FR_2149458300_21e8c3dfc5.jpg
fot. Flickr/Shanghai Daddy
FR_326048629_373366cd93.jpg
fot. Flickr/Augapfel
FR_874366452_6965f0d123.jpg
fot. Flickr
FR_58582420_f9d0b1736e.jpg
fot. Flickr/Augapfel
FR_2558622256_08e4c7b132.jpg
fot. Flickr/Augapfel
FR_38147092_9083786358.jpg
fot. Flickr/Marc van der Chijs
Chińczycy nie chcą już wstydzić się dwujęzycznych oznakowań, na których turyści znajdują tłumaczenia z języka chińskiego z niewłaściwą składnią, niezgrabnym doborem znaczeń i złym szykiem. W jednym z supermarketów np. goście z zagranicy mogli znaleźć kuriozalną tabliczkę "fuck the certain price of goods", czyli... "pieprz pewną cenę produktów" (powinno być "dry goods pricing department", gdyż chodziło o kasę dla kupujących m.in. tekstylia, pasmanterię). Aby wyplenić Chinglish, kilka dni temu rządowa Szanghajska Komisja ds. Języka zapowiedziała, że studenci wolontariusze wskażą i skorygują znaki z niepoprawną treścią, a ich właściciele będą musieli sami je poprawić. Właśnie opublikowano broszurę z zasadami poprawnego tłumaczenia, a w przyszłym miesiącu ukaże się książka z 1000 najczęstszych błędów. Zostanie także uruchomiona strona, na której będzie można zgłaszać skargi.
Skąd takie wpadki? "Przede wszystkim należy winić tu dosłowne tłumaczenie i bezmyślne korzystanie z komputerowych translatorów i słowników. Z takich pomocy trzeba korzystać naprawdę rozsądnie, bo efekt końcowy może być śmieszny albo po prostu głupi" – mówi nam dr Jackie Sheehan, sinolog z Uniwersytetu w Nottingham. Przykładem takiej wpadki może być szanghajska restauracja o nazwie "Translate server error" (komunikat internetowego tłumacza: błąd serwera podczas tłumaczenia), podczas gdy chińska nazwa brzmiała po prostu... "Restauracja".
Sheehan przytacza wrażenia z własnych podróży do Chin. "Na pekińskim lotnisku w toaletach przy automatycznych kranach znalazł się poprawny chiński podpis, ale wersja angielska brzmiała <<unnecessary touching>> (niepotrzebne dotykanie), co nasuwa skojarzenia z molestowaniem seksualnym!" – wspomina. I dodaje, że Chińczykom zdarzają się też wpadki z oznakowaniem miejsc dla turystów lub dla osób niepełnosprawnych. "Kilka lat temu w Nankinie zobaczyłam na toalecie napis <<toilet for the use of men with no leg or no arm>> (toaleta do użytku ludzi bez nogi lub bez ręki)" – mówi.
Chińczycy, którzy coraz częściej organizują wielkie międzynarodowe imprezy, zdają sobie sprawę, że przez językowe wpadki narażają się na docinki, dlatego rośnie zainteresowanie poprawną angielszczyzną. "Zauważyłam, że coraz częściej wynajmuje się ekspertów, by uczyli pracowników publicznych i ludzi, którzy pomagają turystom, bezbłędnej konwersacji po angielsku. Stopniowo pojawiają się efekty. Gdy w ubiegłym roku ucięłam sobie pogawędkę z chińskim taksówkarzem, nie miałam żadnych problemów ze zrozumieniem go" – dodaje Sheehan.
Mimo zapału władz Szanghaju nie ma pewności, czy uda im się do końca wyplenić Chinglish. Podczas podobnej akcji przed olimpiadą w Pekinie okazało się, że złych znaków jest za dużo i wolontariusze zdążyli poprawić tylko te w pobliżu stadionu.