Sąd apelacyjny utrzymał w mocy wyrok lubelskiego sądu okręgowego przyznający chłopcu 600 tys. zł zadośćuczynienia oraz rentę. Sąd apelacyjny przyznał jeszcze ponad 57 tys. zł odszkodowania i uznał, że odsetki należą się już od dnia wniesienia pozwu. Wyrok jest prawomocny - poinformował rzecznik sądu Apelacyjnego w Lublinie Cezary Wójcik.
Proces w tej sprawie toczył się ponad sześciu lat. Kaleki chłopiec otrzyma więc łącznie z odsetkami przeszło 1 milion zł. Zdaniem radcy prawnej Jolanty Budzowskiej, która reprezentowała stronę powodową w tej sprawie, ten wyrok wyznacza nowe trendy w orzecznictwie polskich sądów. "Zawinione naruszenie najcenniejszego dobra człowieka, zdrowia, rodzi wymierne finansowo konsekwencje dla sprawcy" - podkreśliła Budzowska.
"Pewien niedosyt pozostawia jedynie fakt, że przy okazji tej sprawy nie doczekała się rozstrzygnięcia nieuregulowana wprost w przepisach kwestia, kto ma finalnie ponosić koszty leczenia poszkodowanych pacjentów, które do czasu wydania wyroku są pokrywane niejako tymczasowo przez licznie działające w Polsce fundacje" - zauważyła Budzowska.
Matka, która w imieniu swego syna wystąpiła na drogę sądową, w pozwie obarczała szpital w Puławach odpowiedzialnością za to, że nie zrobiono jej cesarskiego cięcia, natomiast wiele godzin lekarze wymuszali poród w sposób naturalny, co spowodowało kalectwo jej synka.
Kobieta, która miała wyznaczony termin porodu na 5 marca 2000 r., następnego dnia zgłosiła się do szpitala. Została przyjęta na oddział, poddana badaniom i zwolniona do domu, ponieważ skurcze porodowe ustały. Ponownie zgłosiła się kilka dni później i lekarze podjęli decyzję o wywołaniu porodu. Po południu podano jej leki. Poród jednak nie następował. Dopiero następnego dnia rano dziecko zostało wypchnięte siłą. Urodziło się bez oznak życia, nie oddychało, jego serce nie biło. Akcja reanimacyjna uratowała mu życie, jednak pozostało kaleką.
9-letni obecnie chłopiec tylko leży, nie może chodzić ani siedzieć, źle widzi, nie mówi. Ma padaczkę. Je tylko zmiksowane pokarmy, dławi się piciem. Wymaga opieki i rehabilitacji. Sąd po przeprowadzeniu licznych ekspertyz lekarskich uznał, że szpital i jego ubezpieczyciel - PZU - odpowiadają za skutki tak przeprowadzonego porodu.
Do Emmy: ale pomyślałaś, rozpaczając nad wydatkiem ze wspólnej społecznej kasy na to słuszne jak nabardziej odszkodowanie, które i tak w żadnej mierze nie zrekompensuje matce bólu i utraconych radości, lat, że nie wspomnę o cierpieniach dziecka - że to właśnie, co jej, mogło się przytrafic każdemu i każdej z nas? taka bezmyślność, jeśli nie okrucieństwo lekarzy - i że po to zorganizowano państwo, by m.in. w tym zakresie działała solidarnosć? Lekarza powinno się zwolnić za coś podobnego, albo przynajmniej zakazać wykonywania zawodu na jakiś czas, nie interesuje mnie jego pensja, zapewne ma kilka praktyk prywatnych od których nie odprowadza podatków, w przeciwieństwie do fryzjerek i taksówkarzy.... Dopóki będziemy myśleli tylko o swojej (abstrakcyjnej dosyć w tym wypadku) kieszeni, jak można oczekiwać radykalnych zmian w systemie? System tworzymy i my!