Redukcja obejmie reporterów, redaktorów, pracowników ze studia graficznego oraz działu foto. Wśród nich znaleźli się znani oraz wieloletni dziennikarze "Wyborczej", jak m.in. były sekretarz redakcji Łukasz Ramlau, dziennikarze Zbigniew Domaszewicz, Maciej Kuźmicz, Wojciech Załuska, Anna Żebrowska, Mikołaj Lizut, Dariusz Zaborek. W sumie w "GW" ubędzie 78 etatów - kolejna fala wypowiedzeń ma nastąpić w kwietniu.
Zwolnienia grupowe, jedne z największych w historii spółki Agora wydającej "Gazetę Wyborczą", mają poprawić sytuację finansową firmy.
Wczorajszego dnia dziennikarze "Wyborczej" nie wspominają dobrze. "Atmosfera była nerwowa. Plotka, że po południu będą zwalniać, pojawiła się rano. Co prawda od jakiegoś czasu chodziła już lista z nazwiskami, ale mało kto wierzył w to, że zdecydują się pozbyć takich ludzi jak Michał Pol czy Lizut" - relacjonuje jeden z pracowników gazety. "Jeden z dziennikarzy, którego wczoraj zwolniono, spędził tutaj całe życie, niemal się wychował. Był tak załamany, że trzęsły mu się ręce i musieliśmy mu pomóc wyjść z redakcji, bo dosłownie chwiał się na nogach" - opowiada rozmówca DZIENNIKA. Dziennikarze "Gazety" podkreślają jednak, że firma ze zwalnianymi obchodzi się bardzo dobrze. "Dostają dobre odprawy" - podkreślają.
Oszczędności objęły także kierowników działów, którzy zgodzili się na obniżkę pensji - średnio o 10 proc. Pierwszy zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Jarosław Kurski napisał e-mail do zespołu. Wyraził w nim nadzieję, że "trudne chwile jeszcze bardziej scementują zespół i że gestem szczególnej lojalności wobec <Gazety> będzie przejęcie obowiązków odchodzących koleżanek i kolegów przez pozostałych".
O zwolnieniach grupowych Agora poinformowała pod koniec grudnia. Do końca lipca ze spółki ma odejść blisko 300 osób, czyli ok. 7,5 proc. wszystkich zatrudnionych.
Nieładnie tak manipulować danymi, oj nieładnie. Jakie znaczenie ma nakład, którym tak tu wymachujecie niczym sztandarem zdobytym "na" wrogu? Liczy się sprzedaż. A o takiej, jaką wymieniacie - czyli ponad pół miliona - to w Polsce większość gazet może jedynie pomarzyć. Zdarza się "Faktowi" i "GW". W takiej kolejności. Przy czym "Fakt" ma ją o wiele wyższą. Jeśli chodzi o "GW" to są dni, kiedy sprzedaż (nie nakład) ledwo przekracza 300 tys. egzemplarzy. Trzy na pięć wydań w tygodniu w ogóle nie zbliżają się nawet do 400 tys. Polecam lekturę instytucji monitorujących rynek prasy w Polsce. A podawanie nakładu a nie sprzedaży to mydlenie oczu, bo, oczywiście, nie podejrzewam Was o świadomą manipulację. pozdrawiam!