W Bear Stearns wszystko szło jak z płatka, dopóki Ralph Cioffi nie wpakował się w tarapaty. 52-letni Cioffi zarządzał dwoma funduszami hedgingowymi w spółce zależnej Bear Stearns Asset Management (BSAM). Główny fundusz High-Grade Structured Credit Strategies za pieniądze inwestorów kupował skomplikowane instrumenty pochodne zabezpieczone kredytami hipotecznymi. Przez lata Cioffi notował zyski, średnio 1 proc. miesięcznie, ale pod koniec 2006 r., gdy rynek mieszkaniowy zaczął zniżkować, sytuacja się pogorszyła. Cioffi postanowił stworzyć drugi fundusz, trzy razy bardziej lewarowany: pierwszy pożyczał 35 razy więcej pieniędzy, niż miał gotówki, drugi aż 100 razy więcej.

Nie było to rozsądne posunięcie. Na przełomie 2006 i 2007 r. rynek mieszkaniowy jeszcze bardziej osłabł, pogłębiając straty obu funduszy. Cioffi nakłaniał inwestorów, by nie wycofywali pieniędzy, obiecując im odwrócenie się trendu (w czerwcu 2008 r. Cioffiemu i jednemu ze współpracowników postawiono zarzut wprowadzania inwestorów w błąd). Wiosną Cioffi miał w portfelu nominalnie warte miliardy dolarów derywaty, których nikt nie chciał od niego kupić. By ratować skórę, postanowił wnieść te papiery, nazywane przez Wall Street "toksycznymi odpadkami", jako kapitał założycielski do nowej spółki Everquest Financial, która miała zadebiutować na giełdzie.

Sprzedaż tych śmieci społeczeństwu mogła się udać, ale na początku czerwca dziennikarze "BusinessWeek" i "The Wall Street Journal" przejrzeli plany Cioffiego. Gdy prawda wyszła na jaw, BSAM musiała wycofać ofertę. Inwestorzy zaczęli uciekać, a niektórzy wierzyciele, np. Merrill Lynch i JP Morgan, zagrozili przejęciem zabezpieczenia, wynoszącego 1,2 mld dol. Spanikowany Cioffi zwołał spotkanie wierzycieli, na którym poprosił o więcej czasu i pieniędzy. Kilka osób zażądało, by Bear ratował fundusze hedgingowe z własnych środków, ale władze banku odmówiły.

Po spotkaniu Warren Spector, jeden z dyrektorów Bear Stearns, zaczął obdzwaniać wierzycieli Cioffiego, m.in. szefów JP Morgan. "Nigdy tego nie zapomnę" - opowiada jeden z nich. "Spector mówił: <Nie macie pojęcia o tym biznesie, tylko Cioffi się na tym zna, a my mu przeszkadzamy w przeprowadzeniu operacji ratunkowej>." Ta arogancja rozjuszyła ludzi z Morgana. Merrill Lynch rzeczywiście skonfiskował zabezpieczenie. To agresywne posunięcie zmusiło Jimmy’ego Cayne’a do wykupienia jednego z dwóch funduszy Cioffiego za 1,6 mld dol. Był to cios nie tylko dla kapitału Beara, ale też dla reputacji banku. W firmie duża część winy spadła na Spectora, który nadzorował Cioffiego. "Zanim zaczęły się kłopoty, Warren mówił: <Nie martwcie się o Ralpha, da sobie radę>, a potem zmienił śpiewkę: <Nie wiedziałem, jakie pozycje miał pootwierane>" - wspomina jeden z menedżerów. 5 sierpnia Cayne zmusił Spectora do rezygnacji. Bear Stearns przeżył śmierć kliniczną, jak to niektórzy nazywali, ale problemy banku dopiero się zaczynały.

Na początku jesieni straty związane z kredytami hipotecznymi dotknęły dziesiątki innych banków, ale z niewytłumaczalnych powodów to Bear pozostał chłopcem do bicia. Operacja ratunkowa zostawiła dziurę w bilansach firmy i chociaż nie było zagrożenia dla jej istnienia, wszyscy oczekiwali, że będzie szukała zastrzyku kapitału.

