Nasi politycy mogliby się uczyć od amerykańskich kolegów. Zarówno Barack Obama, jak i John McCain w pierwszych mowach po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów pokazali, iż potrafią przyjmować wyniki z klasą. Niezależnie od tego, czy wygrali, czy przegrali.
Barack Obama - przemawiając do swych zwolenników w Chicago - przypomniał swoje hasło "Do Ameryki dotarły zmiany". To właśnie "zmiany" były słowem-kluczem jego kampanii.
Obama podziękował też swojemu rywalowi - za walkę do końca i wielkie poświęcenie, którego normalni ludzie nie potrafią sobie nawet wyobrazić. Obama mówił o okresie, w którym McCain był więźniem w obozie jenieckim w Wietnamie.
Obama dziękował też żonie, córkom Malii Ann i Natashy, ale przede wszystkim wyborcom - czarnym, białym, młodym i starym, bogatym i biednym, gejom i heteroseksualistom, Demokratom i Republikanom. "Wiele osób mówiło, że Stany są podzielone. Nie. Stany są zjednoczone" - mówił Obama.
"Porażka leży po mojej stronie" - przyznał tymczasem John McCain. Republikanin złożył zwycięzcy kondolencje z powodu śmierci babci. "Różniliśmy się w wielu kwestiach, ale obiecuję, że w tych trudnych czasach zrobię wszystko, by go wesprzeć" - mówił McCain i poprosił swoich wyborców o wsparcie nowego prezydenta-elekta.
Zig opanuj sie matka Obamy juz dawno nie zyje zmarla na raka jajnikow.Ciekawe dlaczego Obama nie pojechal na pogrzeb babci?.Poza tym taka cisza ,protestantem byl dziadek,a babcia to wiecie roznie byc moze.Zreszta zagatkowe sa tez jego powiazania z pewnymi ludzmi?.