Polska, która organizuje pierwszą wielką imprezę sportową we wschodniej Europie od czasów transformacji, ma pewne prawo twierdzić, że jest nowoczesnym krajem w Europie. Ma za sobą polityczne i gospodarcze przemiany, których symbolicznym zakończeniem mają być te mistrzostwa - pisze bawarski dziennik.

Reklama

Zmodernizowała centra swoich miast, dworce, lotniska. Z wyjątkiem niewielkich odcinków również nowe autostrady są przejezdne. Zgodnie z zachodnimi standardami samochody są od dawna przyozdobione małymi biało-czerwonymi flagami. Na prawym brzegu Wisły, gdzie przed kilku laty wyrastał pełen przestępców jarmark, stoi dziś piękny stadion na mecz otwarcia mistrzostw. Jednak najważniejszym osiągnięciem na nadchodzące dni jest to, że Polska ma znów gracza międzynarodowej klasy - Roberta Lewandowskiego (...) takiego, z którym można się pokazać - podkreśla "SZ".

Gazeta dodaje, że Polska ma w zasadzie wszystko, czego potrzeba do sukcesu ME. Jest jednak jeden problem: Być może Polacy mają o jednego współgospodarza za dużo. Ostatnio strona polska nadzwyczaj dyskretnie podchodziła do tego, że Ukraina również jest gospodarzem turnieju"- ocenia.

Polska i Ukraina zawarły nad wyraz skomplikowane małżeństwo, gdy w maju 2007 r. nieoczekiwanie dostały prawo organizacji Euro-2012. Przez środek tego turnieju przebiega nie tylko granica zewnętrzna UE ale też swego rodzaju moralny mur. Nie można mówić o kooperacji. Zachwyceni Europą Polacy i dryfujący na wschód Ukraińcy przygotowali dwie imprezy pod jedną nazwą. Zadaniem głównego organizatora, czyli UEFA powinno być udzielanie porad małżeńskich. UEFA przespała jednak decydującą debatę - trzeba powiedzieć, że z rozmysłem - pisze "Sueddeutsche Zeitung".

Przypomina, że od chwili ogłoszenia gospodarzy Euro-2012 zadawano pytanie, czy decyzja o organizacji tak dużego wydarzenia we wschodniej Europie była słuszna. Na to pytanie jest prosta odpowiedź: W zasadzie tak. Już dawno masowa opinia publiczna w zachodniej Europie powinna była zmierzyć się z takimi krajami, jak Polska i Ukraina. Ale także z tym, że w przypadku przyznania organizacji ME oraz inwestycji, które nastąpiły później, nie wszytko przebiega zgodnie z zasadami państwa prawa - ocenia "SZ".

W 2007 r. (szef UEFA Michel) Platini oświadczył, że podjęto polityczną decyzję na korzyść wschodniej Europy. Tym gorsze wrażenie sprawia to, gdy Platini udaje, że trudny polityczny aspekt tego turnieju go nie obchodzi. Tymoszenko? Korupcja? Różnice polsko-ukraińskie? Nie mój problem, mówi Platini. Gdy robi się kontrowersyjnie i ciekawie, szef UEFA wycofuje się do swej sportowej i autonomicznej skorupy i czeka, aż popłyną pieniądze. Dlatego najpilniejsze pytanie przed meczem otwarcia nie brzmi: Dlaczego wschodnia Europa, lecz: Dlaczego ta UEFA - dodaje "Sueddeutsche Zeitung".