• Jan Wróbel
    W "Polityce" reżyser "Kleru" broni się przed napaściami – usłyszałem w radiowym przeglądzie prasy. Rzeczywiście, Wojciech Smarzowski uznał, jak widać, że kurs "rety, biją" jest wygodną dla niego formą debaty nad filmem, który, przecież, zawiera płycizny – zaskakujące w dziele jednego z najlepszych reżyserów na Ziemi, tej Ziemi.
  • KLER fot. Bartek Mrozowski
    Film przeszkadza Kościołowi w oczyszczeniu się z rzeczywistych grzechów, jednak nie zdoła odwieść od Kościoła ludzi rzeczywiście wierzących - powiedział PAP redaktor naczelny tygodnika "Idziemy" ks. Henryk Zieliński.
  • KLER fot. Bartek Mrozowski
    Po tym, jak były katecheta, prezydent Ostrołęki Janusz Kotowski z Prawa i Sprawiedliwości, zakazał wyświetlania "Kleru" w lokalnych kinach, zawrzało nie tylko w sieci, ale i w PiS-ie. Dlatego, że Kotowski podjął decyzję bez konsultacji z partią - donosi "Wprost".
  • "Kler" fot. Bartek Mrozowski
    Bywa, że od filmu ciekawsze są reakcje, jaki wzbudza. Zwłaszcza, gdy opowiada o rzeczach, które nie są żadną wielką tajemnicą, bo każdy, kto tylko ma na to ochotę od dawna je zauważa. Widz w kinie nie może zatem liczyć na wielkie zaskoczenie. Tak jest w przypadku "Kleru".
  • Wojciech Smarzowski i ekipa filmu Kler na Festiwalu.
    Nie milkną echa Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Najpierw Radio Gdańsk wycofało się z przyznania w tym roku nagrody Złotego Klakiera, a następnie TVP Kultura wycięła fragmenty z uroczystej gali. W centrum tych wydarzeń był film "Kler" i jego reżyser, Wojciech Smarzowski.
  • Kadr z filmu "Wołyń"; fot. Krzysztof Wiktor
    Instytut Polski w Kijowie odwołał zapowiedziany na wtorek pokaz filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego – poinformowała w poniedziałek PAP dyrektor Instytutu Ewa Figel. Na decyzję tę wpłynęły zalecenia ukraińskiego ministerstwa spraw zagranicznych – wyjaśniła.
  • Ludowe Wojsko Polskie zatrzymuje "bandy" UPA. Rok 1946, gdzieś w Bieszczadach
    "Polscy historycy nie mogą zrezygnować z upominania się o nazywanie zbrodni po imieniu i wskazywania sprawców z nazwiska. Ale jednocześnie mogliby – i to jest uwaga także w stronę polityków – powstrzymywać się przed mówieniem Ukraińcom, kogo mogą oni uznawać za bohaterów" – stwierdza w rozmowie z dziennik.pl prof. Grzegorz Motyka, badacz zbrodni wołyńskiej.
  • Kadr z filmu "Wołyń"; fot. Krzysztof Wiktor
    Opinia Adama Balcera w środowym wydaniu DGP poświęcona filmowi „Wołyń” jest ważna co najmniej z kilku powodów. Tekst analityka jest próbą rozprawienia się ze zmitologizowanym obrazem Kresów przedstawionym – zdaniem autora – w filmie Wojciecha Smarzowskiego. W zasadzie nie ma sensu bronić „Wołynia”. Reżyser od początku nie rościł sobie prawa do pisania podręcznika historii, a film broni się sam. Warto jednak zastanowić się, jak to możliwe, że wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego w swojej uporczywej walce z manipulacjami, półprawdami i kłamstwami z taką łatwością sam się nimi posługuje.
  • "Wołyń". Kadr z filmu Wojtka Smarzowskiego
    Odcięte siekierami ręce, nogi i głowy, ludzie rozrywani końmi i przybijani do drzwi, rozcinane nożami brzuchy ciężarnych kobiet, studnie wypełnione ciałami – całe to okrucieństwo pokazane w filmie „Wołyń” można traktować dosłownie. Tak bowiem było. Jednak pod tą porażającą dosłownością kryje się przesłanie, które ma szansę przysłużyć się polsko-ukraińskiemu pojednaniu.
  • Kadr z filmu "Wołyń"; fot. Krzystzof Wiktor
    Boli. Bardzo boli. Ale nie zobaczyć tego filmu, to być uboższym. Być może – bo to będzie można z pewnością potwierdzić po kilku latach - mamy do czynienia z najlepszym polskim filmem historycznym, jaki powstał. Z wszystkimi tego konsekwencjami.