Cayne i jego zastępca Schwartz wcale nie mieli jednak pewności, czy chcą brać duże pieniądze od innego banku lub funduszu private equity. Później złośliwie komentowano, że Cayne nie miał ochoty rozcieńczać swoich udziałów, ale sprawa była bardziej skomplikowana. Przyjęcie pomocy z zewnątrz, argumentował Schwartz, oznaczałaby wysłanie w świat komunikatu, że Bear takiej pomocy potrzebuje, a to dolałoby oliwy do ognia pogłosek o złym stanie firmy.

W listopadzie spadły na nią dwa kolejne ciosy. 1 listopada "The Wall Street Journal" przedstawił Cayne’a jako uzależnionego od brydża i trawki Nerona, który się bawi, gdy Bear płonie. Kilka tygodni potem firma była zmuszona ujawnić, że spisze na straty kolejne 1,2 mld dola. derywatów i zanotuje pierwszą kwartalną stratę w swych dziejach. Akcje weszły w długotrwały trend spadkowy: 40 proc. w stosunku rocznym. W styczniu wielu członków władz banku domagało się głowy Cayne’a. Paru przyszło do biura Schwartza z ultimatum: albo Cayne odejdzie przed styczniową wypłatą premii, albo odejdziemy my. Schwartz miał ciężki dylemat: uwielbiał Cayne’a, ale nie mógł sobie pozwolić na utratę całej grupy wybitnych fachowców. Ku zaskoczeniu Schwartza Cayne przyjął hiobową wiadomość ze spokojem. 8 stycznia zrezygnował ze stanowiska CEO, ale pozostał prezesem zarządu.

Nowym CEO mianowano Schwartza. Jego priorytetem był zysk w kwartale rozrachunkowym, który kończył się 29 lutego. Schwartz zacisnął kciuki - i udało się: wstępne dane mówiły o zysku w wysokości 1,10 dol. na akcję. Nie położyło to jednak kresu negatywnym plotkom, co tym razem wiązało się z kłopotami funduszy hedgingowych Carlyle Capital, Peloton Partners i Thornburg Mortgage, którym Bear pożyczał pieniądze, ale jak poinformowano Schwartza w środę 5 marca, potencjalna strata nie była duża. W czwartek Schwartz poleciał do Palm Beach, gdzie w poniedziałek miała się odbyć konferencja w hotelu Breakers. Zjechało na nią stado medialnych rekinów, w tym grupa wieloletnich klientów Schwartza: Rupert Murdoch, Jeff Bewkes z Time’a Warnera, Robert Iger z Disneya.

W poniedziałek huragan uderzył z całą siłą. Gdy Molinaro wrócił do biura po podróży do Europy, spodziewał się normalnego dnia. W następnym tygodniu mieli opublikować nowe, pozytywne dane. O 9.30, kiedy zaczęły się notowania, agencja Moody’s obniżyła rating kolejnej grupy obligacji Beara, ale to nie było zaskoczenie, bo już od jakiegoś czasu korygowała oceny w dół. A potem około godz. 11 akcje Beara zaczęły spadać. Ale ponieważ zniżkowały też kursy innych gigantów, Molinaro wzruszył ramionami. Jednak kiedy zszedł do maklerów, przekazano mu, co się mówi: Bear ma problemy z płynnością.

Pogłoski dotarły też do rzecznika prasowego banku Russella Shermana, który zaczął obdzwaniać dziennikarzy, próbując zlokalizować źródło plotek. To samo robił swoimi kanałami Molinaro. Czy jakiś wierzyciel zażądał spłaty dużej sumy? Czy jakaś transakcja padła? Wszystko jest w porządku - słyszał ze wszystkich działów. Gdy Schwartz zadzwonił z Palm Beach, Molinaro zapewnił go, że problemów z płynnością nie ma.

