"Dla ukraińskich milionerów Euro jest sprawą honoru i sposobem na zaspokojenie własnej próżności" - mówi DZIENNIKOWI znawca ukraińskich elit polityczno-biznesowych Kost Bondarenko. "Paradoksalnie takie podejście to najlepsza gwarancja, że Ukraina wyrobi się z przygotowaniami do mistrzostw. Miejscowi krezusi w imię piłki gotowi są nawet na jakiś czas zapomnieć o konfliktach w interesach" - wyjaśnia. Zresztą - jak podkreśla Bondarenko - największe ukraińskie kluby piłkarskie i tak należą do oligarchów. Właścicielem Szachtara Donieck jest jeden z najbogatszych Ukraińców i były sponsor premiera Wiktora Janukowycza - Rinat Achmetow, dniepropietrowski klub Dnipro należy do przyjaciela prezydenta Wiktora Juszczenki - Ihora Kołomojskiego, natomiast Dynamem Kijów rządzi brat Hryhorija Surkisa Ihor.

Reklama

Ukraińcy przyznają zgodnie: za większość tego, co w ciągu roku od przyznania Euro zrobiono nad Dnieprem, odpowiadają właśnie oni. Kilka miesięcy temu Kołomojski zasponsorował dla Lwowa projekt stadionu. Wcześniej podobnie postąpił w przypadku Dniepropietrowska. Achmetow wpompował w Donieck miliony euro i tylko dlatego stolica górniczego Donbasu dostała od UEFA najwyższą ocenę, jeśli chodzi o stan przygotowań do Euro. Według szefa ukraińskiej Agencji ds. Euro 2012 Jewhena Czerwonenki organizacja całej imprezy pochłonie w sumie około 17 mld euro, z czego 13 mld wyłożą oligarchowie.

Część analityków ukraińskich mówi jednak o dodatkowych kosztach związanych z przekazaniem biznesmenom kontroli nad organizacją Euro. - Tempo prac wygląda nieźle, ale należy zadać sobie jedno pytanie: czy cel ma uświęcać środki - komentuje w rozmowie z „Dziennikiem” kijowski politolog Wołodymyr Korniłow. Zdaniem Korniłowa oprócz miłości do futbolu oligarchowie już dziś ostrzą sobie zęby na lukratywne kontrakty dla swoich firm. Przykładów nie trzeba długo szukać.

Kilka miesięcy temu holding Prywat należący do Kołomojskiego zaproponował rządowi prywatyzacje linii lotniczych Dniprawia. W zamian przedsiębiorstwo miało zainwestować 200 mln euro w renowację lotniska w Dniepropietrowsku. Ta umowa jest tylko jednym z wielu przykładów tego, jak przed 2012 r. będą się pomnażać fortuny ukraińskiego świata biznesu. Euro będzie zasługą oligarchów, ale też okazją do utrwalenia krytykowanej przez Zachód od lat ukraińskiej szarej strefy.

p

JULIA TYMOSZENKO*: Jestem przekonana, że zarówno Polska, jak i Ukraina okażą się godne zaufania, jakim obdarzyła nas Europa, przyznając nam mistrzostwa Euro 2012. Po prostu nie możemy zawieść. Zawsze kiedy nasze kraje łączył jakiś wspólny cel - zwyciężaliśmy. Musimy wygrać i tym razem. Mam nadzieję, że nagrodą za wysiłek będzie mecz Polska - Ukraina w finale Euro 2012. Niech to będzie nasz plan maksimum.

Pierwszy krok w sprawie Euro 2012 już zrobiliśmy: mamy Narodowy Plan Działań, który określa konkretne terminy prac, koszty i źródła finansowania mistrzostw. Dokument - krok po kroku - opisuje zadania, jakie musimy spełnić, by nie zawieść. Przez rok od przyznania nam Euro prowadziliśmy kontrolę obiektów, które spełniały wymogi stawiane przez UEFA. Musieliśmy sprawdzić, czym już dysponujemy, a co musimy zbudować. Teraz staramy się upraszczać prawo, które pozwoli przedsiębiorcom bezpiecznie zainwestować pieniądze. Oni muszą mieć pewność, że nie wyrzucają milionów w błoto. Wiedzieć, że - nawet po Euro - ze zbudowanych hoteli czy dróg będą czerpać zyski. Lada dzień wystawimy na sprzedaż tereny, na których staną obiekty sportowe. Przy okazji wprowadzamy rozwiązania prawne, które mają zapobiegać korupcji. Trzeba pozbawić urzędników nadmiernej władzy. Za dużo pełnomocnictw zamiast służyć państwu, pomaga raczej w wyciąganiu pieniędzy od inwestorów. To się musi zmienić tak, by sumy przeznaczone na mistrzostwa nie trafiały na prywatne konta. Doprowadzimy do tego, że Euro zostanie zorganizowane jak należy. Bez żadnych opóźnień.

*Julia Tymoszenko: premier Ukrainy