Przed wejściem do synagogi na wyspie Dżerba w Tunezji jak zwykle kręciły się grupki turystów. Tego dnia byli to głównie Europejczycy, wśród nich dużo Niemców, którzy przyjechali, by zwiedzić najstarszą bożnicę w Afryce. Nagle w zgromadzony tłum wjechała ciężarówka wypełniona butlami z gazem. Po chwili eksplodowała. Wokół rozległy się jęki i krzyki. Stratowani ludzie wzywali pomocy. Wiele osób zmarło dopiero w szpitalu w wyniku odniesionych ran.
Pierwsze relacje wspominały jedynie o 5 ofiarach. Ostatecznie krwawy bilans tego zamachu wyniósł 21 osób. Prócz turystów zginął również tunezyjski policjant i kierowca ciężarówki. Z początku tunezyjskie władze zaprzeczały, że był to zamach. Oficjalny komunikat mówił o nieszczęśliwym wypadku. Jednak organa ścigania szybko zmieniły zdanie. W Tunezji zaaresztowano mężczyznę, który pomagał zorganizować akcję. Niedawno został skazany przez tamtejszy Sąd Najwyższy na 20 lat więzenia.
Na nim nie kończy się lista osób zamieszanych w zamach. Wkrótce odbędzie się proces kolejnego - Krystiana Ganczarskiego. Reporterzy „Dziennika” zrekonstruowali historię życia tego „polskiego Taliba”. Jak to się stało, że wierzący, nieśmiały młodzieniec z Gliwic przeistoczył się w krwawego Abu Ibrahima, terrorystę i przyjaciela Osamy bin Ladena? Jego rodzina i znajomi nie są w stanie wytłumaczyć tej przemiany.
Zaczęło się w Gliwicach
Korzenie Abu Ibrahima sięgają niewielkiego osiedla domków w Gliwicach. Wybudowane pod koniec XIX w. przez właściciela huty było enklawą dla hutników i ich rodzin. Wszyscy się tu znali. Ale dziś, choć od z górą stu lat niewiele się tu zmieniło, mieszkają tu zupełnie nowi lokatorzy. Niewielu pamięta rodzinę Ganczarskich. Samego Krystiana dobrze sobie przypomina sąsiad Zygmunt Marek z ul. Lindego.
"Jestem od niego starszy. Przybiegał na naszą ulicę, bo wokół nie było żadnego dziecka w jego wieku. Najczęściej bawił się sam. Toczył jakieś kółka, bo ulica biegnie w dół. Krystian był nawet dawany innym za wzór jako grzeczny, spokojny chłopak. Zniknął nagle. To było chyba pod koniec lat 70. Ale żeby terrorysta? Nie, to raczej niemożliwe" - kręci głową sąsiad.
Przysłuchujący się rozmowie starszy mężczyzna radzi, żeby porozmawiać na ul. Gajdy. Podpowiada, że tam rodziny bardziej się przyjaźniły. Wreszcie trafiamy pod właściwy adres. Dziś w domu opuszczonym przez Ganczarskich mieszka rodzina Franeckich. Tam ich osiedliła huta, kiedy poprzedni lokatorzy wyemigrowali pod koniec lat 70. do Niemiec.
"Ganczarscy wyjechali do RFN legalnie. Znaleźli korzenie, mieli kartę, spakowali się i zniknęli. Wtedy wiele rodzin wyjeżdżało, my też już byliśmy prawie spakowani, ale matka się rozchorowała. Tylko Manfred, ojciec Krystiana, dostał dyscyplinarkę w hucie. Przyjeżdżali jeszcze w socjalizmie, ale kiedy zmarli moi rodzice, już ul. Gajdy nie odwiedzali" - twierdzi Franecki i też nie wierzy w wersję o terroryście z Gliwic.
Andrzej Wierzbicki pamięta rodzinę Ganczarskich jako dobrych katolików. Każda niedziela zaczynała się w kościele na mszy. Pierwszy piątek miesiąca wszyscy u spowiedzi i komunii.
"Wiadomość o tym, że Krystian to terrorysta, wyznawca Allaha mający związki z Al-Kaidą, spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. O wszystko go mógłbym posądzić, ale nie o to, że zabija ludzi. Nie on!" - kręci z niedowierzaniem głową.
Idealny syn
W Gliwicach mieszkają jeszcze najbliżsi Krystiana. Wuj Piotr i ciotka Małgorzata. Proszą, aby w gazecie nie podawać ich adresu. "Wiedzieliśmy, że się ożenił z jakąś kobietą arabskiego pochodzenia. Z tego związku nawet jest dwoje dzieci. Ale terrorysta? Zaraz jak tylko dotarła do nas ta informacja, dzwoniliśmy do Manfreda, jego ojca. Płakał i mówił, że żyje tylko po to, aby ten grzech wziąć na siebie. Ale nie wierzy, że jego syn jest tym, o którym opowiada się w telewizji. Ruta, jego matka, zaraz potem zmarła. Jestem przekonana, że ze zgryzoty. Serce nie wytrzymało" - mówi ze smutkiem Małgorzata. Według nich to po służbie w niemieckiej armii się Krystianowi „w głowie poprzewracało”. Co tam zaszło, wujostwo nie ma pojęcia.