I wtedy pogłoska stała się wiadomością publiczną - za sprawą telewizji CNBC. Do 12, gdy rozpoczął się program "Power Lunch", akcje banku spadły o 7 dol. do poziomu 63 dol. "Krążą pogłoski, że pewna niewymieniona z nazwy firma z Wall Street może mieć problemy z płynnością" - stwierdził prowadzący Bill Griffeth i oddał głos korespondentowi Dennisowi Kneale’owi: "Spekuluje się, że chodzi o Bear Stearns. Ich akcje najbardziej spadły."

Akcje Beara zwariowały. W obrocie znalazło się 50 mln akcji, czyli siedem razy więcej niż przeciętnie. Parę minut po godz. 13 do dyskusji włączył się dziennikarz CNBC Charlie Gasparino, który od wielu miesięcy sugerował, że bankowi Bear Stearns mogą zostać postawione zarzuty karne w związku z upadkiem funduszy hedgingowych. Gasparino był zmorą Beara. Wielokrotnie wieszczył firmie upadek. "Nie wierzę, że Bear Stearns ma problem z płynnością" - powiedział na antenie. "Bear Stearns ma problem z tym, czy powinien dalej istnieć. Jeśli kryzys kredytowy będzie trwał, to nie bardzo sobie wyobrażam, jak mieliby przetrwać jako samodzielna firma."

Przez następną godzinę na temat sytuacji banku wypowiadali się różni maklerzy i analitycy. O 13.50 Matthew Cheslock stwierdził: "Nastroje wokół Beara są dosyć negatywne. Panuje ogólne przekonanie, że nie ma dymu bez ognia."

Wreszcie o 14.07 Bear Stearns zszedł z linii ostrzału, bo pojawiła się szokująca wiadomość: gubernator Nowego Jorku Eliot Spitzer miał romans z prostytutką.

Pod koniec dnia Sherman wydał oświadczenie, w którym zaprzeczył, jakoby bank miał problemy z płynnością. Wieczorem Schwartz i Molinaro wstrzymali oddech, licząc na to, że najgorsze już za nimi. W rzeczywistości najgorsze dopiero nadchodziło.

We wtorek przed południem Rezerwa Federalna ogłosiła nowy program pożyczek dla firm z Wall Street mający im pomóc przetrwać kryzys kredytowy. Odbiły do góry kursy akcji większości instytucji finansowych, ale nie Beara. Gasparino powiedział w CNBC, że inicjatywa Fed jest interpretowana jako próba ratowania jednej firmy - Bear Stearns. Pogłoski znowu krążyły w powietrzu.

Kilka dużych funduszy hedgingowych wycofało pieniądze z Beara. Tego samego dnia władze banku zauważyły lawinowy wzrost prób "kompensacji zobowiązań niewymagalnych". Kiedy jakaś firma chce się pozbyć kontraktu terminowego, który uzna za ryzykowny, może go odsprzedać drugiej stronie umowy, w tym przypadku Bear Stearns, albo zaproponować stronie trzeciej w zamian za prowizję. We wtorek trzy duże firmy z Wall Street - Goldman Sachs, Credit Suisse i Deutsche Bank - były zalewane propozycjami sprzedaży instrumentów Beara. Schwartz był trochę zaskoczony, że tyle ofert kieruje się do trzech firm. Skontaktował się z nimi i zapewnił, że fundamenty finansowe banku nadal są mocne. Ale było za późno. Zanim Bear zdążył uspokoić atmosferę, władze Goldmana i Credit Suisse poleciły swoim pracownikom wstrzymać się z zakupem zobowiązań Beara do czasu, gdy działy kredytowe zaakceptują te transakcje. Notatka e-mailowa rozesłana do większości operatorów w Credit Suisse stała się przedmiotem plotek i spekulacji.

