Od euforii do nerwowej końcówki, która z pewnością nie była dla widzów o słabych nerwach. Od prowadzenia po pięknej grze w pierwszej połowie, po dramat Wojciecha Szczęsnego (, który wyleciał z boiska i szczęście Przemysława Tytonia - niespodziewanego bohatera tego meczu. Ufff! A to dopiero początek emocji

Reklama

Remis z Grecją 1:1 jest bez wątpienia stratą punktów, jednak nie oznacza końca szans na wyjście z grupy. Pierwszy mecz Euro 2012 pokazał dokładnie to, że nasza drużyna jest nieobliczalna. Ci ludzie potrafią grać w piłkę, bez wątpienia. Pytanie jednak brzmi: czy brak doświadczenia w takich turniejach nie pogrąży nas w kolejnych meczach? Polacy zaczęli imponująco, agresywnie na połowie rywala, z kapitalną asekuracją partnerów, a - co najważniejsze - z pomysłem na grę ofensywną.

Były reprezentant Anglii Michael Owen napisał na twitterze: „Grecy mają w ogóle lewego obrońcę?". Wyglądało to tak, jakby nie mieli - Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek ośmieszali rywali w tym sektorze boiska. To właśnie kapitan dał sygnał do natarcia. Jego kapitalne dośrodkowanie wykorzystał Robert Lewandowski, który już chwilę wcześniej, również głową, mógł zdobyć bramkę po podaniu Piszczka. Przy drugiej próbie „Lewy" się nie pomylił.

Pudło Perquisa i faul Szczęsnego / Fakt

Polacy mogli już do przerwy prowadzić dwa, trzy do zera, gdyby swoje sytuacje wykorzystali Rafał Murawski czy Damien Perquis. Na dodatek z boiska wyleciał Sokratis Papastathopoulos po dwóch żółtych kartkach. Wieczór inaugurujący Euro 2012 układał się dla nas idealnie. Niestety, tylko do czasu.

Piękny sen zamienił się bowiem w koszmar już na początku drugiej połowy. Dimitris Salpingdis z zimną krwią wykorzystał moment dekoncentracji polskiej defensywy w 51 minucie. Całe nieszczęście zaczęło sie od Sebastiana Boenischa, który wyraźnie odstawał wczoraj szybkoscia od kolegów. Salpingidis idealnie skończył akcję, a Polacy zaczęli od tej chwili coraz bardziej się gubić. W grę naszego zespołu wkradła się nerwowość, której nie było w pierwszej odsłonie.

To się zemściło. Kolejna pomyłka kosztowała nas rzut karny dla Greków i czerwoną kartkę dla Szczęsnego. Bramkarz Arsenalu zahaczył strzelca gola Salpingidisa, a między słupkami zastąpił go Tytoń i po chwili cały stadion skandował jego nazwisko po tym, jak zatrzymał strzał kapitana Grecji Giogiosa Karagounisa. Pierwszy bramkarz reprezentacji interwencję kolegi oglądał już z tunelu prowadzącego do szatni i oszalał ze szczęścia, gdy zobaczył tę paradę.

Jeśli marzymy o awansie do ćwierćfinału, Polska musi w dwóch następnych meczach tak, jak w pierwszej połowie meczu z Grecją. Szkoda tylko, że turniej dopiero się zaczął, a my już coś musimy...

>>>Czytaj także: Szczęśliwy remis z Grekami, ale na Rosję to za mało