wtorek  9 lutego 2010 r.  Imieniny: Apolonii, Eryki, Nikifora
 
To view this object you need Flash
Poleć znajomemu
|
Umieść na Facebooku Dodaj do Blipa Dodaj do Twittera Wykop artykuł Dodaj dośledzika Wersja mobilna
|
Wydrukuj
|

Komentarze (66)

e-mail: 

Michał Figurski Pytajniku Dziennika

"Czekam, aż Tusk zapłaci mi za opluwanie PiS"

Ile jest mu winien Donald Tusk? Dlaczego uprawia zawód prześmiewcy i co chciałby, by napisano na jego grobie? W Pytajniku DZIENNIKA na wasze pytania odpowiada Michał Figurski, kontrowersyjny dziennikarz, prezenter telewizyjnego talk show "Jazda figurowa" i gospodarz radiowego "Porannego WF-u", który prowadzi razem z Kubą Wojewódzkim.

Michale, zapowiedź twojej wizyty u nas wzbudziła dużo kontrowersji. Jeden z internautów pyta: Czy to fajnie jednego dnia wyśmiewać na antenie koniec DZIENNIKA, a drugiego przyjąć zaproszenie na wywiad?
Michał Figurski: Nie uprawiam żadnej hipokryzji i jestem w stanie znieść to, co przygotowali dla mnie czytelnicy DZIENNIKA. Wyśmiewaliśmy też koniec RMF-u, kiedy przejmował go Bauer, radia ZET, upadek telewizji publicznej, TVN-u i Polsatu. Nie widzę powodu, dla których mielibyśmy nie mówić nic o DZIENNIKU. Gdybym miał sobie w ten sposób blokować dostęp do mediów dlatego, że poprzedniego dnia zrobiliśmy sobie z tego kabaret, to musiałbym siedzieć w domu i zająć się szydełkowaniem. Taka praca. Mamy zawód prześmiewcy z bardzo dużym przymrużeniem oka. I albo ktoś to bardzo poważnie traktuje, albo odbiera zgodnie z intencją jako radiowy skecz, pewien kabaret sytuacyjny na kanwie prawdziwych wydarzeń, ale w dalszym ciągu skecz.

Przy okazji wyjaśnijmy sprawę zaproszenia. Jeden z internautów zarzuca nam, że jesteśmy kółkiem wzajemnej adoracji i z tego powodu zaprosiłam cię tutaj. Otóż, pierwszy raz w życiu rozmawiamy ze sobą, nie znaliśmy się wcześniej, prawda?
Nie zgadzam się, bo media to jest kółko wzajemnej adoracji, podobnie jak frakcje polityczne czy gabinety pewnych korporacji. Dzisiaj ja jestem u ciebie, być może jutro ty będziesz u mnie. To jest niepodważalny fakt i zupełnie normalne, że gdzieś tam na siebie wpadamy w różnych zawodowych sytuacjach. W związku z czym, tak oczywiście jest to kółko wzajemnej adoracji, widzę cię po raz pierwszy na oczy. Mam nadzieję, że nie ostatni.

Kolejne pytanie dotyczące twoich relacji z nami, czyli z DZIENNIKIEM. Inny czytelnik pyta: Kiedy była afera z DZIENNIKIEM, sprawiał pan wrażenie mocno przejętego. Czego się pan bał?
To nie była afera z DZIENNIKIEM, tylko z prezydentem, a w zasadzie z pewnym epitetem anglojęzycznym, który podległ bardzo poważnej weryfikacji dokonanej przez DZIENNIK właśnie. To jest sytuacja, w której musiałem się jakoś odnaleźć, bo gdzie drwa rąbią tam wióry lecą, kiedy się uprawia taki, a nie inny zawód. Wszystko to, co robimy, dotyczy osób publicznych i musi podlegać publicznej weryfikacji. DZIENNIK jako pierwszy zrobił z tego cover story. Szkoda, że w takim stylu, ale styl jest taki, a nie inny obowiązujący w mediach w ogóle, więc nie ma się kompletnie czemu dziwić.

Inaczej zupełnie wyglądała sytuacja, w której domniemany dziennikarz BBC w skeczu prawie że kabaretowym deformował informację podawaną przez polskiego dziennikarza, którego - fortunnie dla niego - odgrywał Kuba, a inaczej zupełnie wygląda tytuł na pierwszej stronie: "Michał Figurski powiedział o prezydencie, że jest taki i taki".

