Kiedy sprawa stała się głośna, okazało się - wbrew rewelacjom "Wyborczej" - że ciąża nie była wynikiem gwałtu. Dziewczyna utrzymywała stosunki seksualne z o rok starszym chłopakiem. Byli ze sobą kilka miesięcy.
Zgodę na aborcję uzyskała matka 14-latki, bo ciąża była "wynikiem czynu zabronionego", czyli seksu z osobami poniżej 15. roku życia.
Szpital w Lublinie odmówił aborcji, bo - jak tłumaczyli lekarze - 14-latka długo biła się z myślami i często zmieniała zdanie.
Sprawę skomplikowało doniesienie do prokuratury obrońców życia o nakłanianiu nastolatki do przerwania ciąży. Dziewczynka trafiła do pogotowia opiekuńczego, w potem do szpitala, bo śledczy nie mieli pewności, czy zgoda na aborcję wydana przez matkę ciężarnej jest ważna.
Atakowany przez media ksiądz, któremu zarzucano, że namawia dziewczynkę, by urodziła dziecko, wytłumaczył, że dostał od 14-latki list, w którym sama zaprosiła go do odwiedzin w szpitalu. Dlatego próbował jej pomóc.
Decyzja musiała być podjęta szybko. Dziewczyna była już w 11-12 tygodniu ciąży. W Polsce aborcję można przeprowadzać tylko do 12 tygodnia.
Tymczasem minister zdrowia, Ewa Kopacz, zapowiedziała w programie "Teraz My" w TVN, że ta aborcja będzie. I rzeczywiście - dziś agencja KAI poinformowała, że Agata usunęła ciążę w gdańskim szpitalu.
Czajna pisze o tym gdzie są księza gdy kobieta poroni... w szpitalach wspierają poczieszają -Wiem bo byłam w takiej sytuacji ks. długo ze mną rozmawiał i wspierał