Przeciwnie - "Franz" uważa, że wszystko było w porządku - polscy piłkarze dali z siebie, ile mogli, byli dobrze przygotowani fizycznie, nie zmieniłby taktyki, generalnie zrobiłby dokładnie to samo, a przecież to, co zrobił doprowadziło nas do porażki.

Reklama

Można się było spodziewać, że bezkrytyczny wobec siebie trener użyje po odpadnięciu Polski właśnie takich argumentów. I nie zmienia tego nawet fakt, że dwaj nasi grupowi rywale, którzy awansowali do ćwierćfinału, a więc Grecja i Czechy, ośmieszyły się w starciach z poważnymi zespołami, odpowiednio z Niemcami i Portugalią, udowadniając, że nasz grupa była śmiechu warta.

W wywiadzie udzielonym Przeglądowi Sportowemu Smuda po raz kolejny zaznaczył, że nie popełniono żadnych błędów, a całe jego wywody można w zasadzie sprowadzić do tego, że zabrakło nam szczęścia. Słuchając go można odnieść wrażenie, że był na innym turnieju. Oto kilka przykładów.

O Ludovicu Obraniaku: W meczu z Czechami niemal każde jego zagranie ze stałego fragmentu gry siało niepokój w szeregach przeciwników, przynajmniej w pierwszej połowie. Zapieprzał w meczu z Grekami, a słyszałem, że chodził po boisku!

Może i biegał, ale co z tego, skoro w żadnym spotkaniu nie zagrał prostopadłego podania do Roberta Lewandowskiego. I jeszcze jedno - dlaczego, skoro był taki świetny, Smuda ściągnął go z boiska w kluczowym momencie meczu z Rosją, gdzie mogła przydać się jego umiejętność wykonywania rzutów wolnych?

O Pawle Brożku: Wiemy, jaka była sytuacja z napastnikami. Wybór był mocno ograniczony. Ostatecznie trzeba było postawić na tych, którzy w przeszłości byli i pomogli reprezentacji, właśnie takich jak Paweł.

A czy to nie Artur Sobiech miał być numerem dwa w ataku? Czy to nie on dał dobrą zmianę w meczu towarzyskim z Łotwą i strzelił gola? Gdzie tu konsekwencja?

O rozmowach z asystentami i słuchaniu ich rad: Niech pan porozmawia z nimi o wytypowaniu bramkarza na mecz z Czechami.

Wiadomo było, od samego początku, że Smuda nie słucha asystentów. Na przykład Jacek Kazimierski chciał zabrać na Euro Artura Boruca, ale selekcjoner od razu się sprzeciwił.

Niekonsekwencja towarzyszyła Smudzie od początku jego pracy z kadrą, zaprzeczył sobie wielokrotnie. Teraz przynajmniej jest konsekwentny - uparcie powtarza, że wcale nie było tak źle, choć wszyscy widzieli coś innego.

>>>Czytaj także: Włosi zatrzymają Niemców