Zatem mogę mieć tylko pretensje o nadinterpetację moich słów, które wywołały późniejszą burzę i pozew z urzędu o zniesławienie głowy państwa. Natomiast w żaden sposób nie ma pretensji ani do DZIENNIKA, ani nie jestem z nikim na wojennej ścieżce. To, że przy tej okazji powiesiło się paru kolegów na mnie, czyniąc mnie pierwszym obrazoburcą, było zadziwiające. Niektóre nazwiska były dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Są takie czasy, a nie inne, taka jest konwencja dzisiejszego podejścia do informacji. Jestem w tym samym piekiełku, w związku z czym przyjmuję to z pokorą.

Pasuje ci ta rola pierwszego obrazoburcy? Bo mam wrażenie, że tak, że wszystko co robisz, to dla ciebie jedna wielka prowokacja.
To ogromny komplement, kiedy nazywasz mnie pierwszym obrazoburcą. Znam wielu bardziej utalentowanych ode mnie, świadomych lub nie swego skandalizmu. My z Kubą uprawiamy dosyć drastyczną formę dziennikarstwa i jak na ówczesny rynek mediowy, kiedy startowaliśmy, bardzo niezwyczajną i niepoprawną politycznie.

Kuba na swoje miano pierwszego skandalisty zapracował już dawno. Ja jadę na tym samym wózeczku, dlatego dostaję w spadku ten sam przydomek. Natomiast nie jesteśmy wojownikami na barykadzie o wolność słowa. Robimy program kabaretowy, skecz. W radiu nikt do tej pory tego nie robił. Poza radiem niejeden polityk, niejeden kabareciarz, niejedna osoba publiczna zszokowała opinię publiczną sto razy bardziej od nas. My uczyniliśmy z tego pewien format.

Czy to prowokowanie jest celowe, świadome?
Oczywiście. W dzisiejszych czasach wszystko już było, o czym wiedzą najlepiej internauci, którzy widząc jakąkolwiek nową inicjatywę, piszą: "to jest piąta woda po kisielu". Okazało się, że ta niepoprawna polityczna krotochwila odnosi sukcesy i budzi jakieś zainteresowanie.

Dobrze, że wspomniałeś Kubę Wojewódzkiego, bo wiele osób o niego pytało, a właściwie sugerowało, że jesteś popłuczyną po nim, że udajesz, że jesteś nim, a tak naprawdę stanowisz zaledwie jego marną kopię i że naprawdę jesteś nudny jak flaki z olejem. Co ty na to?
Borykam się z tego typu opiniami od samego początku. Każdy, kto stanąłby u boku Kuby i jeszcze odniósł sukces, byłby posądzony dokładnie o to samo. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że sam wymyśliłem formułę naszego programu. Jestem reżyserem każdej audycji, wspólnie przygotowujemy wszystkie pomysły na nasze tak zwane wkrętki czy też prowokacje.

Zajmuję się całą oprawą dźwiękową, pilnuję naszego kalendarza i jestem osobą odpowiedzialną za wszystkie sprawy techniczne. To potwornie musi denerwować wiele osób, że chłopak znikąd w pewnym momencie zaczął robić jakąś tam karierę u boku swego radiowego kolegi. Trzeba mieć coś nie tak poukładane w głowie, żeby myśleć, że wszystko to, co robię, determinuje chęć bycia drugim Kubą Wojewódzkim. Nigdy się nie wypierałem tego, że Kuba jest w pewnym sensie dla mnie wzorem.

Padło pytanie, czy jest twoim idolem.
Może trudno to nazwać idolem, bo dzisiaj nie patrzę na niego z takiej perspektywy, za blisko jesteśmy, od sześciu lat spędzamy wszystkie poranki razem...

Jak to brzmi...
Tak. I codziennie widzę jego twarz i codziennie się z nim kłócę i śmieję. Jest facetem, który w brawurowy sposób zrobił karierę w tym kraju i osiągnął naprawdę dużo. Byłbym absolutnym hipokorytą, gdybym powiedział, że nie chcę zrobić kariery. To, że pracuję ramię w ramię z Kubą, taki mój los. Jeżeli ktoś uważa, że wszystko to, co robię jest płytkie, żadne, nudne, zapraszam, żeby usiadł na dwie godziny rano obok Kuby Wojewódzkiego, dotrzymał mu kroku, zarówno jeśli chodzi o dowcip jak i sprawność, którą on posiada. Ja będę już zawsze skazany na porównywanie do Kuby. Bez względu na to, co zrobię, będę zawsze wtórny i marną jego kopią. Kompletnie się tym nie przejmuję. Mam już za sobą etap przeżywania tego, co tam w internecie na mój temat napiszą.