"Jesteśmy katolikami. Niedziela bez mszy? Pierwszy piątek bez komunii? To grzech. Tak wychowaliśmy nasze dzieci. Tak wychowali swoje Manfred i Ruta" - dodaje schorowany dziś Piotr, wuj Krystiana.
A Małgorzata dodaje, że Krystian był zawsze faworyzowany przez babcię Gertrudę. "Lubiła się nim chwalić. Że taki zdolny i przystojny. Zuzanna, jego siostra, była jakby w cieniu brata. Teraz została podtrzymywać ojca na duchu. Ma w Niemczech tylko ją" - kobieta zamyśla się na chwilę i dodaje: "Dobrze, że babcia zmarła wcześniej i nigdy o drugim życiu wnuka się nie dowiedziała".
Wujostwo mieli zdjęcie, na którym Krystian obejmuje babcię i ściska ją przed domem podczas ostatniej wizyty. Był na nim roześmiany i opalony. Miał wówczas 17-, 18 lat, ale Manfred prosił, żeby mu je przysłać do Niemiec, bo jest na nim pełna, szczęśliwa rodzina. Ze smutkiem dodaje:
"Ma obsesję na punkcie idealnego syna, jakim był Krystian przed wojskiem. Żyje nadzieją, że nieporozumienie się wyjaśni. Bo, jak twierdzi, nie ma mocnych dowodów, że Krystian to terrorysta. Myślę, że nigdy się nie pogodzi z tym, że dziennikarze nazywali jego syna potworem" - kończy rozmowę Małgorzata.
Religijne dziecko
Inni znajomi Krystiana powtarzają, że zawsze był religijnym dzieckiem. Podczas każdej wizyty w kraju odwiedzał kościół. Trafiliśmy do parafii Świętej Rodziny, gdzie został ochrzczony. Choć od lat 70. zmienił się już czwarty proboszcz, w księgach parafialnych znajdują się adnotacje o dzisiejszym Abu Ibrahimie.
"Krystian Ganczarski? A kiedy miałby przystąpić do komunii? A, w 1975! Jest. Dokładnie 18 maja. Mieszkał przy ul. Gajdy 24. Po dwóch latach mam już inne nazwisko w karcie pod tym adresem. Krystianowi komunii udzielał proboszcz Tadeusz Świeboda. Akt chrztu nosi datę 15 października 1966 r. i pochodzi z parafii Wszystkich Świętych. Też z Gliwic" - mówi ksiądz Andrzej Deniziak z parafii Świętej Rodziny. Niestety, żadne zdjęcia się nie zachowały. Nie ma też dzienników religii ani żadnych uwag o uczniu. Historia o przeistoczeniu się Ganczarskiego wydaje się księdzu Deniziakowi nieprawdopodobna.
Nie ma Boga nad Allaha
Jednak dowody udziału Krystiana w operacjach Al-Kaidy są niezbite. Przez lata zbierali je najlepsi specjaliści światowych agencji wywiadowczych zgromadzeni w tzw. bazie aliantów. To kryptonim tajnego ośrodka znajdującego się we Francji, zajmującego się koordynacją działań przeciwko terrorystom. Powstał tuż po ataku na World Trade Center i przypadek Krystiana Ganczarskiego znalazł się wśród pierwszych dwunastu najpoważniejszych śledztw.
"Po emigracji z Polski Ganczarski mieszkał w okolicach Duisburga. Tam skończył szkołę zawodową, miał zostać metalurgiem. To właśnie w pierwszej pracy nawiązał pierwsze kontakty ze światem arabskim" - ujawnia oficer polskich służb. Wpływy nowych przyjaciół był bardzo silny. Najprawdopodobniej w 1986 r. jako 20-latek wypowiedział w meczecie słowa wyznania wiary: „Nie ma Boga nad Allaha, a jego prorokiem jest Mahomet”.
"Nie wystarczały mu jedynie modlitwy, wizyty w meczetach. Chciał się cały zatopić w religii. Tracił zainteresowanie światem zewnętrznym, pracą. Był wściekły, gdy zwracaliśmy się do niego Krystian. Nie chciał o wcześniejszym życiu pamiętać. Chciał, byśmy mówili do niego Ibrahim" - mówi Polak, bliski znajomy Krystiana. Prosi o anonimowość, tłumacząc: "Dość mam już wizyt dziwnych, smutnych mężczyzn"
Czeczeński bojownik
W cztery lata później Ibrahim ożenił się z niemiecką konwertyczką, Nicolą Gebrecht. Szybko razem wyjechali do Arabii Saudyjskiej, gdzie Ganczarski rozpoczął studia w szkole koranicznej. Wiadomo, że ich nie ukończył. Zamiast tego wyjechał do Czeczenii, gdzie u boku islamskich partyzantów walczył z bronią w ręku przeciwko Rosjanom.
