Smuda nie ma sobie nic do zarzucenia poza jednym. Nie wyszedłem z grupy. Resztę pracy, wszystkie przygotowania wykonaliśmy w sposób perfekcyjny, co do przecinka. Kończymy, ale z klasą. Nie było blamażu, nie polegliśmy po 0:4, 0:5 - mówi na łamach "Gazety Wyborczej".

Reklama

Jeszcze raz powtórzę: ani taktycznie, ani osobowo niczego bym nie zmienił. Poprowadziłbym wszystko tak samo. Nie spieprzyłem niczego, byłem, gdzie mogłem, by znaleźć najlepszych ludzi, czy to w Polsce, czy za granicą - twierdzi "Franz".

Kto na nas pluł, będzie to robił nadal, ale teraz przestaje to mieć znaczenie. Wiem, ile radości i nadziei daliśmy ludziom, nasz zespół pociągnął za sobą całą Polskę, wszyscy mówili o nas, za nas trzymali kciuki, wszystko inne przestało się liczyć - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Smuda.