Jak mówi Kuba, internet to jest wielki kibel, gdzie każdy na drzwiach może napisać "głupi kaowiec", i taka jest prawda. Zanim zacząłem prowadzić program z Kubą, pracowałem od 10 lat w radiu i bardzo mi w nim było dobrze. Miałem swój własny status gwiazdy za czasów RMF-u. Oczywiście, ktoś zaraz powie, że byłem chłopaczkiem lizaczkiem od listy przebojów, ale dewaluować można wszystko. Cokolwiek tutaj powiem, jakichkolwiek będę używał argumentów i tak ktoś napisze, że jestem patałachem i marną kopią. Z Kubą jest tak, że jakikolwiek fantastycznie architektonicznie i funkcjonalny budynek postawić by koło wieży Eiffla, to i tak wszyscy przez najbliższe sto lat będą mówić, że to jest ten budynek koło wieży Eiffla, a nie Centre Pompidou.

Ciekawe porównanie: Kuba jako wieża Eiffla.
Cokolwiek by o nim nie mówić, jest mistrzem w swojej dziedzinie. Wzorem, do którego się przykłada wszystko. Taki mój los, zawsze będę do niego porównywany. Jest błyskotliwy, bardzo inteligentny, jestem dumny, że z nim pracuję. Widzimy przyszłość, mamy wciąż nowe pomysły. Prawdopodobnie będziemy prowadzili kolejny program od wrześniowej ramówki w Esce Rock i tam też będę zawsze porównywany do Kuby i mimo że będzie to program o muzyce, którą się zawsze interesowałem, to moja wiedza przy nim zapewne będzie znikoma.

Jest konkretny zarzut, że do swego programu w telewizji "Jazda figurowa" zapraszasz tych samych gości co Kuba.
A kogo mam zapraszać? Mam zacząć oglądać litewską telewizję i tam szukać gwiazd? Te same osoby przychodzą do Kuby Wojewódzkiego, te same do Szymona Majewskiego, do "Dzień dobry TVN", "Pytania na śniadanie".

Nie te same do "Dzień dobry TVN", co do Kuby. Myślę, że do niego trzeba mieć większą odwagę.
To jest bardzo ograniczone podwórko. Ci, ktorzy prowadzą programy od lat, powtarzają tych gości, dwu- trzykrotnie. Chcąc zrobić tzw. oglądalność, trzeba sięgać po te same osoby. Nie rozumiem takich zarzutów. W moim programie są dwie znane osoby i ta trzecia, nie związana z branżą, co powinno wyróżniać go spośród innych.

Na przykład pan, co je robaki.
Na przykład. Albo rodzina amiszów lub pan, który jest profesorem na uniwersytecie i wykłada w spódniczce i w szpilkach, mając przy tym wielką ruda brodę. Ludzie, nazwijmy to szurnięci.

A może ze szpitala psychiatrycznego mógłbyś czerpać gości?
Właśnie chodzi o to, że to nie są ludzie ze szpitala. To ludzie z ulicy, którzy nie boją się manifestować swojej odmienności na tysiąc różnych sposobów. Ludzie, którzy jeśliby pojawili się na "Pudelku", generowaliby wpisy, że to wariat, świr lub bankowo pedał. My w ogóle nie tolerujemy odmienności i tępimy inność.

Teraz poważne pytanie od naszego czytelnika: "Jak powstaje panów program? Ile osób pracuje w redakcji? Czy skład się zmienia?". To pytanie dotyczące redakcji radiowej.
Ona składa się z trzech i pół osób, czyli Kuba, ja, nasz wydawca i mister google. Jest jeszcze Rajmund, który siedzi za kamerami w trakcie naszej audycji i robi filmiki, które trafiają potem na You Tube. Rano wyciągamy gazety, porównujemy artykuły, ja mam z reguły w ręku "Fakt", pozdrawiam Axel Springer, a Kuba "Super Express". Wyciągamy creme de la creme z tej śmietanki i staramy się wybrać jeden fajny temat przewodni. To chyba najbardziej się ludziom podoba, że my mówimy na tematy bieżące.

