Cały czas analizuję przyczyny porażki. Czuję się za to odpowiedzialny, więc nie sypiam po nocach. Widzę mecz z Czechami, mimo że mam zamknięte oczy. Fatalnie się z tym czuję. Przez pierwsze trzy dni nie wychodziłem z domu, wyłączyłem telefon i nie oglądałem telewizji. Byłem wycieńczony do tego stopnia, że trudno było mi utrzymać w rękach szklankę - zdradza w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Smuda

Reklama

"Franz" ma również żal do kolegów po fachu, którzy zarzucają mu błędy w pracy. Kiedy słyszę, że Jerzy Engel, który też odszedł przegrany, zarzuca mnie i drużynie brak ducha, to jest mi po ludzku przykro. W naszym fachu droga z siódmego piętra do piwnicy może trwać kilka chwil. I na odwrót - mówi Smuda.