Pierwsze sygnały brzmiały niepokojąco: królewskie zwierzęta Białowieży wałęsają się samopas poza puszczą. Żubry wypuszczają się czasem na 15-20 kilometrów od macierzystego terenu. Wchodzą na pola i łąki, skubią stogi siana, zdarza się też, że pasą się razem z krowami. "W okolicy Siemiatycz jeden z żubrów został za to obrzucony kamieniami. Niestety, poturbował przy tym kilka osób" - mówi Rafał Kowalczyk z Zakładu Badania Ssaków PAN w Białowieży.
W problemie z żubrami naukowcy dostrzegli szansę. W Puszczy Knyszyńskiej, odległej zaledwie o 30 km od leśnego masywu Białowieży, żyje 30 żubrów. "Odizolowane stado pozbawione jest różnorodności genetycznej i łatwiej zapada na wszelkie choroby" - tłumaczy Kowalczyk. W Puszczy Białowieskiej żyje obecnie aż 440 tych wielkich ssaków, nie będzie więc problemu z "eksportem" ich części dla wzmocnienia knyszyńskiego stada.
Jak je przetransportować? To niepotrzebne, żubry przejdą same - zapewniają uczeni. Trzeba tylko cierpliwie zachęcać je, by wędrowały w określonym kierunku. Służyć ma temu system stogów ustawianych na dokładnie opracowanej trasie przeprowadzki. Gospodarzom, którzy uczestniczą w tym projekcie, wypłacane są pieniądze z unijnego funduszu. Pokrywają one koszty zjedzonego siana oraz instalacji elektryczych ogrodzeń.
Oczywiście żubry nie zawsze kierują się do stogów przeznaczonych wyłącznie dla nich. Jak na kolejne straty reagują rolnicy? "Ci, którzy nie dostają pieniędzy z projektu, mają pretensje. Ale odszkodowanie i tak dostają od konserwatora przyrody" - mówi Mikołaj Pawlicz, wójt gminy Narewka.
Trasa z Puszczy Białowieskiej do Knyszyńskiej ma być zaledwie częścią wielkiego szlaku swobodnych migracji żubrów, ciągnącego się na południe aż po linię Bugu w okolicach Siemiatycz. Już w tej chwili zwierzętom jest coraz łatwiej ją przemierzać, gdyż na wschodniej Białostocczyźnie coraz więcej terenów, do niedawna zagospodarowanych rolniczo, przeradza się w nieużytki. Te zaś z czasem stają się lasami - samoistnie albo z pomocą człowieka. Być może jeszcze za naszego życia wschodnie Podlasie, jak przed wiekami, przemieni się w jeden nieprzerwany pas puszczy.
Jak donoszą leśnicy, w pobliże Puszczy Knyszyńskiej zawędrowała właśnie pierwsza samica z malutkim żubrem.
Ewa Kiedio: Podoba się pani akcja przeprowadzenia żubrów do Puszczy Knyszyńskiej?*Joanna Matysek: To fantastyczne! Zobaczyć żubra w naturze, a nie za ogrodzeniem, to niesamowita atrakcja. Nie wiem tylko, czy to uda się w praktyce.
Skąd te obawy?
Żubry same z siebie migrują bardzo niechętnie. Powiedziałabym, że jest to zwierzę raczej nieruchawe. Na razie przenoszą się na północ pojedyncze sztuki.
Przywabianie stogami siana nie pomaga?
Stogi działają tylko na samce. One mają we krwi wędrowanie, łażenie, tak jak chyba wszystkie samce na świecie. Najchętniej na wyprawę wybierają się młodziaki, zdobywcy, którzy muszą szukać nowego terytorium. Żubrzyce są leniwe, przenoszą się bardzo niechętnie, bo wolą trzymać się ze swoimi stadami. Poza tym muszą pilnować cieląt.
To jak je rozruszać?
Kluczową sprawą jest przeprowadzenie całych stad z samicami. Trzeba przeciągnąć na tamtą stronę żubrzyce, bo inaczej samce nic tam nie zwojują i wrócą.
Czy zima może przeszkodzić przeprowadzce?
Żubry, który zostały w Białowieży, pewnie nie będą chciały stąd wyjść. Wiedzą że dostają tu jedzenie. Zimą dwieście sztuk tłoczy się przy paśnikach i żadna siła ich stamtąd nie ruszy. Ponadto żubry, który już wyszły poza puszczę, mogą zechcieć wrócić. Ale stogi siana rozstawione na polach powinny je zadowolić i zatrzymać poza Białowieżą.
* Joanna Matysek, znawczyni puszczy, mieszkanka Białowieży