"Już wtedy znalazł się w orbicie naszych zainteresowań. Podejrzewaliśmy, że przyjeżdżał również do Polski. Wykonywał różne misje: przewoził informacje, najprawdopodobniej także pieniądze. Był idealnym kandydatem na kuriera, gdyż miał niemiecki paszport, wygląd Europejczyka. Nie budził podejrzeń na kolejnych granicach" - przyznaje funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrzngo.
Dziś wiadomo, że do końca lat 90. Ganczarski bywał wielokrotnie w Pakistanie, Bośni oraz samym Afganistanie. Z ostatniej podróży do tego kraju wrócił do Europy zaledwie na cztery dni przed zamachami na World Trade Center!
"Mamy informacje, że spotykał w Afganistanie z Osamą bin Ladenem. Prawdopodobnie zaprzyjaźnili się. Sprowadzał dla szefa Al-Kaidy leki na cukrzycę. Wykorzystywał do tego recepty swojej również chorej na cukrzycę córki" - relacjonuje nasz rozmówca. Wtedy Ganczarski był już wtajemniczony w najbardziej skryte plany AL-Kaidy. Wiadomo, że podczas swoich pobytów w Europie werbował członków terrorystycznej siatki. To on wciągnął do niemieckiej komórki tej organizacji Libańczyka, który później pilotował jeden z samolotów, które uderzyły w wieże WTC.
Islamski terrorysta
"W tamtym czasie wiedzieliśmy, że jest związany z islamskimi terrorystami. Brakowało jednak niezbitych dowodów, które pozwoliłyby go aresztować. Te znaleziono dopiero w 2003 r." - tłumaczył „Die Welt” funkcjonariusz służb specjalnych. Dowody pomogła dostarczyć amerykańska agencja rządowa zajmująca się podsłuchami. Specjalistów zaniepokoiła seria głuchych, następujących po sobie telefonów.
"Ktoś z Pakistanu dzwonił do Niemiec. Później dwukrotnie dzwonił do Stanów Zjednoczonych. Te sekwencje głuchych połączeń powtarzały się, tworząc swoisty kod. Kontaktujący się ze sobą ludzie używali tylko i wyłącznie szwajcarskich kart sim, gwarantujących pełną anonimowość" - tłumaczyli szwajcarskim mediom przedstawiciele tamtejszych służb specjalnych.
Jednym z uczestników tego łańcuszka był właśnie Abu Ibrahim. Ostatecznie zgubiła go zwykła nieostrożność. Ganczarski odebrał raz jedyny telefon, w kwietniu 2002 r. Dzwonił jego przyjaciel z Duisburga, również fanatyczny islamista. Powiedział do słuchawki: „Zaraz stanie się wola Allaha”. Po tej rozmowie wsiadł do ciężarówki wypełnionej butlami z gazem i wjechał w tłum turystów na tunezyjskiej wyspie Dżerba.
"Po tej rozmowie Ganczarski spakował się w pośpiechu i wyjechał do Arabii Saudyjskiej" - relacjonuje oficer. Od tamtej pory oficerowie amerykańskiej CIA oraz bliźniaczej francuskiej DGSE nie spuszczali naszego rodaka z oka. Gdy rok później wygasła mu wiza arabska, spowodowali, że nie została mu przedłużona. Wracał do Niemiec z przesiadką na paryskim lotnisku Charlesa de Gaulle’a.
„Nie był świadom, że jest dyskretnie eskortowany przez agenta CIA w cywilu siedzącego tuż za nim. Kolejny agent obserwował go z końca samolotu. Na lotnisku francuskie służby delikatnie oddzieliły go od rodziny i doprowadziły do aresztu” - tak reporter „Washington Post” relacjonował zatrzymanie Ganczarskiego.
Kilka dni później w parlamencie dzisiejszy prezydent Francji mówił o tej operacji jako jednej z najbardziej udanych i ważnych w dziejach walki z terroryzmem. Wkrótce rozpocznie się jego proces - będzie oskarżony o zorganizowanie zamachu, w którym zginęło 21 osób.
"Polak okazał się terrorystą. Wiemy, że nie on jeden spośród naszych rodaków jest konwertytem i fanatykiem. Al-Kaida ma takich uśpionych, gotowych do wykonania każdego zadania ludzi. Niewykluczone, że nawet w Polsce" - mówi oficer ABW.