Decyzja ma oczywiście związek z epidemią. Nie wiadomo jeszcze, na kiedy zostanie wyznaczona nowa data.

Reklama

Kadencja Małgorzaty Gersdorf na stanowisku I prezes SN kończy się 30 kwietnia br. Tak więc wiadomo już, że nie uda się przeprowadzić zgromadzenia w celu wyboru jej następcy zgodnie z procedurą opisaną w ustawie o SN. Ta bowiem wymaga, aby zgromadzenie odbyło się nie później niż na 6 tygodni przed upływem kadencji I prezesa SN. A to oznacza, że prezydent po 30 kwietnia br. powierzy obowiązki I prezesa SN dowolnie wskazanemu sędziemu tego sądu. Ten będzie miał tydzień na zwołanie zgromadzenia w celu wyboru kandydatów na I prezesa SN. Co wcale nie oznacza, że to zrobi. Znów bowiem wszystko będzie zapewne zależeć od tego, jak będzie rozwijała się sytuacja epidemiczna.

− Nic się przecież nie stanie, jeżeli taki sędzia komisarz będzie wykonywał swoje obowiązki przez miesiąc czy nawet dłużej. Najważniejsze jest, aby nie stwarzać zagrożenia dla zdrowia sędziów. Gdyby któryś z nich zachorował, to cały SN zostałby objęty kwarantanną. A przecież SN nie da się zastąpić innym sądem − zauważa Michał Laskowski, rzecznik prasowy SN.

To wszystko oznacza, że na nowego I prezesa być może przyjdzie nam poczekać co najmniej kilka tygodni, jak nie miesięcy.

Tymczasem wczoraj podczas posiedzenia senackiej Komisji Spraw Zagranicznych i Unii Europejskiej prof. Gersdorf sugerowała, że być może wszelkie działania podejmowane przez rządzących po wydaniu przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej postanowienia zawieszającego Izbę Dyscyplinarną SN mają na celu jedynie zyskanie na czasie.

− Może być tak, że rządzący zwlekają z wykonaniem tego postanowienia do momentu wyboru nowego I prezesa, który im to wszystko poukłada zgodnie z ich wolą − mówiła Małgorzata Gersdorf. Zaznaczyła przy tym, że ona bezzwłocznie podjęła wszelkie działania w celu wykonanie postanowienia TSUE.

− Zwróciłam się do ID z pismem, w którym stwierdziłam, że nie powinna ona orzekać nie tylko w sprawach dyscyplinarnych sędziów, ale w ogóle nie powinna podejmować żadnej działalności orzeczniczej w jakichkolwiek sprawach − mówiła I prezes SN. Zażądała również przekazania spraw, które trafiły do Izby Dyscyplinarnej, zgodnie z właściwością Izbie Karnej lub Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN. Prezes kierujący ID jednak odmówił.

− Tak więc oni nadal by orzekali, gdyby nie moje, związane ze stanem epidemicznym, zarządzenie zawieszające działalność Sądu Najwyższego do 5 maja − podkreślała prof. Gersdorf.

Z kolei w rządzie usłyszeliśmy, że na razie nie ma powodów do spieszenia się z odpowiedzią dla Brukseli. − I tak praktycznie izba nie działa, z drugiej strony odnosząc się do samej decyzji TSUE, w polskim prawie nie ma pojęcia zawieszenia przepisów, trzeba by je zmieniać − mówi nam osoba z rządu. Wcześniej premier Mateusz Morawiecki zapowiadał wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie decyzji TSUE.

W kontekście upływu kadencji I prezes SN pojawiają się co jakiś czas nieoficjalne sugestie także osób związanych z obozem rządzącym, że jednym z powodów niewprowadzenia stanu nadzwyczajnego jest fakt, że w takim przypadku kadencja I prezes z automatu zostałby wydłużona. Ale konstytucja w art. 228 mówi, że w czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni nie mogą być organizowane wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego i na prezydenta, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. Jak widać, w tym gronie nie jest wymieniony I prezes SN. − Katalog takich organów jest zamknięty i nie można go rozszerzać drogą interpretacji − podkreśla konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski. Co pokazuje, że wariant wydłużenia kadencji I prezes SN z powodu stanu nadzwyczajnego nie wchodzi w grę.