• Audi TT RS Roadster i TT RS Coupe
    Mniej więcej 15–20 lat temu producenci luksusowych, bardzo drogich rzeczy dostrzegli pewien problem – sprzedaż zatrzymała się w miejscu. Nigdy nie była duża, a jeszcze przestała rosnąć. A w pewnych przypadkach nawet spadała. Po prostu grupa najzamożniejszych mieszkańców Ziemi miała już szuflady wypchane ręcznie robionymi zegarkami po kilkadziesiąt i kilkaset tysięcy dolarów, garaże pełne ultradrogich samochodów w limitowanych seriach i sejfy pękające w szwach od biżuterii Cartiera.
  • Audi Q5
    Przejażdżka Q5 uświadomiła mi, że czasami pierwsze wrażenie w przypadku samochodu jest podobne do tego, jakie odnosicie, spotykając dziewczynę. Wydaje się wam, że jest niesamowita, więc po sekundzie prosicie ją o rękę. Sęk w tym, że już po pierwszej wspólnie spędzonej nocy okazuje się, że śpiąc, chrapie, puszcza bąki i powtarza imię swojego byłego. Z drugiej strony czasami spotykacie na swojej drodze kogoś, kto kompletnie was nie interesuje. I nagle, ni z tego, ni z owego, okazuje się, że zbudowaliście z nim długotrwałą relację.
  • Audi A5
    Gdy kilkanaście lat temu, jeszcze jako nastolatek, mieszkałem daleko na południu Polski, nikogo nie dziwiło, że na Wszystkich Świętych spadało dwa metry śniegu, który topniał dopiero w okolicach Bożego Ciała. Żadna telewizja nie informowała przez cały tydzień na żółtym pasku z adnotacją „PILNE”, że na zewnątrz jest -20 stopni Celsjusza. Bo dla wszystkich naturalne było, że „jak jest zima, to musi być zimno”. Nikomu nie przyszło nawet do głowy, żeby zamknąć szkoły – po prostu udawaliśmy się na lekcje na nartach biegowych, co było doskonałym treningiem przed zajęciami z WF-u. A te polegały na ręcznym odśnieżaniu terenu wokół szkoły. W samych T-shirtach, dzięki czemu przez cały następny rok nie mieliśmy nawet najmniejszego kataru. 
  • Czerwone wino
    Choć nie jestem smakoszem wina, to raz na jakiś czas zdarza mi się chlapnąć jego butelkę lub dwie. Niedawno w jednym z dyskontów nabyłem białe Boisieres i równie białe Granbeau – oba w przyzwoitej cenie nieprzekraczającej 15 zł. Okazały się wyśmienite. Do tego stopnia, że następnego dnia pobiegłem po zapas na najbliższe kilka tygodni. A po powrocie do domu zajrzałem z ciekawości do internetu, by sprawdzić, co piszą o nich znawcy. I tak Boisieres, które mnie doprawdy urzekło, przez jednego z dżentelmenów o królewskim podniebieniu określone zostało jako „Banan w occie. Najlepiej szybko czymś zagryźć, bo zionie przemysłową pustką”. Z kolei Granbeau nazwał „drożdżowym i postfermentacyjnym”. I obu wystawił ocenę mierną.
  • Mercedes GLC
    Jak ja nienawidzę nowoczesnych hoteli. Człowiek udaje się do swojego pokoju dobrze podpity gdzieś w okolicach północy i zamiast tradycyjnego zamka na klucz zastaje szczelinę o grubości włosa, w którą musi wsunąć superinteligentną kartę otrzymaną w recepcji. Udaje mu się to najczęściej po piętnastu próbach. I wówczas zapala się w zamku czerwona dioda sugerująca, że coś jest nie tak. Drzwi pozostają zamknięte. W takiej sytuacji zawsze wypowiadam głośne „Oho!”, po którym następuje seria znacznie bardziej soczystych słów, nierzadko budzących zainteresowanie gości zajmujących sąsiednie apartamenty.
  • Łukasz Bąk
    Kursy na prawo jazdy są obecnie oderwane od rzeczywistości. Najpierw przez 30 godzin człowiek szuka odpowiedzi na idiotyczne pytania w rodzaju: „Czy jadąc przez wieś, można wyprzedzić zaprzęg konny”, a przez następne 10 godzin uczy się parkowania tyłem na parkingu przed Biedronką.