Pomimo temperatury -2 st. C. na miejscu stawiło się 250 chętnych zawodników - poprzebieranych za klaunów, kowbojów, mikołajów, piratów czy ubranych tylko w plażowe krótkie spodenki. Śmiałkowie musięli przemierzyć pół kilometra w pełnym błota i szlamu ujściu rzeki Blackwater. "Padam ze zmęczenia! Ciężko było. Ledwo dałem rady, a jestem zaprawionym biegaczem" - opowiadał dziennikarzom 36-letni Stuart Putt, który jako pierwszy dotarł na metę.
Zabawa obchodzona jest od lat 70. Dzięki amatorom błotnych wyścigów co roku udaje się zebrać tysiące funtów na organizacje charytatywne.