Wieczorem szefostwo zastanawiało się, czy Schwartz powinien udzielić CNBC wywiadu. Z jednej strony skupiłoby to uwagę na pogłoskach, ale z drugiej strony pozwoliłoby rzetelnie przedstawić sytuację. Schwartz zdecydował się wystąpić w telewizji. Wiedział jednak z doświadczenia, jak wielkie znaczenie ma osoba dziennikarza, któremu udzieli wywiadu. Obawiał się, że korespondenci, którym odmówił w przeszłości rozmowy, a było ich sporo, mogą się na nim odgrywać na antenie. W końcu wybór padł na Davida Fabera, który wydał się wszystkim najmniej groźny. W środę przed południem maklerzy z Wall Street stłoczyli się przy monitorach, by sprawdzić, co Schwartz ma do powiedzenia. Już w pierwszym pytaniu Faber rzucił bombą. Powiedział, że usłyszał od pewnego maklera, iż jego dział kredytowy wstrzymał transakcję z Bear Stearns, motywując to sytuacją finansową banku. To było zabójcze stwierdzenie, które oznaczało, że rynek nie ma zaufania do fundamentów Beara. Schwartz odparł, że wszystko jest w porządku, a Faber przyznał potem, iż rzeczona transakcja doszła do skutku. Ale mleko już się rozlało. "Jak tylko padło to pytanie, było wiadomo, że Bear Stearns jest martwy" - powiedział mi makler, który od 40 lat pracuje na Wall Street. "Kiedy rzucisz hasłem, że jakaś firma ma kłopoty z zawarciem transakcji, to już po niej. Faber zabił Beara."

Na szóstym piętrze w centrali panowało jednak przekonanie, że Schwartz dobrze wywiązał się z zadania. W rzeczywistości jego wystąpienie nie uspokoiło rynku. Po raz pierwszy pojawiły się instytucje, które zapowiedziały, że następnego nie odnowią jednodniowych pożyczek międzybankowych repo.

"We środę po południu nastroje nie były pozytywne" - mówi jeden z dyrektorów Beara. Rezerwy skurczyły się do niecałych 15 mld dol., głównie z powodu wycofywania środków przez fundusze hedgingowe. Wieczorem Molinaro powiedział Schwartzowi, że prawdopodobnie uda się odbudować rezerwy następnego dnia, ale jeśli banki zaczną się wycofywać z pożyczek repo, będą kłopoty. Schwartz dawno przygotował plan ratunkowy przewidujący sprzedaż aktywów. Molinaro zaczął go studiować.

Następnego dnia Molinaro już podczas jazdy do biura sondował sytuację. "The Wall Street Journal" napisał, że wśród wierzycieli Bear Stearns, w tym także tych od jednodniowych pożyczek międzybankowych, narasta nerwowość. Mimo to Molinaro słyszał uspokajające informacje. Inne firmy nadal handlowały z Bearem. Tylko nieliczni bankierzy od repo zapowiadali wstrzymanie pożyczek.

A potem, podobnie jak poprzedniego dnia, zaczęły się mnożyć pogłoski - a wraz z nimi żądania zwrotu środków. Parę godzin po południu tama pękła. Wycofywali się kolejni pożyczkodawcy repo i inni wierzyciele. Molinaro i skarbnik Robert Upton podliczyli wycofane środki i o godz. 17 ściągnęli do siebie Schwartza. Upton wyjaśnił szefowi, że 30 mld dolarów jednodniowych pożyczek nie zostanie następnego dnia odnowionych, a na piątkowym rynku uda się zdobyć może połowę tego. O godz. 19 było już oczywiste, że mają tylko dwie opcje: awaryjny zastrzyk gotówki albo wniosek o upadłość. Co do jednego wszyscy byli zgodni: problem braku pieniędzy nie może wyjść na zewnątrz.

Schwartz był załamany. Kiedy zrozumiał, że śmierć banku może być kwestią godzin, chwycił za telefon. Instytucje nadzorcze - SEC, Ministerstwo Skarbu, Fed - przez cały dzień monitorowały sytuację i czekały, kiedy szef Beara się z nimi skontaktuje. Narzucającym się kandydatem do udzielenia jednodniowej pożyczki był JP Morgan.

Szef Morgana Jamie Dimon miał tego dnia 52. urodziny. Obchodził je z rodziną w restauracji Avra ulicę dalej. Zirytował się, kiedy zadzwoniła jego prywatna komórka. Każdy, kto miał ten numer, wiedział, że może dzwonić tylko w sytuacjach awaryjnych. Po drugiej stronie rozległ się głos Schwartza. Szef Beara pokrótce przedstawił sytuację i powiedział:

"Naprawdę potrzebujemy pomocy."

