Wiceminister współpracy gospodarczej Gudrun Kopp zażądała wczoraj przeniesienia wszystkich spotkań do Polski lub zorganizowania ich w innym kraju. Jeden z dyrektorów UEFA, Szwajcar Martin Kallen, nie wykluczył, że turniej mógłby się odbyć rok później. Polityczny bojkot Ukrainy w czasie Euro 2012 ogłosili już niemieccy prezydent, kanclerz i kilku ministrów.

Reklama

Co bardziej złośliwi komentatorzy mogliby podejrzewać, że Niemcy najchętniej zorganizowaliby mistrzostwa u siebie, wspominając uznanie, z jakim w 2008 r. spotkała się nad Renem pierwsza gafa Grzegorza Laty na stanowisku szefa PZPN. – Jeśli Ukraina ma kłopoty, Euro 2012 możemy zorganizować z Niemcami – powiedział wówczas Lato. Sęk w tym, że na jakiekolwiek gwałtowne ruchy jest już zbyt późno. W ciągu miesiąca nie da się zorganizować Euro w nowym miejscu. Trudno byłoby też zmienić termin imprezy, choćby ze względu na sprzedane bilety, zakontraktowanych reklamodawców i zarezerwowane hotele.

Zwolennicy odebrania Euro Ukrainie mają dwa argumenty: złe traktowanie więzionej ekspremier Julii Tymoszenko oraz wybuchy w Dniepropietrowsku, które w miniony piątek raniły 30 osób. Z pierwszym zarzutem trudno się nie zgodzić, o ile przymkniemy oczy na oczywistą hipokryzję. Trudno zapomnieć, że ci sami Niemcy szczerze gratulowali Rosji wyboru na gospodarza piłkarskich mistrzostw świata w 2018 r. A przy wszystkich minusach ukraińska demokracja jest o kilka poziomów wyżej niż rosyjska.

Drugi zarzut jest poważny, ale bez przesady. Wszystko wskazuje na to, że wybuchy miały charakter lokalnych porachunków mafijnych, a zagrożenie terrorystyczne dla kibiców jest na Ukrainie podobne jak w Polsce czy reszcie Europy.

Tymczasem w historii wielkich piłkarskich turniejów do odebrania prawa do organizacji doszło zaledwie trzykrotnie. Puchar Narodów Afryki w 2000 r. nie trafił do Zimbabwe, gdyż kraj uznano za nieprzygotowany organizacyjnie. Libii odebrano tę samą imprezę planowaną na 2013 r. wskutek wojny domowej. Fidżi zaś nie zorganizuje tegorocznego Pucharu Narodów Oceanii ze względu na prawny spór dygnitarzy kontynentalnej konfederacji z lokalnymi politykami. Poza tym na własną prośbę z organizacji mistrzostw Afryki zrezygnowało trzech gospodarzy. Prawa do organizacji mundialu w 1986 r. po trzęsieniu ziemi zrzekła się również Kolumbia.

Ta sama Kolumbia była przyczyną zamieszania także przed Copa America 2001. Południowoamerykańska konfederacja początkowo odebrała Bogocie mistrzostwa ze względu na trwającą w kraju wojnę domową i groźby pod adresem poszczególnych drużyn ze strony karteli narkotykowych, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Z ukraińską częścią Euro będzie podobnie: z dużej chmury spadnie mały deszcz. O ile w ogóle będzie padać.