Często ludzie włączają rano radio, żeby się dowiedzieć, co jest największym skandalem dnia, bo Wojewódzki i Figurski na pewno o tym powiedzą. Szybko staramy się wymyślić jakiś pseudologiczny ciąg, który miałby być scenariuszem tego programu. Nasz wydawca natychmiast dostaje zlecenie, że potrzebujemy numer tu, tu i tu i dzwoni. Robi to podczas audycji. Wszystko toczy się szybko i spontanicznie w trakcie piosenki, która oddziela jeden telefon od drugiego. My bardzo często dopiero wtedy wpadamy na pomysł, do kogo zadzwonić. Stąd te liczne wpadki, kiedy się nas rozpoznaje. Czasami jest tak, że temat jest na tyle duży gorący, że przekładamy go na drugi dzień. Wtedy nasz wydawca ma trochę luźniej. Nie wyobrażam sobie naszego programu bez internetu, bo tam znajdujemy wszystkie dźwięki, numery telefonów. Czasami jest tak, że znajdujemy coś 30 sekund przed wejściem na antenę i nie mamy czasu, żeby to zgrać. Tylko wchodzimy na antenę, ja odpalam coś z You Tube i traktujemy to jak tło do naszej piosenki telefonu albo wierszykowania. To ma złe strony, bo robiąc na takim spontanie, czasem się coś chlapnie.

Jeden z internautów poczuł się poszkodowany przez ciebie i Kubę. Przeczytam jego wpis: "Dzisiaj dodzwoniłem sie do Eski Rock, to jest quizu z EURO nazwiskami. Na trzecim pytaniu się wyrżnąłem, a kobitka zadzwoniła na trzecim pytaniu, też miała problem, ale dostała drugą szansę! Sprawiedliwe? I jakim prawem? Że jestem facetem?”
To jest właśnie ten kabaret, o którym mówimy, pewna nonszalancja intonacji, która wiele tłumaczy. Słowo napisane jest bezduszne kompletnie, natomiast w radiu tą intonacją sugerujemy, że czasami mamy do czynienia z teatrem absurdu, który nie ma nic wspólnego z zasadami logiki, trzeźwym myśleniem, normalnym prowadzeniem programu radiowego.

Ta sytuacja to wynik zabawy konwencją radiowego konkursu, które często budzą we mnie śmiech czy politowanie. To nie jest bardzo poważny konkurs, w którym do wygrania jest konkretna gotówka za ścisłą wiedzę. Czasami wszystkie odpowiedzi, które podaję na antenie, są złe, czasami wszystkie dobre, czasami spuszczam kogoś z anteny w trakcie teleturnieju, bo nie podoba mi się jego głos. Czasami dziewczyna, która ma bardzo seksowny głos, robi wielką karierę w naszym programie, wygrywając nagrodę, główną czyli całe 300 złotych. Rozumiem, że pan może być rozgoryczony, ale pan nie zrozumiał zupełnie intencji radioturnieju. To pastisz pewnego kanonu ramówki radiowej czy telewizyjnej. A pastisz pozostaje pastiszem. Wszystko się dzieje w oparach potwornego absurdu. Jeżeli pan się czuje urażony, to go przepraszam, podobnie jak wszystkich tych, których uraziłem, prowadząc moją audycję.

Dlaczego zdecydowałeś się na pracę w telewizji?
Bardzo długo się temu opierałem, bo podzielam zdanie wszystkich komentujących moje fisis internautów, że się nadaję do pracy w telewizji. Nie przepadam za swym wizerunkiem. Mam nos jak pierożek, moja twarz wygląda często jak świński ryjek, mam problem z poprawnym dobraniem fryzury, garderoby i oczywiście nadwagą. Widząc moje wystąpienia telewizyjne, naprawdę nie byłem nimi zachwycony. Gdy nasz program wypalił i upublicznił się mój wizerunek, zaczęto zapraszać mnie na castingi na prowadzącego programy w telewizji, myśląc: "O ten facet taki śmieszny, prowadzi z Wojewódzkim, to na pewno poprowadzi jakiś tam teleturniej muzyczny".

