"Zachowałem się w tej sytuacji tak, jak nauczyłem się zachowywać w trakcie kontaktów ze Służbą Bezpieczeństwa. W takich sytuacjach należy stawiać bierny opór, a nie czynny" - tłumaczył Jan Rokita w programie "Dzień dobry TVN". Według niego, podczas takich interwencji trzeba też krzyczeć, że biją. "I tak będę robił do końca życia" - podkreślił publicysta DZIENNIKA.
Rokita ma nadzieję, że jego nieprzyjemne doświadczenie z niemiecką policją nie jest normą u naszych zachodnich sąsiadów. "Mam jednak nadzieję, że to był odosobniony przypadek i Polacy nie są tak źle traktowani w Niemczech jak my" - mówił publicysta.
Z kolei Nelli Rokita - posłanka PiS - dodała, że "w związku z tym jest jej wstyd za niemieckie służby". Tym bardziej, że jak podkreśliła, czuje się także Niemką.
We wtorek po awanturze ze stewardessą w samolocie Lufthansy, który miał odlecieć z Monachium do Krakowa, niemiecka policja skuła kajdankami Jana Rokitę i wyprowadziła go z maszyny. Funkcjonariuszy wezwała obsługa samolotu. Rokita twierdzi, że policjanci szydzili z niego i wyzywali, a także próbowali wyłudzić osiem tysięcy euro.
Według publicysty i jego żony, kłótnię rozpoczęła nieuprzejma stewardessa, która próbowała na siłę wepchnąć płaszcz Nelli Rokity do schowka nad siedzeniami.
Znajac Jana Rokite, Jego bufonowaty charakter, pozowanie pod publiczke itp. jestem pewny, ze On i Jego zona - wzbudzili u stewardesy negatywna energie. Czasem niestety tak sie zdarza, ze reakcje chemiczne miedzy ludzmi wywoluja napiecie, niechec do siebie, bunt, nieoczekiwane sytuacje.