Londyn twierdzi, że kontakty urzymuje tylko z politycznym skrzydłem Hezbollahu. To organizacja, która szczyci się walką z Izraelem i nadaje sobie przydomek "narodowego ruchu oporu" wobec izraelskich planów w Libanie. Hezbollah ściśle współpracuje też z Iranem i Syrią i zajmuje na libańskiej scenie politycznej miejsce antyzachodniej opozycji.
>>>"Al-Kaida przy Hezbollahu to druga liga"
W 2006 roku Hezbollah obwieścił swoje zwycięstwo w wojnie z Izraelem, który wkroczył do Libanu po porwaniu przez bojowników organizacji dwóch żołnierzy. W czasie ataku na pograniczu Libańczycy zabili trzech wojskowych swych odwiecznych przeciwników. To wywołało miesięczną wojnę.
Teraz jednak Londyn postanowił docenić "pozytywne polityczne zmiany" w Libanie. To nawiązanie do podpisanego 10 miesięcy temu "porozumienia narodowego" i wejścia Hezbollahu do rządu. Nastąpiło to zaledwie w kilka miesięcy po tym, jak brytyjski rząd wpisał Libańczyków na listę organizacji terrorystycznych.
>>>Gaza walczy. Hezbollah otworzy drugi front?
Londyn tłumaczy się, że nie będzie rozmawiał z wojskowym skrzydłem Hezbollahu, lecz jedynie z członkami rządu i parlamentu. "Naszym celem w stosunku do organizacji jest zachęcenie jej do porzucenia przemocy i odgrywania konstruktywnej, demokratycznej i pokojowej roli w libańskiej polityce w zgodzie z rezolucjami Rady Bezpieczeństwa ONZ" - powiedział rzecznik brytyjskiej dyplomacji.
Wymieniany jednym tchem z Hezbollahem palestyński Hamas - także będący "ruchem oporu" na froncie z Izraelem i wybrany w wolnych wyborach - nadal jest bojkotowany przez Zachód.