Na początku przyjmowałem propozycje tychże castingów, a dzisiaj słyszę o sobie, że jestem facetem, który chodził i żebrał o własny program i wreszcie wyżebrał w telewizyjnej Czwórce. Jeżeli ktoś myśli, że dostaje się program, bo się go wyżebrało, to nie ma pojęcia, jakimi prawami rządzi się ten rynek. Ja po prostu uważałem, że nie nadaję się do takiego typu programów, jakie mi proponowano. Ludzie myślą, że Figurski wyjdzie i krzyknie: "Dzień dobry, pani Halinka teraz zaśpiewa", i doskonale rozrusza publiczność, bo jest taki śmieszny i zabawowy. Mam z tym problem, bo prywatnie jestem potwornie nudny i bardzo nieruchawy. Z "Czwórką" ta zabawa trwała bardzo długo. Dostałem propozycję napisania scenariusza programu, którego miałbym być reżyserem. Ktoś skromniejszy ode mnie tej propozycji by nie przyjął. Ja się zgodziłem i powstał taki program "Czułe dranie", za który straszne cięgi dostałem, że to dno kompletne i telewizyjna kloaka.

Później wziąłem się za wyprodukowanie cyklu dokumentalnego "Nasze polskie wesele" o polskich obyczajach weselnych. W pewnym momencie pojawiło się poważne dictum: "Michał, chciałbym, żebyś prowadził program w <Czwórce>, talk show, w miarę lekkiej formie”. Zacząłem się nad tym zastanawiać i doszedłem do wniosku, że może rzeczywiście warto spróbować czegoś nowego. W radiu pracuję od 16 lat, otrzymanie propozycji poprowadzenia własnego talk show jest jednym ze zwieńczeń kariery. Dano mi maksymalną swobodę, powiedzmy 80 proc. tej swobody. Przyjąłem tę propozycję i to wyzwanie, bo to wielka lekcja pokory i bardzo trudny do zrealizowania projekt.

Kogo byś zaprosił do programu z takich gości, którzy odmawiają ci notorycznie?
Bardzo chciałbym porozmawiać z Lechem Wałęsą nie dlatego, że jestem wyznawcą jego osoby, chociaż szacunek jak najbardziej mu się należy.

Zaraz powiemy czyim jesteś wyznawcą politycznym...
Prawdopodobnie czerwony jestem.

Nie. Ty jesteś zwolennikiem Platformy Obywatelskiej.
Aha, bo Kuba jest PO. OK. chciałbym zatem porozmawiać z Wałęsą, bo staram się, by w "Jeździe figurowej" ludzie pokazali się z innej strony. Nikt nie chce oglądać Bogusława Lindy, jak odgrywa kolejną rolę, tylko jak wygląda od podszewki. Fajnie byłoby zdjąć z Lecha Wałęsy odium pieniacza czy zdenerwowanego noblisty, który się musi bronić przed kolejnymi atakami i własnymi pomysłami na życie. Bardzo chętnie porozmawiałbym z nim o wędkowaniu, bo ja też wędkuję. Chciałbym zdjąć z niego martyrologię.

Tomasz Lis też jest taką postacią, z którą bardzo chętnie bym porozmawiał, bo ma ściśle określony i starannie pielęgnowany wizerunek. Chętnie dowiedziałbym się, jakie dowcipy śmieszą Tomasza Lisa, czy naprawdę jest tak zakochany w Hannie Lis, jakie lubi samochody i jaki sport uprawia.

A goście zagraniczni? Jakich byś zaprosił do swego programu?
Ale pytanie! Nawet nie śmiałem się zastanawiać nad tym. Chętnie bym porozmawiał z Quentinem Tarrantino i Bradem Pittem. Ja w ogóle lubię rozmawiać z ludźmi i jestem bardzo ich ciekaw. Ktoś mi powiedział nawet, że jakąś intuicję w stosunku do ludzi mam. Nie będę wymieniał całej listy zagranicznych nazwisk typu Robert de Niro czy Lenny Kravitz, bo to nie ma sensu. Z każdym da się fajnie rozmawiać. Gdybym miał chwilę czasu, to stworzyłbym taką top listę nazwisk osób, z którymi chciałbym się spotkać, którą natychmiast ktoś by obśmiał w internecie.

