• Areszt Śledczy Warszawa-Mokotów. Wchodzimy za kraty...
    Więzień prowadzony był wąskim, ciemnym, zatęchłym korytarzem. Na jego końcu widział zakratowaną furtkę i drzwi, a za nimi schody prowadzące na plac. Te kilkadziesiąt kroków, jakie miał do pokonania, decydowały o jego życiu lub śmierci. Jeśli doszedł do końca, mógł żyć. Jeśli po drodze strażnicy kazali mu skręcić w prawo i zejść po schodkach, pozostawało mu tylko kilka sekund. Idący za nim strażnik strzelał więźniowi w tył głowy, ciało leciało bezwładnie te kilka stopni, a potem było wleczone jeszcze kilka metrów do kolejnego pomieszczenia, skąd wyciągano je przez okienko na zewnątrz i ładowano na ciężarówkę. W ten sposób w pierwszych latach po II wojnie światowej zginął tu z rąk komunistycznych funkcjonariuszy bezpieki rotmistrz Witold Pilecki oraz co najmniej 350 innych żołnierzy podziemia i działaczy niepodległościowych - wyjaśnia pułkownik Bogdan Kornatowski, dyrektor Aresztu Śledczego Warszawa-Mokotów, przybliżając ciemną historię słynnego więzienia na Rakowieckiej...