Przy drugim rzucie karnym dla naszych piłkarzy publiczność domagała się, by to właśnie Szczęsny podszedł do piłki. Ostatecznie jedenastkę wykonał Marcin Wasilewski.Słyszałem, bardzo mi miło, ale ja jestem od tego, żeby piłka nie wpadała do bramki. Oczywiście jak będzie trzeba strzelać, to podejdę, zamknę oczy, uderzę z całej siły i będę liczył, że piłka wpadnie i rozerwie siatkę - śmiał się Wojtek.

Reklama

Nasz najlepszy bramkarz jest bardzo dobrej myśli przed rozpoczęciem mistrzostw Europy. Do meczu z Grecją pozostały już tylko cztery dni. Szczęsny jest jak zwykle bardzo pewny siebie. Jego zdaniem mecz z Andorą nie wpłynął znacznie na atmosferę w zespole, ale był przydatnym treningiem.

Takie spotkania też są potrzebne. Ja musiałem cały czas zachować koncentrację. Czasem tak jest, że nie masz nic do roboty przez większość czasu, a nagle przychodzi ta decydująca akcja, w której trzeba się wykazać. Najważniejszy mecz jest jednak przed nami. Sparingi nie mają już żadnego znaczenia - nie ukrywa Wojtek.

Reprezentacja Polski nie straciła gola w piątym meczu z rzędu. Piłkarze z Andory nie stwarzali żadnego zagrożenia pod naszą bramką, ale taka seria bardzo cieszy selekcjonera i kibiców.
Ja również jestem zadowolony, że tak się dzieje. Z drugiej strony zachowałem czyste konto w spotkaniach, które o niczym nie decydowały. Podczas mistrzostw nikt nie będzie o tym pamiętał. Nasza gra w obronie wygląda całkiem nieźle, ale musimy zachować taką dyspozycję na czas Euro - tłumaczy Szczęsny.

Piłkarze Franciszka Smudy trenowali wczoraj na stadionie Polonii w Warszawie w obecności licznej grupy kibiców. Szczęsny przekonuje, że jeszcze nie czuje presji związanej z Euro.
Na razie emocje nie są zbyt wielkie. Dopiero jak zagrają hymn przed pierwszym meczem, to będę poruszony. Mamy jeszcze kilka dni i na pewno będziemy dobrze przygotowani. Ja jestem spokojny - twierdzi.

>>>Czytaj także: Tak Polacy oszukają Greków