Dlaczego jesteś zwolennikiem PO?
W sensie wyborczym jestem 100-procentowym Polakiem, którym nie jestem, bo zawsze głosuję przeciwko komuś, a nie za kimś. Nie miałem nigdy takiego momentu zauroczenia Platformą, jak niektórzy moi koledzy, którzy się wprost za nią opowiedzieli. Bardzo mi nie odpowiada polityka, zachowanie, maniery konkurencji PO. Dlatego można odnieść wrażenie, że jestem platformersem. Słyszałem też, że jestem komuchem, bo zapraszam do rozmowy polityków lewego skrzydła. To są ludzie, którzy najchętniej porozmawiają na chłopięce tematy bez żadnych ogródek. Natomiast polityk o prawicowych poglądach prędzej czy później zmierza w stronę politycznej agitacji. A waliliśmy w naszym programie w Tuska i Schetynę co najmniej tak często jak w Jacka Kurskiego, więc znajdą się po obu stronach przykłady na to, że opowiadamy się przeciwko wszystkim.

Ile dostałeś za plucie na Kaczyńskiego?
A kto miał mi zapłacić?

Platforma.
Taki product placement na żywo, na antenie ogólnopolskiego radia można by wycenić, biorąc pod uwagę, że mam średnie nazwisko w branży, popłuczyna po Kubie, to mógłbym się wycenić na jakieś 300 tysięcy złotych.

Ale jeszcze ich nie dostałeś?
Nie. Czekam cały czas czekam na przelew. Tusk nie odbiera ode mnie telefonów, więc ciuram boki po ich gabinetach. Czekam, aż oddadzą mi pieniądze i twarz.

Kolejna rzecz, który wzbudziła emocje, to twój styl ubierania się. Jeden z czytelników pyta: "Kiedy zauważy pan, że nie ma 14 lat, przestanie udawać rockendrollowca w ciuchach dla nastolatków, wożąc się w swoich porszakach?"
To jest styl 14-latka to, co mam na sobie?

Trampki są młodzieńcze, do tego dżinsy.
U kolegów też zauważam młodzieńcze trampki, spodnie bojówki. Kolega z wyglądu tak 35, 30 lat. Proszę pana takie spodnie to hiphopowcy noszą, a nie poważni operatorzy z opiniotwórczych dzienników.pl. Jak ja ma dyskutować z takim zarzutem? Gdybym założył garnitur, to bym usłyszał: "O, ten, który udaje, że jest nie wiadomo, jakim Tomaszem Lisem". Jakbym założył krótkie spodenki, to by powiedzieli, że się wożę na surfera czy plażowicza. Nie wiem, jak ubiera się autor tego pytania. Jak sądzę nosi się, jak smutny dzwon, jeżeli denerwuje go to, że 36-latek ma jeszcze czelność chodzić w trampkach. A porszaka nie mam. Jestem właścicielem BMW i range rovera oraz harleya davidsona.

Jest taka koncepcja jednego z czytelników, że taki styl to objaw kryzysu wieku średniego.
No pewnie. Jak facet nie jeździ skodą i nie nosi obuwia marki sofix, tylko chodzi w dżinsach i, nie daj Boże, czerwonych trampkach, to jest to kryzys wieku średniego. Ja się w ogóle nie zastanawiam nad wiekiem średnim i dopóki obracam się w środowisku, w którym nie wywoływane są we mnie takie emocje, to wszystko w porządku, a jak trafiam do takiego otoczenia, to z niego wychodzę.

Inny nasz czytelnik uważa, że na taki chłopięcy styl miało wpływ wychowanie bez ojca. Tutaj też czyni aluzję do Kuby Wojewódzkiego.
To kolejne prawdeńki dawno stwierdzone. Można przyczepić się absolutnie do wszystkiego. Umieszczenie zdjęcia tego kogoś w internecie i zamieszczenie krótkiej notki biograficznej spowodowałoby, że ja bym się też do niego chętnie o coś przyczepił, gdybym miał taką potrzebę. W każdym znajdziemy coś, o co można mieć pretensje. A to źle się ubrał, a to złym samochodem jeździ. U nas o wszystkich się pisze źle i ta choroba zatacza coraz szersze kręgi, bo bez względu na to, czy mówimy o radiu, telewizji czy o gazecie, to tendencja jest jedna: zaje..ć. Jak najgorzej napisać i oczernić.

