Pomocnik reprezentacji Polski w dniu meczu z Grecją obchodził swoje 24. urodziny, ale trener Franciszek Smuda nawet na chwilę nie wpuścił go na boisko. Przed dzisiejszym starcie z zespołem Dicka Advocaata „Groszek” liczy, że selekcjoner w końcu skorzysta z jego wysokiej formy i niezłej szybkości.

Reklama

Rosjanie mogą nas zaatakować od pierwszej minuty, będą chcieli szybko rzucić się nam do gardeł. To, że są w formie pokazywali już w sparingach przed turniejem. Są pewni siebie, ale wydaje mi się, że na Stadionie Narodowym to my ich zmiażdżymy. To nie kosmici, można z nimi wygrać - przekonuje pewny siebie skrzydłowy Sivassporu.

Grosicki na razie musi pogodzić się w kadrze z rolą rezerwowego, bo pozycja Jakuba Błaszczykowskiego w drużynie jest niepodważalna. Ale ma nadzieję, że w meczu z Rosją nawet wchodząc z ławki, może poderwać resztę zespołu do boju.

W tym spotkaniu musimy zrobić wszystko, żeby wygrać. Grając przeciwko Niemcom czy Rosji zawsze trzeba zostawić na boisku flaki. Dotyczy to każdego, także tych, którzy wejdą na boisko jako rezerwowi - zaznacza.

Grosickiemu ciągle żal straconych punktów w meczu otwarcia Euro 2012. Ale nie wyklucza, że remis w spotkaniu z Grecją jeszcze przyjdzie nam docenić.

Odczuwamy niedosyt, bo mieliśmy szansę, żeby wygrać. Ale ten remis po trzech meczach może jeszcze okazać się na wagę złota. Turniej dopiero się zaczął, czekaliśmy na tę chwilę pięć lat. Nie musimy wygrywać po 5:0, wystarczy nam skromne 1:0 z Rosją i będziemy szczęśliwi - kończy pomocnik.

>>>Czytaj także: Nasze orły relaksują się przed meczem