Były snajper Legii Warszawa ostrzega trenera biało-czerwonych, że jeśli Polacy polegną w dwóch najbliższych spotkaniach, oznacza to taką samą klęskę podczas mistrzostw Europy.

Reklama

Słyszał pan, jak przed meczami z Meksykiem i Niemcami Franciszek Smuda izoluje kadrę od dziennikarzy, a zawodnicy sprytnie uciekają przed mediami?
- Słynna już ucieczka piłkarzy po treningu, żeby tylko nie porozmawiać z dziennikarzami przypomniała mi, że po Euro 2012 tak samo będzie uciekał z Polski trener Smuda. Tyle tylko, że wtedy za kompromitację podczas turnieju będzie ścigało go 40 mln Polaków.

Selekcjoner boi się dwóch najbliższych meczów?
- To oczywiste. Widać to po jego zachowaniu i przypadkowych powołaniach do kadry. Wysyłając kolejne nominacje, selekcjoner zaprzecza temu, co sam wcześniej mówił. Powołuje piłkarzy, którzy nigdy nie byli w niej sprawdzani, jak choćby Marcin Wasilewski, który jest dwa lata po ciężkiej kontuzji nagle ma zagrać w kadrze. Albo Janusz Gol, którego po prostu nie można powoływać. Już lepiej byłoby dać szansę Arielowi Borysiukowi, który na pozycji defensywnego pomocnika spisuje się o wiele lepiej i do tej pory grał tylko w młodzieżówce.

Jeśli rywalom będzie chciało się grać z Polską na poważnie, grozi nam kompromitacja?
- Nie mam wielkiej nadziei, że będzie inaczej. Myślę, że Meksyk i Niemcy pokażą nam, gdzie jest nasze miejsce. Jedni grają trudną piłkę, drudzy też wystąpią w najsilniejszym składzie, bo mają duże szanse, żeby trafić na nas za rok. Jeśli zanotujemy dwie znaczące porażki, po tak poważnym teście trzeba będzie wyciągnąć wnioski, bo dokładnie tak samo będzie na Euro 2012. Musimy coś ugrać w tych meczach, bo właśnie teraz nie będą nam się jeszcze plątać nogi, a rywale mogą nie mieć wielkiej chęci do gry. Nie przyjmuję już tłumaczeń, że trwa budowa drużyny, a na Euro będą lepiej. Jeśli znowu przegramy, dla Smudy nie będzie już żadnej wymówki.

>>>Czytaj także: Kadra została z jednym bramkarzem