• "Hotel": Erika idzie spać
    Skandynawskie komedie wywołują we mnie ambiwalentne uczucia. Wyzwolone obyczajowo, operujące nieco absurdalnym poczuciem humoru, są zwyczajnie mało zabawne, a pocieszni, niezdarni bohaterowie jakoś nie chcą być ani wzruszający, ani śmieszni. Może chodzi o różnicę kultur, może to tylko moje subiektywne odczucia, tak czy inaczej szwedzki komizm jest tylko odrobinę lepszy od niemieckiego, a niemieckie żarty filmowe są, jak wiadomo, najgorsze na świecie.