"Ile?"

"30 miliardów."

"Nie mogę, Alan. To za dużo."

"W takim razie nie moglibyście nas do rana wykupić?"

"To niemożliwe. Za mało czasu na zapoznanie się z sytuacją. Taką decyzję musi zatwierdzić zarząd. Jak chcesz do rana dostać 30 miliardów, to dzwoń do Fedu i ministerstwa skarbu" - poradził Dimon Schwartzowi. Obiecał jednak pomóc i po rozłączeniu się zadzwonił do Tima Geithnera z Fedu.

XXI-wieczna Wall Street to system naczyń połączonych, w którym wszyscy pożyczają sobie nawzajem miliardy dolarów. Geithner obawiał się, że upadek Beara może wywołać efekt domina. Błagał Dimona, by wymyślił, jak pomóc Bearowi. "Sami nie damy rady, Tim" - odparł Dimon. "Przepchnijcie ich jakoś przez weekend. Wtedy będziemy mieli trochę czasu."

Dimon zakończył rozmowę, zdając sobie sprawę, że Morgan siedzi w tym po uszy. Wiedział, że wszyscy będą go nakłaniali do zakupu Beara, ale choć niektóre działy tego banku byłyby dla niego łakomym kąskiem, nie miał ochoty ściągać sobie na głowę problemów związanych z kredytami hipotecznymi. Mimo to wysłał kilkuosobowy zespół operatorów kredytowych do Beara, by zaczęli przeglądać księgi. I wtedy uświadomił sobie, że ma problem.

Ciąg dalszy w Magazynie DZIENNIKA za tydzień.

Copyright by Bryan Burrough. Tekst ukazał się równolegle w "Vanity Fair".

  •  
    2008-10-25 01:12  I bardzo dobrze  `Lech
  •  
    2008-10-18 21:33  Re: Tak upadł wielki bank  LukaWars
  •  
    2008-10-18 01:55  Zadzwon do FEDu lub ministertwa skarbu  Anarch
Horoskop
Narty, Stoki narciarskie
» Raport
  • ( 186 )

    Żona Sikorskiego miażdży Europę
    Ostatni wpis: upudrowany zbysiu , 22:03 2010-02-08
    Czyżby ta koszerna pani nie zauważyła, że Izrael '' piłkarski '' już leży w Europie ? A może to wina '' angielskiego '' słońca Peru ? !!! ...
  • ( 51 )

    Janukowycz wygrał. Na nic łzy Tymoszenko
    Ostatni wpis: Mark Twain , 17:07 2010-02-09
    Czytalem Twoja odpowiedz &quot;Starszemu&quot;. Nie dosc,ze jestes w bledzie to Twoja odpowiedz z wczorajsza data swiadczy,ze nie czytasz nawet biezacych informacji ze swiata. Po ogloszeniu ...
  • ( 47 )

    USA planowały atak na Rosję w 2008 roku
    Ostatni wpis: SU47 , 20:32 2010-02-08
    Teraz widac jacy niektorzy sa hipokryci niby jestesmy za wolnoscia narodow a odmawiamy jej Abkaza i Osetynca z drugiej strony ktory normalny prezydent wali z altylerii w nocy w czasie olimpiady do sw ...
  • ( 20 )

    Jak Tymoszenko zdobyła pieniądze i władzę
    Ostatni wpis: A jednak , 07:02 2010-02-08
    autor-ek donosu to najzwyklejsza w swiecie KANALIA, powt&oacute;rzył za wrogami Tymoszenko wszystko to co mu kazano. Myślenia tzn: mozgu facet (-ka&#41; ma ZERO. Gdyby było inaczej to nie p ...
  • ( 13 )

    Tymoszenko nie wierzy w wynik. Chce wojny?
    Ostatni wpis: lopen , 18:55 2010-02-08
    Jak będzie wojna domowa na Ukrainie to odbiorą im Euro 2012. ...