Czy jest ktoś, kogo uszanowałeś i nie obraziłeś? I jeszcze jedno pytanie w tym temacie: "Czy, poza pańską rodziną, istnieją dla pana jakieś wartości godne szacunku? Czy są może w historii naszego kraju albo nawet historii powszechnej postacie, których by pan nie wykpił, nie ośmieszył, które są dla pana nietykalne?"
Cokolwiek bym nie powiedział, i tak to zostanie odebrane jako wymyślone tutaj albo zawoalowana forma obrażenia. W naszym programie każde nazwisko, które się pojawi, jest traktowane jako to zelżone. Często rozmawiam z kimś, kto był naszym bohaterem i słyszę: "Ubawiłem się po pachy, ale ty wiesz, ile osób do mnie dzwoniło, że jedziecie po mnie teraz na antenie?". Ludzie bardzo łatwo tak interpetują nasze poczynania, a nie zauważają ironii, którą mamy też w stosunku do siebie.

Kuba powtarza, że mam grube paluchy, którymi nie potrafię wykręcić numeru telefonu. Ja się śmieję, że on nie rzuca cienia na plaży. Zbijamy się z własnych przyrodzeń, rodzin bliższych oraz dalszych i w tym samym tonie totalnego absurdu zajmujemy się pozostałymi osobami. Jeżeli powiem, że bardzo interesuję się historią powstania warszawskiego, jest to mój konik i wiele na ten temat czytam i zbieram różnego rodzaju szpargały, to i tak ktoś pod tym napisze, że zmyśliłem to na poczekaniu tylko po to, by dodać sobie powagi w zbrukanym wizerunku. Oprócz tego, że pracuję w radiu rockowym, to interesuję się muzyką poważną, od zawsze. Nie będę wymieniał ciągu artystów, bo jak przeczytałem w wywiadzie z Zakościelnym, że w zaciszu domowym słucha Bacha, to sam zacząłem się z tego śmiać. Brzmi to niepoważnie.

Bach niepoważny?
Jak może być poważny ktoś, kto nazywa się Bach?

Czy narcyzm bardzo męczy?
Narcyzm jest potwornie męczący. To, że mam dobre samopoczucie, musi mieć swoje ujście, więc jeśli wieczorem nie siądę przed komputerem i nie popiszę na kolegów i koleżanki, to dostaję wyprysków na skórze. Lusterko jest nieodzownym atrybutem moim gdziekolwiek się znajduję. Wyjątkowa dbałość o wizerunek wyciska piętno na mojej twarzy nastoletniej, którą już się podciąga pod kryzys wieku średniego. Rzeczywiście, ciężko mi z moim narcyzmem i wszystkich tych, których tak trasznie denerwuje to, że jeszcze nie palnąłem sobie w łeb po przeczytaniu tych wszystkich pytań i komentarzy najmocniej, przepraszam. Niestety, będę robił to dalej, bo nic innego nie umiem kompletnie.

No właśnie uprzedzasz pytanie: "Czy to, co robi pan, wynika z braku samokrytyzmu, czy też jest formą prostytucji? Za pieniądze gotów jest pan na wszystko, a może robi pan również dlatego, że to takie modne?"
Zacząłem tę pracę przez przypadek, nie zastanowiłem się, w co mogę wdepnąć i czym się to może skończyć. W roku 1993 poszedłem na casting na prezentera radia Kolor, bo namówiła mnie dziewczyna. Nie dostałem się, poszedłem to Rozgłośni Harcerskiej i od zawsze denerwowałem dyrektora programowego. Domyślam się, że ta pani chciałaby, żebym tutaj do kamery przeprosił, powiedział, że już więcej nie będę, posprzątam tylko zabawki i nie będę się prostytuował. Jak mówi, Jan Nowicki "ku..a to zawód lub charakter”. Samokrytycyzmu mam wiele, ale najbardziej chyba wkurza ludzi to, że człowiek z pokorą przyjmuje tę całą pomyję.

