Mimo kilku świetnych okazji bramkowych w pierwszej połowie, osamotniony w atakach Robert Lewandowski przez większość meczu mógł tylko bezradnie rozkładać ręce. Nie dostawałem zbyt wielu piłek z przodu, ale taką mieliśmy taktykę i nic na to nie poradzę - powiedział "Faktowi" snajper Borussii Dortmund.

Reklama

Kolejny raz podczas tego turnieju „Lewy” nie mógł liczyć na sensowne dogrania Ludovica Obraniaka ani kreatywność Rafała Murawskiego, z którego Smuda znowu próbował zrobić na siłę rozgrywającego. Ten mecz można było porównać do naszego starcia z Grekami. W przerwie w szatni znowu była pełna mobilizacja, ale zawodnicy nie wykonali zaleceń na murawie. Nie mam do nich jednak pretensji. Bardzo chcieli wygrać, może nawet za bardzo - tłumaczył bezradność biało-czerwonych Smuda.

Decydujący cios w drugiej części meczu zadali jednak Czesi i to oni bezsprzecznie kontrolowali przebieg gry. Spora w tym wina właśnie defensywnej taktyki, której przez ostatnie 2,5 roku biało-czerwoni w ogóle nie testowali w meczach towarzyskich. Od pierwszej minuty drugiej połowy dalej atakowaliśmy. Czesi byli nastawieni na kontratak i po jednym z nich strzelili bramkę - przedstawia swoją wersję wydarzeń Przemysław Tytoń.

W żadnym z trzech meczów fazy grupowej selekcjoner nie potrafił więc wykorzystać ofensywnego potencjału polskiego zespołu. Choć jego zawodników omijały kontuzje, a rezerwowi aż rwali się do gry, w kluczowych momentach turnieju strach miał dla Franciszka Smudy zdecydowanie zbyt wielkie oczy.

>>>Czytaj także: Zobacz oceny Polaków za grę na Euro 2012