Bohater biało-czerwonych w meczu z Grecją (1:1) jedną genialną interwencją - obroną rzutu karnego - uratował nam punkt, ale we wtorkowej batalii ze Sborną czeka go nieporównanie więcej pracy - czytamy w "Fakcie".

Reklama

Wyjdę na mecz z Rosją tak samo, jak na spotkanie z Grecją. Do pierwszego spotkania Euro przygotowywałem się normalnie, bo wiedziałem, że różnie może być. Historia pokazała, że musiałem być gotowy. Nadal mamy szanse na wyjście z grupy. Kto powiedział, że nie przeciwstawimy się Rosjanom? Są silni, ale w tym turnieju nie ma słabych zespołów. Wierzę, że ten mecz przyniesie kibicom mnóstwo radości - mówi bramkarz PSV Eindhoven.

Zupełnie nierozgrzany Tytoń w meczu z Grecją musiał pojawić się między słupkami po tym, jak Wojciech Szczęsny sfaulował w polu karnym Greka i dostał za to czerwoną kartkę. Kiedy Przemek wchodził na boisko (w miejsce zdjętego z konieczności Macieja Rybusa), jego największy przyjaciel w kadrze Adam Matuszczyk zdążył szepnąć mu na ucho: Tytek, to twoja szansa. Zrób historię.

Na razie zrobiłem tylko historyjkę - skromnie opowiada Tytoń. W jego skuteczną interwencję wierzył także Franciszek Smuda. Trener powiedział, że obronię jedenastkę. Potem podszedłem tylko na chwilę do piłki. Chciałem ją poczuć, bo na stadionie było bardzo sucho - wspomina piłkarz.

Kolejny raz Tytoń będzie musiał stanąć na wysokości zadania już jutro.Nie zależy mi na tym, żeby odbierać gratulacje. Nie liczę też, ile karnych obroniłem już w tym sezonie. Bardziej bym się cieszył, gdybyśmy wygrali spotkanie z Grecją - kończy Tytoń, który po ostatnich treningach biało-czerwonych był najbardziej rozchwytywany przez dziennikarzy, także zagranicznych.

>>>Czytaj także: Polacy: Starczy nam sił na Rosję