Czy nie obawiasz się, że do końca życia przylgnie do ciebie łatka publicznego kretyna i chama?
To, co robię na co dzień, to rola do odegrania. Ludzie często sa zdziwieni, że ja nie popluwam sobie w trakcie każdej rozmowy, paląc papierosa i do każdego zwracając się per ty i używając inwektyw za przecinek. To, że robimy sobie śmichy chichy, używając słów na granicy ceznury, nie znaczy, że zostałem wychowany bez ojca, na ulicy, a dziś mszczę się na całym świecie w jedyny znany sobie sposób wulgarny i sadystyczny. Jestem bardzo przeciętnym Michałem Figurskim. Im więcej pracuję w tej branży, tym mam więcej miłości dla świata i wszystkich ludzi. Mam nadzieję, że jak kiedyś umrę ku uciesze części gawiedzi, to nie napiszą mi na grobie: "Tu poległ cham”, tylko "Facet, który potrafił sprawić, że ktoś się uśmiechnie i popatrzy na siebie z dystansem”.

Kim się bardziej czujesz: Polakiem czy Rosjaninem?
W życiu się nie czułem Rosjaninem. Jestem bardzo dumny z tego, że mój ojciec podjął kiedyś decyzję przeszmuglowania mnie przez rosyjsko-polską granicę, ponieważ chciano mi tam wlepić rosyjskie obywatelstwo i dzisiaj zostałbym kacapem. Moja mama jest Rosjanką, tata poznał ją za granicą. Nie zdążyłem się urodzić w Polsce, mam w dowodzie wpisane miejsce urodzenia: "Moskwa". Czuję się Polakiem, bardzo przejmuję się losami tego kraju i mówię to zupełnie poważnie. Bardzo interesuję się szczególnie losami Warszawy, jestem bardzo dumny, że mam polskie obywatelstwo i nie zamieniłbym go na inne. Ta informacja, że jestem pół Rosjaninem, a więc Ruskiem, komuchem, kacapem jeszcze bardziej ma rozsierdzić tych, którym argumentów brak.

Podobne tematy:
  •  
    2009-09-12 19:40  Re: "Czekam, aż Tusk zapłaci mi za opluwanie PiS"  michal figurski
  •  
    2009-09-12 09:52  figurski ściemnia  ~wydawca
  •  
    2009-09-11 14:36  Re: "Czekam, aż Tusk zapłaci mi za opluwanie PiS"  śmieci mamy POd dostatkiem
  •  
    2009-09-11 14:24  Re: "Czekam, aż Tusk zapłaci mi za opluwanie PiS"  kasienka
  •  
    2009-09-11 13:57  Re: "Czekam, aż Tusk zapłaci mi za opluwanie PiS"  steff
  • ( 98 )

    "Mam kobietę, przy której chcę się zestarzeć"
    Ostatni wpis: ~mania , 13:21 2010-02-08
    ale ktoś komu na czymś naprawdę zależy ( i nie jest to władza sama w sobie ) jest szkodnikiem. ...
  • ( 71 )

    Do PO zapisuje się codziennie 30 osób
    Ostatni wpis: kotipies , 12:59 2010-02-09
    aby PO roslo w sile a ludzie zyli dostatniej ...w Irlandii. ...
  • ( 46 )

    Piróg: Ciągle mamy w Polsce ciemnogród
    Ostatni wpis: ~kluska , 16:44 2010-02-09
    autorytety. Dziennik stoi w rozkroku pomiedzy powazna gazeta a brukowcem. Obawiam sie ze sobie przy tej figurze jajka poobja, zreszta juz cos coraz cieniej piska. ...
  • ( 42 )

    Tak będą mieszkali Kwaśniewscy
    Ostatni wpis: Lajkonik , 16:30 2010-02-09
    dlaczego się Kwaśniewskich czepiacie??? Udowodniono im kt&oacute;rekolwiek z podnoszonych zarzut&oacute;w??? -NIE, więc dlaczego zakładacie że nakradli itp???? tak na marginesie: 1- 20 ...
  • ( 27 )

    Wojewódzki szydzi z twarzy Popek
    Ostatni wpis: 1963 , 17:13 2010-02-09
    Kolego Powiatowy! Będziesz dla mnie gościem jak na antenie swojego szoł wykpisz np Waltera, że jego ubecka gęba przypomina kupę, Tuska,że jego ryża czupryna do złudzenia przypomina rozwolni ...
  • ( 25 )

    Mucha nie ma szkoły, a w teatrze zagra
    Ostatni wpis: dyl , 19:23 2010-02-06
    masz zle wiadomosci,przez rok intensywnie ksztaltowala z duza pomoca ciecia,ktory otwieral i zamykal te szkole ,pewna czesc ciala,ktora tak dumnie teraz wypina... ...