Mężczyzna widział już w myślach fortunę. Planował pewnie wymienić służbowy autobus na jakiś supersamochód. Ale rzeczywistość była brutalna. Kasy nie wygrał. Ale to jeszcze nic. Okazało się, że konkursy pożarły niezłą sumkę. Szefowie słupskiego PKS-u zaniemówili ze zdziwienia, gdy dostali na biurko rachunek na 75 tysięcy złotych.
Kierowca gaduła do wszystkiego się przyznał. Nie stracił jednak pracy. Dogadał się z szefami i dług będą mu potrącać z pensji... przez kilkanaście lat. Po tym numerze pewnie nawet będzie się bał zagrać w totka. Ale za to może być pewny, że na wiele lat ma pracę...